Czwarta władza w 2014 roku
Kilka miesięcy temu obejrzałem bardzo ciekawy film we Flashu, wizja prezentująca potencjalną przyszłość mediów - od najbliższych lat aż do roku 2014. Ponieważ w ostatnich dniach ten sam film trafił do mnie ponownie, postanowiłem napisać o nim parę słów. Najpierw jednak zapraszam do obejrzenia.
Coś jest w tym małym dziełku, jako żywo przypominającym intro do kultowego, postnuklearnego RPG-a o nazwie "Fallout"... Futurystyczność EPIC 2014 unika szczęśliwie sztampowego fetyszyzowania rewolucyjności tego-co-nastąpi, nie kładzie też nacisku na chwalebne lub fatalistyczne konsekwencje owej zmiany. Autorzy zostawili nam, widzom, naprawdę dużo przestrzeni na własne przemyślenia - i za to ogromne im dzięki.
Przyszłość czwartej (i piątej) władzy widziana oczami Robina Sloana i Matta Thompsona jest frapująca. Do poszczególnych etapów - np. do kwestii TiVo - można mieć trochę zastrzeżeń. Mniejsza jednak o to; najważniejszy, najbardziej znamienny jest dla mnie fragment końcowy. W 2014 New York Times demonstracyjnie schodzi offline i wydaje się jedynie w wersji papierowej. Dodajmy, że nie e-papierowej...
Czy wkrótce czeka nas upadek czwartej władzy? To wizja chyba zbyt śmiała, a rodzime mariaże portali z telewizjami (Onet-TVN, WP-Polsat) zdają się potwierdzać, że instytucjonalni nadawcy jeszcze nie do końca zaspali i chcą dla siebie znaleźć miejsce w Sieci. Mają ogromny kapitał i świetne technologie - ja bym ich nie lekceważył, tym bardziej, że poważna internetowa telewizja to jeszcze ciągle pieśń przyszłości. Zgadzam się natomiast z tym, co zdaniem Sloana i Thompsona czeka prasę codzienną. Byłbym nawet skłonny dać przeciętnemu dziennikowi nie więcej niż 5 lat. Rok 2010...
Wracając do filmu. Niewątpliwie rodzi nam się, na naszych oczach i przy naszym udziale, władza piąta. My, internauci. Nasze wortale, Wiki, nasze indymedia, nasz open source. Nasze blogi. Nasze VoIP.
Kto wie, czy to właśnie nie jest najbardziej wartościowy element tego filmu. Budzenie świadomości internautów - tego, co znaczą lub co mogą znaczyć. To arcyważne i mniemam, że także dla przyszłych losów demokracji, czyli spraw najważniejszych. Jest to jednak ważne również w skali mikro - budzenie świadomości w kontekście szacunku do Sieci jako wspólnego dobra, choćby po to, by jej bezmyślnie nie zaśmiecać.
Czyli jednak koniec czwartej władzy i hegemonia piątej? Zapewne. Tyle tylko, że piąta władza będzie rosnąć w siłę - moim zdaniem - dłużej niż chcieliby tego Sloan i Thompson. Wzrost ten będzie równoległy i komplementarny do władzy czwartej. Ta ostatnia będzie się znacząco zmieniać i zostanie naznaczona wieloma spektakularnymi upadkami - ale nie odda tak tanio skóry, jak można by przypuszczać.
Coś jest w tym małym dziełku, jako żywo przypominającym intro do kultowego, postnuklearnego RPG-a o nazwie "Fallout"... Futurystyczność EPIC 2014 unika szczęśliwie sztampowego fetyszyzowania rewolucyjności tego-co-nastąpi, nie kładzie też nacisku na chwalebne lub fatalistyczne konsekwencje owej zmiany. Autorzy zostawili nam, widzom, naprawdę dużo przestrzeni na własne przemyślenia - i za to ogromne im dzięki.
Przyszłość czwartej (i piątej) władzy widziana oczami Robina Sloana i Matta Thompsona jest frapująca. Do poszczególnych etapów - np. do kwestii TiVo - można mieć trochę zastrzeżeń. Mniejsza jednak o to; najważniejszy, najbardziej znamienny jest dla mnie fragment końcowy. W 2014 New York Times demonstracyjnie schodzi offline i wydaje się jedynie w wersji papierowej. Dodajmy, że nie e-papierowej...
Czy wkrótce czeka nas upadek czwartej władzy? To wizja chyba zbyt śmiała, a rodzime mariaże portali z telewizjami (Onet-TVN, WP-Polsat) zdają się potwierdzać, że instytucjonalni nadawcy jeszcze nie do końca zaspali i chcą dla siebie znaleźć miejsce w Sieci. Mają ogromny kapitał i świetne technologie - ja bym ich nie lekceważył, tym bardziej, że poważna internetowa telewizja to jeszcze ciągle pieśń przyszłości. Zgadzam się natomiast z tym, co zdaniem Sloana i Thompsona czeka prasę codzienną. Byłbym nawet skłonny dać przeciętnemu dziennikowi nie więcej niż 5 lat. Rok 2010...
Wracając do filmu. Niewątpliwie rodzi nam się, na naszych oczach i przy naszym udziale, władza piąta. My, internauci. Nasze wortale, Wiki, nasze indymedia, nasz open source. Nasze blogi. Nasze VoIP.
Kto wie, czy to właśnie nie jest najbardziej wartościowy element tego filmu. Budzenie świadomości internautów - tego, co znaczą lub co mogą znaczyć. To arcyważne i mniemam, że także dla przyszłych losów demokracji, czyli spraw najważniejszych. Jest to jednak ważne również w skali mikro - budzenie świadomości w kontekście szacunku do Sieci jako wspólnego dobra, choćby po to, by jej bezmyślnie nie zaśmiecać.
Czyli jednak koniec czwartej władzy i hegemonia piątej? Zapewne. Tyle tylko, że piąta władza będzie rosnąć w siłę - moim zdaniem - dłużej niż chcieliby tego Sloan i Thompson. Wzrost ten będzie równoległy i komplementarny do władzy czwartej. Ta ostatnia będzie się znacząco zmieniać i zostanie naznaczona wieloma spektakularnymi upadkami - ale nie odda tak tanio skóry, jak można by przypuszczać.




2 Comments:
Album wroci w wielkim stylu, zobaczysz..
By
Mysia, at 14/3/05 13:46
Schyłek czwartej władzy i wejście nowej, piątej władzy? Czy to przypadkiem nie jest zbyt optymistyczne założenie? Internauci piątą władzą? Obawiam się, że - jak piszesz - będzie to trwało znacznie dłużej. Jeśli w ogóle będzie miało miejsce. Na razie Internet to przede wszystkim jeden wielki śmietnik, w którym naprawdę nie jest banalnym znaleźć coć mądrego. Mnie się udało, trafiłem tutaj.
By
Senator, at 14/3/05 16:35
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home