error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2005/09/01

Cztery miliony polskich netoholików...?

Cztery miliony. Tak przynajmniej zdaje się uważać dr Jan Chodkiewicz, udzielający wywiadu "Przeglądowi". Może to tygodnik przekręcił, ale wygląda to źle.

Zapytany o problem uzależnienia od Sieci, Chodkiewicz mówi:

"Z różnych badań wynika, że może to dotyczyć około 5-10% społeczeństwa. Problem stanowi fakt, że na ten temat dopiero się dyskutuje, prowadzi badania, a uzależnienie od Internetu nie jest jeszcze uznane za jednostkę chorobową."

Przyjmijmy górną granicę. 10% Polaków w kraju to ok. 3,8 mln osób. Wszystkich internautów jest pewnikiem 9-10 mln (licząc z dziećmi, nieklasyfikowanymi np. w Net Tracku). Pan doktor musi zatem wiedzieć, że takim nieprecyzyjnym stwierdzeniem implikuje uzależnienie około 40% rodzimych internautów. Co gorsze, pytany o to, od czego możemy się uzależnić, doktor odpowiada:

"Są (...) trzy rodzaje aktywności potencjalnie mogące prowadzić do uzależnienia. Pierwsza to korzystanie z gier, druga ? korzystanie z czatów i trzecia to przeglądanie stron erotycznych. Poza tymi zagrożenia raczej nie istnieją, bo nie zdarza się, żeby ktoś się uzależnił od zbierania informacji."

Tylko trzy aktywności "potencjalnie mogące"? Znam przypadki spędzania po 8 godzin dziennie, przez wiele tygodni, na grupach dyskusyjnych. Osoby generujące dziennie 50-100 postów na jedną tylko grupę i czytające chyba każdy jeden post na niej. Uzależnienie od informacji zdarza się, jak najbardziej.

Warto może przy tym zauważyć różnicę między wymianą informacji (grupy dyskusyjne) i ich zbieraniem (portale, serwisy tematyczne, itd.). Może tu jest pies pogrzebany, że takiego rozróżnienia w wywiadzie nie ma. Tak czy siak nieprawdą jest, że uzależnienie od zbierania informacji "nie zdarza się". John Suler pisze o biznesmenach uzależnionych od grzebania w analizach internetowych i w stałym dostępie do wieści z tej czy innej giełdy. Obsesyjny imperatyw posiadania dostępu do Internetu 24/7, związany właśnie ze zbieraniem informacji!

Sprawa ostatnia. "Psychologia Internetu" Patricii Wallace jako książka według Chodkiewicza klasyczna. W pewnym sensie może tak, bo omawia Sieć sprzed 10-12 lat. Dla psychologa bardziej przydatna może być jednak aktualizowana relatywnie często, pisana prostym językiem "The Psychology of Cyberspace" Sulera. Z niej dowiemy się m.in., że sposobem terapeutycznego odwyku jest łączenie aktywności online i offline danego netomana, w ścisłym kontakcie z jego najbliższym realnym otoczeniem (rodzina, przyjaciele). Nie jest tak, że w terapii internetoholizmu "to są dopiero początki" - chyba, że mówimy o Polsce, ale wtedy znów brakuje precyzyjności.
error300.org

0 Comments:

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home