Nie taki haker straszny
Długo zbierałem się do wpisu o hakerach. Nareszcie nadarzyła się okazja: jak donosi Dziennik Internautów, prywatna Wyższa Szkoła Informatyki Stosowanej i Zarządzania organizuje konkurs mający wyłonić "Pierwszego Hackera Rzeczpospolitej". Są korporacyjni sponsorzy - LG, Heyah, a pośród patronów medialnych, a jakże, magazyn Hackin9.
Przeciętnemu internaucie, w Polsce i za granicą, określenie "haker" kojarzy się z przestępcą dybiącym na cudze pieniądze lub dane, względnie z socjopatą, którego życiowym celem jest destabilizowanie istniejącego porządku i uprzykrzanie życia nieznanym użytkownikom komputerów. Nic bardziej mylnego. Takie skojarzenie to konsekwencja eksploatowaniu terminu przez media, które chcąc nie chcąc stały się winne przekłamania.
W pierwotnym znaczeniu "haker" to osoba o bardzo dużych praktycznych umiejętnościach informatycznych. Czyli np. legitymująca się doskonałą znajomością wielu języków oprogramowania, albo najbardziej złożonych systemów operacyjnych. Nadzwyczaj często haker posiadał też dyplom topowej uczelni, Harvardu albo Massachussets Institute of Technology (MIT). Cyberprzestępcą, który włamuje się na serwery i prywatne komputery, a także okrada internetowe konta bankowe, jest natomiast cracker.

(Nie bój się hakerów. Eric S. Raymond - fot. ze strony Raymonda)
Inna sprawa, że crackerzy chętnie nazywają siebie hakerami - zupełnie jak stadionowi bandyci, którzy mienią się kibicami. Nie tłumaczy to jednak mediów; mniej lub bardziej bezrefleksyjnie zbudowały one stereotyp hakera-złoczyńcy. Informacje weryfikuje się u źródła - tu chyba tego zabrakło. W efekcie przekazy medialne wyrządziły dużą krzywdę nie tylko hakerom, ale i pozostałym użytkownikom sieci komputerowych. A to dlatego, że każdy z nas coś hakerom zawdzięcza. Więcej niż się spodziewamy.
Tym właśnie jest Free Software - ruchem programistów i użytkowników komputerów zaangażowanych w działania na rzecz swobodnego dostępu do oprogramowania przez ogół społeczności internetowych. Przywódcą i głównym ideologiem ruchu jest Richard M. Stallman. Programista i haker ze słynnego MIT, założyciel Free Software Foundation. Orędownik wolności wypowiedzi jako takiej i nieskrępowanego rozwoju prac nad oprogramowaniem, twórca koncepcji copyleft. Dla wielu radykał, ale bardzo szanowany. Jego FSF nie jest zależna od funduszy wielkich korporacji.

