error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2005/05/10

"Mam dla Ciebie wyjątkową ofertę"

Otrzymałem dziś rano e-mail, na konto przypisane do niniejszej strony. W tytule zapytanie: "error300.org is yours, right?".

Hmm. Right, right. Autor oczywiście nieznany, ale... co tam, nie wygląda to źle. Tytuł spersonalizowany, chociaż maszyny nie takie rzeczy potrafią... Waham się, ale załączników nie ma. Zachowuję prewencyjnie niski poziom podejrzliwości i cofam palec znad przycisku oznaczonego skrótem "Del". Postanawiam zajrzeć.

"Hello,
Scott Reese here. I was wondering how you are doing with error300.org?"

Hmm. Czyżby ów dżentelmen zainteresował się moją stroną? Co, gdzie, jak? Może ten ktoś również prowadzi bloga o podobnym charakterze? Chętnie przeczytam to, co dalej.

"I've earned substantial money with my web site, partnering with a California-based and Inc. 500 ranked Internet company that is growing like wildfire - and it never cost me a penny to get started."

Ha. Wszystko jasne... Omijam wzrokiem linijkę ze spamerskim linkiem, już nie czytam, tylko przeglądam...

"This is an exploding opportunity in a $20 billion per year industry, and it's growing very quickly worldwide.
If what you see and hear interests you, I'll show you how to use error300.org with this to make a serious income that will grow each month and come to you for years."

Gdybym był Klossem, wydusiłbym z siebie "Brunner, ty świnio...". Zamiast skasować spamerską wiadomość, postanawiam wykorzystać ją na potrzeby bloga. A zaraz po skończeniu tego wpisu z ulgą wyślę tamto coś do kosza.

You will open and fill this one for sure.




Umiejętne formułowanie wiadomości i wsparcie się odpowiednim software'em oczywiście wystarczy, by wiadomość nabrała kształt osobistego, "odręcznego" listu. Mimo to jestem trochę zły, że ten konkretny zmylił nawet mnie.

Refleksja na temat niechcianej korespondencji wykracza poza indywidualne "nabrał się, nie nabrał". Spamerzy uczą się i coraz częściej wychodzą ze swym procederem poza listy elektroniczne. Nie mówię nawet o zaśmiecaniu forów na stronach WWW czy Usenetu, bo to przerobiliśmy przez lata. Stosunkowo nowym zjawiskiem jest spamowanie blogów - poprzez masowe "komentowanie" wiadomości tam nagromadzonych.

Mark Cuban, szef HDNetu, właściciel Dallas Mavericks i ciekawego bloga, tak zwraca uwagę na ten problem:

"One of the nuisances of running a blog is having to delete extraneous comments and spam. Every blogging service is fighting commercial spam in its comments. (...) The lesson learned is that we as a medium need to set some groundrules on comment spam.

For commercial blog hosting sites like weblogsinc, livejournal, blogspot , or other portal offered sites, one of the terms of service should preclude spamming or spam promotion. For media or corporate websites, it should be an editorial common sense.

Otherwise, we might find ourselves sliding down a slippery slope that ends up silencing what some might think is the most valuable part of a blog - user comments."

Podzielam tę obawę. Autor bloga może kasować niechciane, spamerskie komentarze, ale czy samym komentującym będzie się jeszcze chciało odzywać? Przecież zazwyczaj unikamy miejsc, które zaśmieca spam...

A może martwię się niepotrzebnie?
error300.org

1 Comments:

  • Sądzę, że jednak ludzie będą się odzywać...

    Ale nawet na tym blogu widać, że komentowanie przychodzi ludziom trudniej niż czytanie. Life is brutal.

    By Anonymous Leosh, at 1/6/05 18:22  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home