Jak modelowo położyć otwarcie: eBay.pl i Sigma
W piątek ruszył z dawna oczekiwany serwis eBay.pl. Tylko pozazdrościć okoliczności startu - na rynku drobnica plus jeden dominant, właściwie monopolista (nic tylko dobierać mu się do tyłka). Silna marka własna, świetnie rozpoznawana i pozytywnie kojarzona w Polsce. Do tego duże oczekiwania rynku, z bardzo przychylnym nastawieniem internautów.

(eBay wzmocnił...)
W tak pięknych okolicznościach przyrody, eBay pokazał czarno na białym jak położyć otwarcie. A także - co nawet ważniejsze - jak na wejściu podrzucić sobie samemu parę kłód pod nogi.
Kto był na eBay.pl, ten wie o czym mowa. Bardzo uproszczony układ pierwszej strony. Brak podstawowych opcji, jak np. obserwowanie aukcji czy dodawanie do ulubionych. Wreszcie brak tak bardzo oczekiwanego PayPala (własność eBay'a). To dzięki niemu w znacznym stopniu eBay miał zakasować Allegro. Tymczasem nic się tu nie wydarzyło, a do listy grzechów głównych nowego serwisu przyszło jeszcze dorzucić jego niestabilność w pierwszych dniach działalności.

(...konkurencję)
Przypomnijmy, że eBay.pl miał pierwotnie wystartować 5 kwietnia, jednak inaugurację przesunięto ze względu na śmierć Papieża Jana Pawła II. Polska ekipa miała więc dodatkowy czas na przygotowania i usunięcie usterek. Ich obecność 22-go jest dowodem, że "tak miało być" i że w ogóle nie spodziewano się dezaprobaty! A przecież dostaliśmy koślawy produkt, który stał się powodem do śmiechu (nie wytrzymali nawet dziennikarze). Najwyraźniej za wprowadzenie eBay'a do Polski wzięli się niewłaściwi ludzie.
Dlaczego? Dlatego, że nie po raz pierwszy widzę kiepską informację prasową spod jej szyldu - a informacja prasowa to chleb powszedni public relations. Oto dwa fragmenty tekstu dla prasy, mówiącego o starcie eBay.pl:
"Warszawa, Polska, 22 kwietnia 2005 - eBay, największa giełda internetowa świata, dziś ogłasza uruchomienie polskiego serwisu eBay (www.ebay.pl) - nowego portalu, na którym kupujący i sprzedający z Polski będą mogli spotykać się i handlować po polsku, za złotówki."
Przyzwyczaiłem się już, że grubo ciosane strony internetowe samorządów gminnych czy organizacji lokalnych, bywają przez twórców nazywane portalami. Można to zrzucić na karb niewiedzy i nieobycia w Internecie. Taka niewiedza nie przystoi jednak PR-owcowi. A już na pewno nie PR-owcowi obsługującemu eBay.
"Skala wykorzystania Internetu w Polsce rośnie w fenomenalnym tempie, z góry się więc cieszymy na rozwój polskiej społeczności eBay. Dzięki gromadzonej przez lata globalnej wiedzy będziemy mogli dostarczyć polskim użytkownikom eBay'a giełdę pełną życia i radości, na której będzie można polegać w równie wysokim stopniu, co na każdej innej giełdzie eBay na całym świecie - powiedział Philipp Justus, wiceprezes i dyrektor generalny eBay Europe."
Ja rozumiem. Okrągłe wypowiedzi, "wata słowna" - tak, to się w informacjach prasowych zdarza. Czasami trzeba mieć w tekście wypowiedź ważnego przedstawiciela firmy, a bywa, że nie ma jej z czego ulepić i właśnie wtedy wpycha się taką watę. Co zrobić.
Są jednak dwie sytuacje, w których jest to niedopuszczalne: wtedy, gdy mamy do czynienia z kryzysem i wtedy, gdy przedsiębiorstwo/produkt wchodzi na rynek.
Jestem przekonany, że Sigma doskonale o tym wie i jednocześnie że to ich człowiek jest autorem wypowiedzi włożonych w usta notabli z eBay'a (druga wypowiedź, której nie cytowałem, jest równie "elokwentna"). Jeżeli ów człek autorem nie jest, to... niewiele lepiej - bo wiedzieć i nie uświadomić klientowi, że popełnia duży błąd w kluczowej informacji prasowej...?
Drobny disclaimer: ani osobiście, ani zawodowo nie miałem nigdy nic wspólnego z Sigmą. Jest mi przykro, bo kiedyś była to naprawdę bardzo dobra agencja. Widzę czasem jej "produkcje" i przecieram oczy ze zdumienia. Coś jest nie tak. Nie mam już orientacji w rynku, ale podejrzewam, że najlepsi pracownicy Sigmy pouciekali. A zostali tacy, co obsługując światowego lidera aukcji internetowych nazywają go portalem i w tekście inaugurującym działalność owej firmy nie mają dla jego szefów nic do powiedzenia.
Kompromitacja eBay.pl to także kompromitacja agencji. Bez dwóch zdań.