(Richard M. Stallman, fot. ze strony Stallmana)
Alternatywą dla FS, jego uzupełnieniem, bardziej spolegliwą i pragmatyczną wersją, jest powstały później Open Source Initiative. Najczęściej kojarzy się z nim nazwisko innego hakera (i libertarianina) - Erica S. Raymonda. Wedle założycieli ruchu, wolne oprogramowanie ma być przede wszystkim lepsze technicznie , a nie ideologicznie. Raymond podobno ujął to kiedyś w bardzo przyziemny, ale trafny sposób: "jeżeli chcesz zmienić świat, musisz zjednać ludzi, którzy wypisują duże czeki".
OSI i FSF to temat-rzeka, rozwinę innym razem. Tymczasem konstatacja. Mniej lub bardziej bezpośrednio świat zawdzięcza hakerom to, że istnieje realna alternatywa dla produktów Microsoftu. Nie jesteśmy skazani na Windows, na pakiet Office w kosmicznej cenie, ani na szwankującą, uwstecznioną przeglądarkę (którą monopolista zajął się sumiennie dopiero wtedy, gdy rynek zaczęła rewolucjonizować Mozilla Firefox).
A zresztą - to wczesnemu hakerskiemu "nie" zawdzięczamy utrzymanie się przy życiu idei wolnego, bezpłatnego oprogramowania. To, że wielu osobom i firmom do dziś chce się tworzyć freeware, jestem skłonny widzieć jako pokłosie wczesnych działań Stallmana i ludzi jemu podobnych. Pokłosie wczesnohakerskiego etosu, wyrosłego w hipisowskiej kontrkulturze lat 60. i 70.
Eric S. Raymond wiele wyjaśnia w artykule "Jak zostać hakerem":
"Istnieje społeczność, kultura grupowa, złożona z ekspertów w dziedzinie programowania i magików sieciowych, której historia sięga wstecz poprzez dziesięciolecia do pierwszych wielodostępnych minikomputerów z podziałem czasu i najwcześniejszych eksperymentów z siecią ARPAnet. Członkowie tej kultury zapoczątkowali termin 'haker'. Hakerzy zbudowali Internet. Hakerzy uczynili z UNIXa system operacyjny, jakim jest dzisiaj. Hakerzy zapoczątkowali Usenet. Hakerzy sprawili, że Światowa Pajęczyna (World Wide Web) zaczęła działać. (...)
Filozofia hakera nie jest ograniczona do tej kultury software'owo-hakerskiej. Są ludzie, którzy stosują postawę hakera w innych zagadnieniach, jak elektronika czy muzyka - w rzeczywistości możesz znaleźć ją na najwyższym poziomie we wszystkich dyscyplinach nauki czy sztuki."
Jeszcze więcej szacunku powinien jednak wzbudzić ten fragment, który z największą przyjemnością zacytuję na koniec:
"Hakerzy rozwiązują problemy i tworzą rzeczy wierząc w wolność i wzajemną pomoc. Aby zostać zaakceptowanym jako haker, musisz zachowywać się jakbyś sam miał ten rodzaj podejścia. Jednak żeby zachowywać się tak, jakbyś miał takie podejście, musisz w nie naprawdę uwierzyć." *
W dzisiejszym świecie jak mało czego brakuje nam promowania wartości altruistycznych. Jak się tak bliżej przyjrzeć, "ci źli hakerzy" naprawdę robią dla nas dużo dobrego.
* - po pewnych wahaniach w tytule i treści cytowanego tekstu poprawiłem używane tam słowo "hacker" na "haker", bo to ono jest prawidłowe w języku polskim. A przy okazji, na marginesie, dziękuję mojemu staremu druhowi tonidowi.
error300.org
Przeciętnemu internaucie, w Polsce i za granicą, określenie "haker" kojarzy się z przestępcą dybiącym na cudze pieniądze lub dane, względnie z socjopatą, którego życiowym celem jest destabilizowanie istniejącego porządku i uprzykrzanie życia nieznanym użytkownikom komputerów. Nic bardziej mylnego. Takie skojarzenie to konsekwencja eksploatowaniu terminu przez media, które chcąc nie chcąc stały się winne przekłamania.
W pierwotnym znaczeniu "haker" to osoba o bardzo dużych praktycznych umiejętnościach informatycznych. Czyli np. legitymująca się doskonałą znajomością wielu języków oprogramowania, albo najbardziej złożonych systemów operacyjnych. Nadzwyczaj często haker posiadał też dyplom topowej uczelni, Harvardu albo Massachussets Institute of Technology (MIT). Cyberprzestępcą, który włamuje się na serwery i prywatne komputery, a także okrada internetowe konta bankowe, jest natomiast cracker.

(Nie bój się hakerów. Eric S. Raymond - fot. ze strony Raymonda)
Inna sprawa, że crackerzy chętnie nazywają siebie hakerami - zupełnie jak stadionowi bandyci, którzy mienią się kibicami. Nie tłumaczy to jednak mediów; mniej lub bardziej bezrefleksyjnie zbudowały one stereotyp hakera-złoczyńcy. Informacje weryfikuje się u źródła - tu chyba tego zabrakło. W efekcie przekazy medialne wyrządziły dużą krzywdę nie tylko hakerom, ale i pozostałym użytkownikom sieci komputerowych. A to dlatego, że każdy z nas coś hakerom zawdzięcza. Więcej niż się spodziewamy.
* * *
Nie wszyscy znają genezę ruchów Free Software oraz Open Source. Pierwszy, wcześniejszy, powstał jeszcze w latach 80., jako protest pasjonatów informatyki wobec komercjalizacji systemu operacyjnego Unix przez koncern AT&T. Gigant odciął dostęp do kodu źródłowego Uniksa, co uniemożliwiło hakerom pracę nad jego rozwijaniem.Tym właśnie jest Free Software - ruchem programistów i użytkowników komputerów zaangażowanych w działania na rzecz swobodnego dostępu do oprogramowania przez ogół społeczności internetowych. Przywódcą i głównym ideologiem ruchu jest Richard M. Stallman. Programista i haker ze słynnego MIT, założyciel Free Software Foundation. Orędownik wolności wypowiedzi jako takiej i nieskrępowanego rozwoju prac nad oprogramowaniem, twórca koncepcji copyleft. Dla wielu radykał, ale bardzo szanowany. Jego FSF nie jest zależna od funduszy wielkich korporacji.

