error300: multiple choices

2010/01/04

Samobójstwo społecznościowe, czyli 2.0

Chcesz zniknąć z Facebooka, Twittera, MySpace'a, czyli popełnić łebdwazerowe samobójstwo? Przez TechCrunch linkuję do Maszyny Samobójczej.

Swoją drogą interesujące, że usunięcie kont z serwisów społecznościowych nazywa się samobójstwem. Było samobójstwo estradowe, towarzyskie, przychodzi pora na "społecznościowe"? Terminologia zgrzyta, ale nie sposób nie zauważyć, jak nawet tą drogą, niby mimochodem, rośnie znaczenie wellmanowskich słabych więzi społecznych.

2009/11/01

Big picture

Uwielbiam dziennikarstwo oparte na społecznej klikalności, która zastąpiła w etosie społeczną odpowiedzialność. Świeżutki tytuł z Gazeta.pl: "Epidemia grypy na Ukrainie zabiła już 53 osoby". Dodajmy, że świńskiej. Tyle, że artykuł od razu wskazuje: "Według resortu (tj. Ministerstwa Zdrowia - przyp. MPP) ogólna liczba chorych wyniosła prawie 185 tysięcy osób".

53 zmarłych na 185 tysięcy zachorowań. Doprawdy "hiszpanka" 2.0, jeżeli wręcz nie nowa czarna ospa!

Po drugiej stronie oceanu kluby National Hockey League informują o zachorowaniach poszczególnych graczy. Dotąd na H1N1 zachorowało - i wyzdrowiało bez problemów - około dziesięciu hokeistów. Liga nie przerywa rozgrywek, a paranoiczni zazwyczaj Amerykanie nie sieją niepotrzebnej paniki. Jedni mądrzeją, inni przeciwnie?

2009/09/22

Kazik nie rozumie

Kazik jest zły, że najnowsza płyta Kultu wyciekła do Sieci przed premierą. Pomstuje jednak nie na tych, którzy do wycieku doprowadzili, ale przede wszystkim na tych, którzy na wycieku mogą w ten czy inny sposób skorzystać.

Złodziej jest złodziejem i na to nie ma wpływu, zresztą i tak wkrótce go dopadniemy. Ale każdy, kto się schylił po kradzione, jest dla mnie kurwą marną.

Tymi słowami Kazik zwrócił się do użytkowników oficjalnego Kultowego forum internetowego. Czyli, z grubsza, do części najbardziej oddanych fanów, takich, którzy są skłonni poświęcić wiele czasu na dyskusje o Kulcie i Kaziku właśnie.

Efektowne harakiri.

Kazik nie rozumie, że myli pojęcia. A szkoda. Mniejsza już o przykłady Nine Inch Nails czy Radiohead - od kilku lat dziesiątki tysięcy kapel udostępniają swoje nagrania na MySpace. Więksi i mniejsi, znani i nieznani. Nie każdy musi chcieć, świętym prawem Kazika jest odmówić profilu Kultu na MySpace i czekać na dzień premiery z udostępnieniem nowych utworów. Podobnie jego świętym prawem jest cieszyć się z rychłych, uroczystych "narodzin nowego dziecka". I wreszcie, jego prawem jest czuć się źle z tym, że płyta wyciekła do Sieci.

Ale Kazik odreagowuje w najgorszy możliwy sposób, wyzywając fanów "na zabój" od najgorszych. Ludzi, dla których Kult to coś więcej i co do których można mieć niemal pewność, że kupią oryginalne CD w pierwszym tygodniu od oficjalnej premiery. O ile nie w samym jej dniu.

Wielu urażonych forumowiczów skomentowało wypowiedź Kazika tak, jak się domyślamy. Że dostali w twarz, że posłuchać ulubionego zespołu przed premierą to nic złego - że to piękna niespodzianka. Świetny bonus, który niczego nie odbierze artystom, bo prawdziwi fani na płytę pieniądze i tak gorliwie wysupłają. I na pozostałe płyty. I na koncerty. I na koszulki też.

O zmianie modelu zarobkowania na muzyce - koncerty znacznie ważniejsze od płyt, płyty jako promocja - nie chcę pisać. Powiedzmy, że nie każdy artysta musi to czuć. Zwłaszcza nieco starszy.

