Internet a dorobek kulturowy
W drugim tygodniu kwietnia miałem okazję uczestniczyć w International Seminar COMTOOCI: Computational Tools for the Librarian and Philological Work, międzynarodowym sympozjum w Bułgarii, poświęconym digitalizacji dziedzictwa kulturowego. Chociaż nie jest to bezpośrednie pole moich zainteresowań naukowych, cieszę się, że mogłem poznać doświadczenia z innych krajów.
A dzieje się dużo. Rozpadające się starodruki ratuje się przed ostatecznym unicestwieniem. Porządkuje się zbiory. Wreszcie - i tu miałem okazję dorzucić swoje trzy grosze - trwają debaty nad sposobem popularyzowania dorobków kulturowych w Internecie. Starodruki są nie tylko skanowane, ale i tak opracowywane, by czytelnik mógł analizować dokument na wielu płaszczyznach.
Komputery dają tu ogromne możliwości. Wyobraźmy sobie tylko - kiedy czytamy książkę, nie wiemy nic o graficznym układzie oryginału, o tym, jak wyglądały poszczególne części książki, nie wiemy wreszcie nic o ozdobnikach (często znaczących dla rozumienia całości!). Publikacja elektroniczna daje możliwość czytania tekstu w kilku wersjach, w tym pracy na oryginale. Wyobraźmy sobie sagę Wikingów - pierwszy wariant typowo książkowy, przetłumaczony na polski, drugi - układ książkowy, ale w postaci transkrypcji z runów, trzeci - stuprocentowo oryginalny, jak skan (runy + pierwotny układ graficzny, itp.), czwarty - oryginał, ale już opatrzony komentarzem naukowym na marginesach. Prawda, że ilość opcji robi wrażenie? Dokument tego typu zaprezentował w Borowcu profesor Matthew Driscoll z Uniwersytetu w Kopenhadze.
Dla filologów innowacje tego typu są arcyważne, bo zmniejszają ryzyko zafałszowania wyników pracy (wedle nowej filologii, nie można nie zwracać uwagi na "społeczne uwarunkowania" aktu tworzenia danej książki, a także jej późniejszej historii). Dla nas, szarych czytelników, ma to mniejsze znaczenie. Tym niemniej zwracam uwagę na potencjalne kierunki marketingowego rozwoju e-książek. Gdyby tak ktoś zaoferował nam atrakcyjny e-book z kilkoma wersjami tekstu... Oto atut - tego nie może dać nam książka.
Sam jestem zwolennikiem książek na papierze, niemniej nie przekreślam wersji elektronicznych. Nieprzejednanym zwolennikom tezy, że e-books nigdy nie będą popularne, roztaczam wizję "Władcy Pierścieni" z wersjami językowymi po polsku, w Sindarinie i Quenyi (chyba takowe powstały), a także z ręko- bądź maszynopisem autorstwa Mistrza Tolkiena. Nie kupilibyście..?
Wracając do meritum. Na miejscu prezentowano też naukowe prace, których zastosowanie będzie miało charakter czysto komercyjny. Każdy, kto używa Acrobat Readera do celów naukowych lub po prostu do analizowania wielostronicowych dokumentów, powinien zaintesować się nakładką ProfileSkim, opracowaną przez ośrodek SmartWeb.
Przy okazji udostępniam plik pdf z prezentacją wystąpienia, które przygotowałem na potrzeby COMTOOCI. Artykuł, na bazie którego powstało, ukaże się na jesieni, w International Journal of Information Theories and Applications.
A dzieje się dużo. Rozpadające się starodruki ratuje się przed ostatecznym unicestwieniem. Porządkuje się zbiory. Wreszcie - i tu miałem okazję dorzucić swoje trzy grosze - trwają debaty nad sposobem popularyzowania dorobków kulturowych w Internecie. Starodruki są nie tylko skanowane, ale i tak opracowywane, by czytelnik mógł analizować dokument na wielu płaszczyznach.
Komputery dają tu ogromne możliwości. Wyobraźmy sobie tylko - kiedy czytamy książkę, nie wiemy nic o graficznym układzie oryginału, o tym, jak wyglądały poszczególne części książki, nie wiemy wreszcie nic o ozdobnikach (często znaczących dla rozumienia całości!). Publikacja elektroniczna daje możliwość czytania tekstu w kilku wersjach, w tym pracy na oryginale. Wyobraźmy sobie sagę Wikingów - pierwszy wariant typowo książkowy, przetłumaczony na polski, drugi - układ książkowy, ale w postaci transkrypcji z runów, trzeci - stuprocentowo oryginalny, jak skan (runy + pierwotny układ graficzny, itp.), czwarty - oryginał, ale już opatrzony komentarzem naukowym na marginesach. Prawda, że ilość opcji robi wrażenie? Dokument tego typu zaprezentował w Borowcu profesor Matthew Driscoll z Uniwersytetu w Kopenhadze.
Dla filologów innowacje tego typu są arcyważne, bo zmniejszają ryzyko zafałszowania wyników pracy (wedle nowej filologii, nie można nie zwracać uwagi na "społeczne uwarunkowania" aktu tworzenia danej książki, a także jej późniejszej historii). Dla nas, szarych czytelników, ma to mniejsze znaczenie. Tym niemniej zwracam uwagę na potencjalne kierunki marketingowego rozwoju e-książek. Gdyby tak ktoś zaoferował nam atrakcyjny e-book z kilkoma wersjami tekstu... Oto atut - tego nie może dać nam książka.
Sam jestem zwolennikiem książek na papierze, niemniej nie przekreślam wersji elektronicznych. Nieprzejednanym zwolennikom tezy, że e-books nigdy nie będą popularne, roztaczam wizję "Władcy Pierścieni" z wersjami językowymi po polsku, w Sindarinie i Quenyi (chyba takowe powstały), a także z ręko- bądź maszynopisem autorstwa Mistrza Tolkiena. Nie kupilibyście..?
Wracając do meritum. Na miejscu prezentowano też naukowe prace, których zastosowanie będzie miało charakter czysto komercyjny. Każdy, kto używa Acrobat Readera do celów naukowych lub po prostu do analizowania wielostronicowych dokumentów, powinien zaintesować się nakładką ProfileSkim, opracowaną przez ośrodek SmartWeb.
Przy okazji udostępniam plik pdf z prezentacją wystąpienia, które przygotowałem na potrzeby COMTOOCI. Artykuł, na bazie którego powstało, ukaże się na jesieni, w International Journal of Information Theories and Applications.




0 Comments:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home