(Richard M. Stallman, fot. ze strony Stallmana)
Alternatywą dla FS, jego uzupełnieniem, bardziej spolegliwą i pragmatyczną wersją, jest powstały później Open Source Initiative. Najczęściej kojarzy się z nim nazwisko innego hakera (i libertarianina) - Erica S. Raymonda. Wedle założycieli ruchu, wolne oprogramowanie ma być przede wszystkim lepsze technicznie , a nie ideologicznie. Raymond podobno ujął to kiedyś w bardzo przyziemny, ale trafny sposób: "jeżeli chcesz zmienić świat, musisz zjednać ludzi, którzy wypisują duże czeki".
OSI i FSF to temat-rzeka, rozwinę innym razem. Tymczasem konstatacja. Mniej lub bardziej bezpośrednio świat zawdzięcza hakerom to, że istnieje realna alternatywa dla produktów Microsoftu. Nie jesteśmy skazani na Windows, na pakiet Office w kosmicznej cenie, ani na szwankującą, uwstecznioną przeglądarkę (którą monopolista zajął się sumiennie dopiero wtedy, gdy rynek zaczęła rewolucjonizować Mozilla Firefox).
A zresztą - to wczesnemu hakerskiemu "nie" zawdzięczamy utrzymanie się przy życiu idei wolnego, bezpłatnego oprogramowania. To, że wielu osobom i firmom do dziś chce się tworzyć freeware, jestem skłonny widzieć jako pokłosie wczesnych działań Stallmana i ludzi jemu podobnych. Pokłosie wczesnohakerskiego etosu, wyrosłego w hipisowskiej kontrkulturze lat 60. i 70.
Eric S. Raymond wiele wyjaśnia w artykule "Jak zostać hakerem":
"Istnieje społeczność, kultura grupowa, złożona z ekspertów w dziedzinie programowania i magików sieciowych, której historia sięga wstecz poprzez dziesięciolecia do pierwszych wielodostępnych minikomputerów z podziałem czasu i najwcześniejszych eksperymentów z siecią ARPAnet. Członkowie tej kultury zapoczątkowali termin 'haker'. Hakerzy zbudowali Internet. Hakerzy uczynili z UNIXa system operacyjny, jakim jest dzisiaj. Hakerzy zapoczątkowali Usenet. Hakerzy sprawili, że Światowa Pajęczyna (World Wide Web) zaczęła działać. (...)
Filozofia hakera nie jest ograniczona do tej kultury software'owo-hakerskiej. Są ludzie, którzy stosują postawę hakera w innych zagadnieniach, jak elektronika czy muzyka - w rzeczywistości możesz znaleźć ją na najwyższym poziomie we wszystkich dyscyplinach nauki czy sztuki."
Jeszcze więcej szacunku powinien jednak wzbudzić ten fragment, który z największą przyjemnością zacytuję na koniec:
"Hakerzy rozwiązują problemy i tworzą rzeczy wierząc w wolność i wzajemną pomoc. Aby zostać zaakceptowanym jako haker, musisz zachowywać się jakbyś sam miał ten rodzaj podejścia. Jednak żeby zachowywać się tak, jakbyś miał takie podejście, musisz w nie naprawdę uwierzyć." *
W dzisiejszym świecie jak mało czego brakuje nam promowania wartości altruistycznych. Jak się tak bliżej przyjrzeć, "ci źli hakerzy" naprawdę robią dla nas dużo dobrego.
* - po pewnych wahaniach w tytule i treści cytowanego tekstu poprawiłem używane tam słowo "hacker" na "haker", bo to ono jest prawidłowe w języku polskim. A przy okazji, na marginesie, dziękuję mojemu staremu druhowi tonidowi.
error300.org




3 Comments:
Żałosne. Pierwszy haker RP. Pewnie bedzie to Pierwszy Chaker RP (pisownia poprawna). Pewnie pare osob wie, czym sie różni chaker od hakera.
By
Anonimowy, at 4/6/05 01:09
Parę :) Na pewno warto wyjaśnić, a nie chciałem wydłużać i tak rozwlekłego wpisu - zapraszam.
A co do konkursu - cóż... Jeśli choć trochę wpłynie na lepsze rozumienie hakingu, skąd się wziął i czemu służy, to ja jestem za.
By
Michał Piotr Pręgowski, at 4/6/05 13:57
W zeszłym roku konkurs był calkiem zajmujacy, w tym sobie z ciekawosci uczestnicze, i przyznaje ze to dobra inicjatywa. Wiele fajnych rzeczy sie mlodzi ludzie moga dowiedziec.
By
Anonimowy, at 29/6/06 13:03
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home