Martwi mnie może coś innego. Kazik z pozoru stawia ludzi na baczność, wzywając - obcesowo, ale takie czasy - do zachowań jednoznacznych moralnie. Kreśli czytelny obrazek: to zachowanie jest właściwe i dobre, to jest nieetyczne i chamskie. Niestety nie ma łatwych odpowiedzi na dwuznaczne pytania. W latach 70. i 80. Kazik sam przywoził z Zachodu płyty winylowe i kopiował znajomym na kasety, o czym wielokrotnie wspominał w wywiadach. Sam też korzystał z takich środków. Takie były czasy, tak się ówczesna młodzież inspirowała muzycznie.

Kazik sam schylił się po kradzione, kim więc jest, w jego własnych słowach?

Ktoś mógłby przywołać argument o ówczesnej biedzie i o żelaznej kurtynie. Jednakże zgodnie z rozumowaniem Kazika, kradzież jest kradzieżą i kropka - niezależnie od okoliczności. Imperatyw moralny, czysty Kant. Jeżeli młody człowiek, który posłucha płyty przed premierą jest dla Kazika ladacznicą, to dawni, młodzi członkowie Kultu (czy też Polandu), inspirujący się z kopiowanych za PRL-u kaset też nimi byli.

Sęk w tym, że nikt z nich nie zasługuje na tak ostre słowa. Kazik w ostatnim czasie popełnia sporo błędów, zwłaszcza pozascenicznych. Za problem alkoholowy potrafił przeprosić, może przeprosi i za obrażenie wiernych fanów? Póki co niestety się pogrąża - dzisiaj skasował swój profil na forum Kultu i grozi odgórną likwidacją społeczności.

Niedzisiejsze to i smutne.

2009/07/03

Twitterowo

Kontrowersje powyborcze w Iranie zwróciły uwagę mainstreamu na Twittera, ale naturalnie po chwili sensacji temat przycichł. Teraz wraca, bo dziennikarze sportowi połapali się, że tą drogą można dotrzeć do ciekawych wiadomości, często z potencjałem na scoop. Kiedy jednak dołączają do tego pretensjonalne i nieprawdziwe tytuły, mam ochotę wyjść z kina (że pojadę Mamoniem). Może już pora na medialne refleksje, ale nie tak płytkie?

Używałem krótko Twittera, ale przestałem - po czym półtora tygodnia temu doszło do resuscytacji. Parę razy wspominałem już o swojej pozazawodowej pasji, hokeju na lodzie. Twitter okazał się najszybszym źródłem informacji przed niedawnym draftem, no i przed 1 lipca (swego czasu udało mi się podpuścić bliską osobę, że coroczna impreza w ambasadzie kanadyjskiej jest organizowana z powodu otwarcia okna transferowego, a nie Dnia Kanady).

Tyle, że za kilka dni znów z Twittera wysiądę. Karty zostaną rozdane, emocje opadną, niewiele ciekawego - w tym konkretnym światku - będzie się działo aż do października. Oto właśnie Twitter dla mnie. Tryb głównie odbiorczy, nie nadawczy, plus użyteczność przez kilka dni w roku.

Wspomniałem już, że korzystałem z Twittera wcześniej. Dziesiątki feedów ze światka akademicko-naukowo-medialnego... i chaos, bo aby to wszystko ogarnąć, potrzebowałbym zbyt wiele czasu. Narkotyzująca dysfunkcja 2.0. Nie przekonał mnie Twitter for busy people. Mikroblog poszedł w odstawkę, ale dzięki temu zmobilizowałem się, by uporządkować i rozbudować bazę wiedzy zakotwiczoną w iGoogle'u. Jest pięknie. A na potrzeby hokejowe założyłem w Ćwierkaczu osobne konto.

Pasywny tryb korzystania z Twittera - bez potrzeby nadawania własnych komunikatów, zwłaszcza tych banalnych, które tak ekscytują dziennikarzy - jest zresztą ciekawym tematem osobnych rozważań.

* * *

Na marginesie. "Ćwierkający" dziennikarze też paplają o niczym, czasem też coś przypadkowo chlapną:

(1) Coś pękło, coś się skończyło. Koniec darmowego parkowania w pobliżu Sejmu... Ech.

(2) jak to? dzisiaj parkowałem tam gdzie najczesciej i to za darmo:) krótki spacerek via park i Sejm:)

(Mikołaju, dziennikarze polityczni powinni szczególnie starać się przestrzegać zasad państwa prawa i przepisów, nawet tych najbardziej bzdetnych. Wy też jesteście odpowiedzialni za dawanie przykładu. Ale wiem, parkowanie w Śródmieściu w strefie tylko dla mieszkańców to drobiazg... Kogo by to obchodziło? Zresztą kto wie, może to nawet dowód zaradności? Prawda?)

