Dotcom slaughter, czyli piąta rocznica krachu
W marcu bieżącego roku minęło pięć lat od symbolicznego upadku mitu Wszechpotężnego Internetu jako miejsca, w którym bez wysiłku zarabia się krocie. Pod koniec lat 90. byliśmy świadkami zbiorowego szaleństwa. Cybernetycznej gorączki złota, która elektryzowała umysły tysięcy osób poszukujących łatwego zarobku. A że historia lubi się powtarzać, brak krytycyzmu i trzeźwych analiz doprowadziły do tego samego, co zawsze...
Do upadku.
Kto dziś pamięta o takich dotcomach, jak Sportal, Clickmango, Ready2Shop, Boo czy Toysmart? Kiedyś, pod koniec lat 90. były to bardzo poważne firmy, dysponujące potężnymi funduszami. Dziś nie istnieją albo pod ich adresami funkcjonują inne strony. Budżety liczono w milionach dolarów, choć zasilane były głównie z kredytów i akcji - przecież banki i giełda też uległy szaleństwu. Najpierw oszaleli jednak wszelkiej maści analitycy biznesowi. Fałszywi prorocy kapitalizmu.

(Strona główna Boo.com w kilka miesięcy po giełdowym krachu dotcomów)
Dobrym przykładem bezmyślnego szastania dolarami były reklamy. Jeden z nieroztropnie zarządzanych serwisów, o nazwie Outpost.com, prezentował swą ofertę może i dowcipnie, ale bez większego przemyślenia, bez dobrze pojmowanej biznesowej strategii (aby się przekonać, pobierz plik mpg).
Skąd brało się to zbiorowe szaleństwo i niczym nie uzasadniony, ślepy optymizm, podzielany zarówno przez przedsiębiorców, jak i giełdę, banki, dziennikarzy? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Na gruncie medioznawczym można jednak przywołać tzw. krzywą EPS, czyli wzór ewolucji środków przekazu (potraktujmy chwilowo dotcomy jak media). Pierwsze litery skrótu odpowiadają kolejnym fazom: Elitarnej, Popularyzacji oraz Specjalizacji. Zdaniem autorów, Johna Merrilla i Ralpha Lowensteina, środki przekazu przechodzą taką właśnie drogę.
Wydaje się, że obszerne rozszyfrowywanie tajników EPS nie jest potrzebne, bo jest to wzór dość intuicyjny. Pozwolę sobie więc na skok do meritum - koniec lat 90. ciągle był dla dotcomów fazą elitarną, podczas gdy omylna ludzka natura była przekonana, że oto doszło do popularyzacji. Innymi słowy, że z usług witryn będą korzystać masy, a nie prekursorzy.
Tej zbiorowej iluzji uległ niemal cały amerykański świat biznesu, z NASDAQ włącznie.
Mieliśmy jednak i rodzime przykłady. O ile koniec lat 90. nie sprzyjał jeszcze rozwojowi polskiego e-handlu, o tyle byliśmy świadkami spektakularnego powstania i równie spektakularnego upadku kilku portali. Wystarczy wspomnieć dwa z nich - Hogę i Arenę. Tę drugą promowano z pompą, wspierając się wizerunkiem gwiazdy muzyki popularnej - Kayah. Większość osób zapewne pamięta wielkie billboardy z miłą skądinąd wokalistką...
Tymczasem zawartość portalu była dość skromna:

Arena i Hoga powstały w 2000 roku, czyli w roku, w którym amerykański świat Internetu zaczął trząść się w posadach. Nieco to ironiczne. Szastająca pieniędzmi na lewo i prawo Arena utrzymała się na rynku niecałe 2 lata. Hoga działa do dziś, ale została pokonana; nie jest to już portal, a oferta strony skromniutka i bardzo zawężona.
W 2001 roku powstał portal Gazeta.pl. Nic nie wskazywało, że będzie on inicjatywą udaną, tymczasem racjonalnie zarządzany i odróżniający się od konkurencji zawartością dziennikarską portal utrzymał się i jest rozwijany.
Oznacza to, że można, ale spokojnie, trzymając się z dala od owczego pędu. Względnie ucząc się na błędach tych, którzy polegli pięć lat temu.
Do upadku.
Kto dziś pamięta o takich dotcomach, jak Sportal, Clickmango, Ready2Shop, Boo czy Toysmart? Kiedyś, pod koniec lat 90. były to bardzo poważne firmy, dysponujące potężnymi funduszami. Dziś nie istnieją albo pod ich adresami funkcjonują inne strony. Budżety liczono w milionach dolarów, choć zasilane były głównie z kredytów i akcji - przecież banki i giełda też uległy szaleństwu. Najpierw oszaleli jednak wszelkiej maści analitycy biznesowi. Fałszywi prorocy kapitalizmu.
(Strona główna Boo.com w kilka miesięcy po giełdowym krachu dotcomów)
Dobrym przykładem bezmyślnego szastania dolarami były reklamy. Jeden z nieroztropnie zarządzanych serwisów, o nazwie Outpost.com, prezentował swą ofertę może i dowcipnie, ale bez większego przemyślenia, bez dobrze pojmowanej biznesowej strategii (aby się przekonać, pobierz plik mpg).
Skąd brało się to zbiorowe szaleństwo i niczym nie uzasadniony, ślepy optymizm, podzielany zarówno przez przedsiębiorców, jak i giełdę, banki, dziennikarzy? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Na gruncie medioznawczym można jednak przywołać tzw. krzywą EPS, czyli wzór ewolucji środków przekazu (potraktujmy chwilowo dotcomy jak media). Pierwsze litery skrótu odpowiadają kolejnym fazom: Elitarnej, Popularyzacji oraz Specjalizacji. Zdaniem autorów, Johna Merrilla i Ralpha Lowensteina, środki przekazu przechodzą taką właśnie drogę.
Wydaje się, że obszerne rozszyfrowywanie tajników EPS nie jest potrzebne, bo jest to wzór dość intuicyjny. Pozwolę sobie więc na skok do meritum - koniec lat 90. ciągle był dla dotcomów fazą elitarną, podczas gdy omylna ludzka natura była przekonana, że oto doszło do popularyzacji. Innymi słowy, że z usług witryn będą korzystać masy, a nie prekursorzy.
Tej zbiorowej iluzji uległ niemal cały amerykański świat biznesu, z NASDAQ włącznie.
Mieliśmy jednak i rodzime przykłady. O ile koniec lat 90. nie sprzyjał jeszcze rozwojowi polskiego e-handlu, o tyle byliśmy świadkami spektakularnego powstania i równie spektakularnego upadku kilku portali. Wystarczy wspomnieć dwa z nich - Hogę i Arenę. Tę drugą promowano z pompą, wspierając się wizerunkiem gwiazdy muzyki popularnej - Kayah. Większość osób zapewne pamięta wielkie billboardy z miłą skądinąd wokalistką...
Tymczasem zawartość portalu była dość skromna:
(Arena.pl w 2000 roku; zrzut ekranowy większej części strony tytułowej portalu)
Arena i Hoga powstały w 2000 roku, czyli w roku, w którym amerykański świat Internetu zaczął trząść się w posadach. Nieco to ironiczne. Szastająca pieniędzmi na lewo i prawo Arena utrzymała się na rynku niecałe 2 lata. Hoga działa do dziś, ale została pokonana; nie jest to już portal, a oferta strony skromniutka i bardzo zawężona.
W 2001 roku powstał portal Gazeta.pl. Nic nie wskazywało, że będzie on inicjatywą udaną, tymczasem racjonalnie zarządzany i odróżniający się od konkurencji zawartością dziennikarską portal utrzymał się i jest rozwijany.
Oznacza to, że można, ale spokojnie, trzymając się z dala od owczego pędu. Względnie ucząc się na błędach tych, którzy polegli pięć lat temu.




0 Comments:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home