error300: multiple choices

2005/03/09

O domenach

Sieć, lokalność i globalność. O co chodzi i dlaczego ma to związek z tytułem?

Internet jako superdrożny i wszechstronny kanał komunikacyjny daje nam - na tak wielu płaszczyznach! - łatwy dostęp do globalnego nurtu informacji. Nie musimy już czytać Wyborczej tudzież "Rzepy"; poranna kawa może być łączona z lekturą najnowszych wiadomości z "Timesa" albo "Washington Post". Oczywiście przed monitorem, bo mało kogo stać na stałą prenumeratę świeżej prasy codziennej z Zachodu... Sięganie przez Internet do źródeł niedostępnych lub słabiej dostępnych drogą tradycyjną jest jednak codziennością wielu, o ile nie większości internautów. Wyliczanie dobrodziejstw Sieci w kontekście tego, jak wiele oferuje nam ona na wyciągnięcie ręki, wydaje mi się więc zbędne. Jak będę chciał jednak pokazać, istotą nie są może tyle potencjalne dobrodziejstwa sieci, ile to, w jakim stopniu my sami chcemy/umiemy z nich korzystać.

Humanistyczne potyczki z Internetem toczyły się w kilku fazach, charakteryzujących się możliwie regularną naprzemiennością podejść optymistycznych i pesymistycznych. W jednej z nich, dość wczesnej, niektórzy naukowcy zachwycali się, że oto znikają wszelkie granice i bariery, a sieciowa rzeczywistość jest początkiem nowego, lepszego Człowieka. Podczas rozmów z przyjaciółmi, względnie na zajęciach ze studentami, więcej miejsca jestem skłonny poświęcać koncepcjom bardziej przyziemnym. W oparciu o nie można stwierdzić, że globalność w pigułce na razie za rogiem nie czeka, a do drzwi puka raczej swojska, czasem przaśna lokalność.

Powołam się tu przykład z rodzimego ogródka. Piotr Sitarski, badacz Internetu i filmoznawca z Uniwersytetu Łódzkiego, zauważył w jednym ze swoich artykułów pewien znamienny paradoks dotyczący polskich portali internetowych. Jedną z podstawowych funkcji, jakie powinny spełniać portale, jest rozumne, spersonalizowane pokierowanie użytkownika dalej - na szerokie wody Internetu i w objęcia mniejszych, większych, transnarodowych społeczności. Czy tak się jednak dzieje? Sitarski twierdzi, że w dużo większym stopniu portale starają się nas u siebie zatrzymać. Zgadzam się z tą tezą.

Popatrzmy.

Stale pęczniejąca oferta portali - od darmowej poczty i kont WWW, przez czytniki grup dyskusyjnych i czaty, na blogach kończąc. Coraz częstsze i bardziej natarczywe reklamy, z którymi portale w znacznym stopniu wiążą swoją finansową przyszłość. Z góry przesądzona rywalizacja z prasą o szybkość podawania najświeższych wiadomości... Portale walczą o nas tak samo, jak każde inne medium masowe w kapitalistycznym systemie własności (pominąwszy może media opłacane z abonamentu tudzież datków wiernych ;).

W artykule "MUDy bez znaków diakrytycznych. O nowej tożsamości narodowej tworzonej przez internet" Sitarski pisze o naszych portalach: "zapewniają bezpieczną, narodową enklawę, zaspokajającą większość potrzeb internautów. Nawet wyszukiwarki, pozwalające odnajdywać pożądane informacje, są w nich spolonizowane, to znaczy wyszukują domyślnie strony polskie (z domeny *.pl albo w języku polskim)".

Czy tak ma wyglądać nasze użytkowanie globalnej sieci? Przygnębiające, ale bardzo często tak właśnie jest. I tu nawiązanie do tytułu niniejszej notki...

Domena "error300.org" kosztowała mnie 57 złotych brutto. Dużo to czy mało? Mało. I to nie dlatego, że w popularnych serwisach Home.pl i Nazwa.pl zapłaciłbym o 4 złote więcej. Mało dlatego, że owe 57 złotych to opłata za dwa lata.

Jak to możliwe? Czy nie ocieramy się o jakąś formę dumpingu, skoro tak duże i uznane firmy oferują cenę dwa razy wyższą, o ofercie mniejszych providerów nie wspominając?

Jeśli trzeźwe uzasadnienie - domena została wykupiona za granicą - nie przemyka szybko przez głowę, oto potencjalny symptom tego, jak łatwo o mentalne zastanie się w polskich realiach Sieci... Internet oferuje moc rozwiązań i od nas tylko zależy, czy do nich dotrzemy. Korzyści, jak widać, mogą mieć czasem charakter czysto materialny.

Odpowiedź na pytanie dlaczego polscy providerzy za usługę nie generującą kosztów pobierają dwukrotność opłaty amerykańskiej, pozostawię do rozważań własnych. A owa tajemnicza firma od tańszych domen działa od 1997 roku, zdobywa liczne nagrody i nazywa się GoDaddy.

0 Comments:

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home