I rzecz ostatnia. Twitterowe konta zwierząt domowych.

Nie wzbudzają mojego zdziwienia tradycyjne blogi, których głównymi bohaterami są psiaki czy koty i ich przygody (nie zawsze szczęśliwe), dokumentowane przez właścicieli. Często są zresztą bardzo ciekawym źródłem informacji. Fotoblogi nie dziwią mnie tym bardziej. Natomiast konta twitterowe zwierząt domowych, pisane w pierwszej osobie, budzą - przyznaję - moje lekkie zdezorientowanie.

Burt The Dog "pisze" nam i/lub swojemu panu, zapewne własnymi rękami tegoż:

I turn 9 tomorrow! Happy "Burtday" to me.

Come home. I need to go out!!

Just so "Bolt" for the first time if you ask me that dog is cool and he is a corgi! If I jumped in flour I could do that part.

Takich profili jest znacznie więcej. Wydaje mi się, że to ciekawy temat do analizy dla psychologów. I oczywiście dla dziennikarzy. W końcu temat w sam raz na "jedynkę" Faktu, Super Expressu i Gazeta.pl. There, I said it.


2009/06/09

Wiki 1, trollowanie 0

Hop siup.

2009/04/27

Long time no see

Kiedy rok temu finalizowałem obowiązki przed obroną doktoratu, na blogu notek było więcej niż obecnie. To poniekąd zaskakujące także dla mnie, bo nie chodzi nawet o "zmęczenie materiału" czy tymczasową awersję do blogowania. Bynajmniej. Za to w swoim milczeniu nie jestem odosobniony - z listy subskrybowanych blogów okołointernetowych wiele zamilkło albo jest aktualizowanych z częstotliwością podobną do mojego (netto, hiperblog, socin, alexwin... nawet k2.0 i Edwin piszą znacznie rzadziej niż dotąd).

Na pewno blogowanie jest teraz nisko na mojej to do list. Chociaż żyje się aktywnie:

- ostatni opublikowany tekst naukowy, po dwóch międzynarodowych recenzjach, wreszcie dostępny. Wybrałem czasopismo naukowe otwartego dostępu - Observatorio. Mój tekst "Rediscovering the netiquette: the role of propagated values and personal patterns in defining self-identity of the Internet user" został opublikowany w numerze 1 (Vol 3). Artykuły ukazują się na licencji Creative Commons BY-NC-ND 2.5.

- wraz z Martą Juzą i samodzielnie przygotowuję badania na Internet Research 10.0, konferencję Association of Internet Researchers.

- ukończyłem właśnie kurs "Podstawy dogoterapii" w Fundacji Pies dla Stasia; intensywnie szkolimy też z żoną psa metodą pozytywnego wzmocnienia.

- uzupełniam wiedzę o winie (ach, to testowanie!).

- próbuję swych sił w aquascapingu (ze słabym, póki co, skutkiem).

- zarywam noce, oglądając jak Vancouver Canucks ogrywają 4-0 St. Louis Blues i przechodzą do kolejnej rundy playoff NHL.

Do tego lektury, no i obowiązki obowiązkowe, czyli siedem wykładów i cztery przedmioty w tygodniu.

La vita è bella!

2009/03/17

Kreacjoniści mają rację. Albo David Icke

Cytacik z artykułu o wszystko mówiącym tytule "ZAiKS chce uzyskać tantiemy od YouTube".

To może być precedens. Czy YouTube, blokując tak atrakcyjną ofertę jak teledyski, nie straci na zainteresowaniu internautów i czy ta strata nie będzie dla niego bolesna - zastanawia się Andrzej Kuśmierczyk, kierownik wydziału licencji ZAiKS.

Wygląda na to, że postulaty kreacjonistów wymagają rewizji. Dinozaury nie tylko żyły równolegle z ludźmi, ale żyją nadal. Choć z drugiej strony mogą to być po prostu udające ludzi jaszczury z kosmosu, jak uważa niejaki David Icke (po polsku podsumowany przez Barta). Czy ktoś mógłby dostarczyć fotki pana Kuśmierczyka, aby zweryfikować tezę? Póki co musi nam wystarczyć nagranie zmieniającego kształt George'a W. Busha seniora.