(eBay wzmocnił...)
W tak pięknych okolicznościach przyrody, eBay pokazał czarno na białym jak położyć otwarcie. A także - co nawet ważniejsze - jak na wejściu podrzucić sobie samemu parę kłód pod nogi.
Kto był na eBay.pl, ten wie o czym mowa. Bardzo uproszczony układ pierwszej strony. Brak podstawowych opcji, jak np. obserwowanie aukcji czy dodawanie do ulubionych. Wreszcie brak tak bardzo oczekiwanego PayPala (własność eBay'a). To dzięki niemu w znacznym stopniu eBay miał zakasować Allegro. Tymczasem nic się tu nie wydarzyło, a do listy grzechów głównych nowego serwisu przyszło jeszcze dorzucić jego niestabilność w pierwszych dniach działalności.

(...konkurencję)
Przypomnijmy, że eBay.pl miał pierwotnie wystartować 5 kwietnia, jednak inaugurację przesunięto ze względu na śmierć Papieża Jana Pawła II. Polska ekipa miała więc dodatkowy czas na przygotowania i usunięcie usterek. Ich obecność 22-go jest dowodem, że "tak miało być" i że w ogóle nie spodziewano się dezaprobaty! A przecież dostaliśmy koślawy produkt, który stał się powodem do śmiechu (nie wytrzymali nawet dziennikarze). Najwyraźniej za wprowadzenie eBay'a do Polski wzięli się niewłaściwi ludzie.
* * *
Przy okazji parę cierpkich słów w stronę agencji public relations Sigma, która kreuje się (skutecznie) na numer 1 na polskim rynku. W moim przekonaniu właśnie "kreuje", czyli bardzo dobrze dba o własny PR. Aż dziw bierze, jak długo i bezwstydnie można jechać na opinii nie popartej faktami.Dlaczego? Dlatego, że nie po raz pierwszy widzę kiepską informację prasową spod jej szyldu - a informacja prasowa to chleb powszedni public relations. Oto dwa fragmenty tekstu dla prasy, mówiącego o starcie eBay.pl:
"Warszawa, Polska, 22 kwietnia 2005 - eBay, największa giełda internetowa świata, dziś ogłasza uruchomienie polskiego serwisu eBay (www.ebay.pl) - nowego portalu, na którym kupujący i sprzedający z Polski będą mogli spotykać się i handlować po polsku, za złotówki."
Przyzwyczaiłem się już, że grubo ciosane strony internetowe samorządów gminnych czy organizacji lokalnych, bywają przez twórców nazywane portalami. Można to zrzucić na karb niewiedzy i nieobycia w Internecie. Taka niewiedza nie przystoi jednak PR-owcowi. A już na pewno nie PR-owcowi obsługującemu eBay.
"Skala wykorzystania Internetu w Polsce rośnie w fenomenalnym tempie, z góry się więc cieszymy na rozwój polskiej społeczności eBay. Dzięki gromadzonej przez lata globalnej wiedzy będziemy mogli dostarczyć polskim użytkownikom eBay'a giełdę pełną życia i radości, na której będzie można polegać w równie wysokim stopniu, co na każdej innej giełdzie eBay na całym świecie - powiedział Philipp Justus, wiceprezes i dyrektor generalny eBay Europe."
Ja rozumiem. Okrągłe wypowiedzi, "wata słowna" - tak, to się w informacjach prasowych zdarza. Czasami trzeba mieć w tekście wypowiedź ważnego przedstawiciela firmy, a bywa, że nie ma jej z czego ulepić i właśnie wtedy wpycha się taką watę. Co zrobić.
Są jednak dwie sytuacje, w których jest to niedopuszczalne: wtedy, gdy mamy do czynienia z kryzysem i wtedy, gdy przedsiębiorstwo/produkt wchodzi na rynek.
Jestem przekonany, że Sigma doskonale o tym wie i jednocześnie że to ich człowiek jest autorem wypowiedzi włożonych w usta notabli z eBay'a (druga wypowiedź, której nie cytowałem, jest równie "elokwentna"). Jeżeli ów człek autorem nie jest, to... niewiele lepiej - bo wiedzieć i nie uświadomić klientowi, że popełnia duży błąd w kluczowej informacji prasowej...?
* * *
Drobny disclaimer: ani osobiście, ani zawodowo nie miałem nigdy nic wspólnego z Sigmą. Jest mi przykro, bo kiedyś była to naprawdę bardzo dobra agencja. Widzę czasem jej "produkcje" i przecieram oczy ze zdumienia. Coś jest nie tak. Nie mam już orientacji w rynku, ale podejrzewam, że najlepsi pracownicy Sigmy pouciekali. A zostali tacy, co obsługując światowego lidera aukcji internetowych nazywają go portalem i w tekście inaugurującym działalność owej firmy nie mają dla jego szefów nic do powiedzenia.
Kompromitacja eBay.pl to także kompromitacja agencji. Bez dwóch zdań.




1 Comments:
Masz rację Michał - fatalny, żenujący poziom tekstu... Ile razy czytam niektóre gnioty rodem z PR (nie wszystkie oczywiscie!) to zastanawiam się, że tam to bym zrobił błyskotliwą karierę. Pisząc tekst do gazety mam często na jego "dopieszczenie" 15-20 minut - oni nawet tydzień... A wychodzą takie gnioty...
By
Miki, at 30/4/05 01:42
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home