Jako bonus klip o ZAiKSie, w konwencji będącej bardzo a propos filozofii tej organizacji:



Klip jest z YouTube, więc możliwe, że niedługo zobaczycie zamiast niego komunikat "We're sorry...". Bez tantiem ani rusz. To przecież oczywiste.

(podziękowania @ Rimskij)

2009/02/09

Dalajlama, Twitter i niespodziewany zwrot akcji w trakcie pisania

Zacznę od tego, że niemal rok temu pisałem sceptycznie o Twitterze i jego klonach, mając zwłaszcza na uwadze polskiego Blipa. W omawianym wpisie zawarłem m.in. taką myśl:

Mikroblogging, który jest teraz ewidentnie zjawiskiem modnym i na językach, jawi mi się jak niewielki dopływ do rzeki Blog. Oba ekosystemy zamieszkują w ogromnej większości te same organizmy. Mikroblogging jest ciekawy i wart obserwacji, ale oczekiwanie, że to on wyleje nagle do rzeki Głównej i zmieni ją dramatycznie, jest oczekiwaniem nazbyt optymistycznym.

Nadal nie jestem pewien, czy mikroblogi mają bardzo duży potencjał wpływania na życie społeczne. Dla jasności: przydatności twitteroidów w social networkingu nie neguję, podobnie nic mi do towarzyskiego charakteru blipowania czy "ćwierkania". Nie jestem i chyba nigdy nie będę fanem tej formy komunikacji, ale dostrzegłem w niej także bardziej praktyczne, mniej towarzyskie, aspekty. Jego egzemplifikacją może być np. pojawienie się na Twitterze w minioną sobotę konta Biura Jego Świątobliwości Dalajlamy (OHHDL).

Chodzi o informacyjno-aktywizujące wykorzystanie mikroblogów, które jeszcze do niedawna było - wedle mojej wiedzy - zdecydowanie rzadkością. Wyłączam z tego autopromocyjne linkowanie do własnych wpisów na "dużych" blogach/serwisach (niezależnie od tego, czy linka wyćwierkuje Michael Arrington, czy blipuje go z siebie Jaś Kowalski). O informacyjnym wykorzystaniu Twittera - i to konkretnie jego właśnie - zaczęło być głośno pod koniec kampanii prezydenckiej w USA. Warto dodać, że konto twitterowe Baracka Obamy nadal funkcjonuje, ale obecnie wpisy są rzadkością (zaledwie dwa od 5.11.2008 do dziś). Co z jednej strony było do przewidzenia, a z drugiej niekoniecznie, bo w publikacjach o "Obamie w Sieci" - cytowałem ostatnio - wyrażano oczekiwanie, że jego sztab nadal będzie mikroblogować. Póki co więcej w tym jednak public relations niż smart mobs.

W przypadku Dalajlamy (tj. Biura tegoż) jest o tyle ciekawiej, że sprawa, o którą walczy, nie ma łatwo osiągalnego celu i będzie trwać bardzo długo. W ciągu dwóch dni od założenia profilu na Twitterze,OHHDL zgromadziło ponad 20 tys. subskrybentów. Jej wymiar jest dla wielu wyjątkowy, a bezsprzecznie międzynarodowy. Warto zatem obserwować ćwierkanie Biura i odzew na nie, a także pojawianie się podobnych, zaangażowanych profili. Przede wszystkim zaś nie wiemy jeszcze, o czym i jak będzie owo Biuro ćwierkać.

* * *

Aktualizacja z ostatniej chwili (18:50). Wpis powstawał na raty, właśnie chciałem sprawdzić najnowszy twitt od Dalajlamy, a tu informacja: that page doesn't exist. Chyba pierwszy raz zdarza mi się pisać o czymś nieefemerycznym, co jednak znika w trakcie procesu twórczego ;)

Wyszukiwanie "OHHDL" w Google pokazuje oczywiście, że konto istniało, pisał też o nim m.in.
The Blog Herald. Co się stało?

Update 2 (18:55). Wszystko staje się jasne z minuty na minutę (cały Twitter). Cytuję Caroline, pracownicę Twittera:
everyone who's wondering why @ohhdl was suspended. the official ohhdl in dharamsala, india informed us that @ohhdl is an impersonator. sorry

Takie zagrożenia na Twitterze to temat na osobny wpis (a jednocześnie poważny mankament obecnych mikroblogów). Cóż, w takim razie pozostaje mi tylko John Cleese. Autentyczny.