Naked In Front Of The Computer
Robin Hamman przytoczył ostatnio artykuł o chińskich czatach. Według tamtejszego badacza, Liu Ganga, każdej nocy 20 tysięcy internautów z Państwa Środka czatuje nago. Ciekaw jestem, jak wyglądałoby to w Polsce?
"At first, we thought if was merely a game for a few mentally abnormal people... but as our research continued, we found the problem was much larger than expected."
Tak mówił ów chiński badacz. Ciekawe zjawisko społeczne, może jakiś rodzimy seksuolog zajmie się polskimi czatami?
W 1969 roku Maria Ossowska kończyła swoje "Normy moralne", jest tam ciekawy fragment, który jakoś mi się tutaj nasunął. Ot, znak czasów:
"W 1963 roku w New Yorku zainstalowano ukrytą kamerę w umywalni pewnej instytucji przemysłowej, by wyśledzić, kto pokrywa jej ściany pornograficznymi rysunkami. Kamera robiła zdjęcia wchodzących co 7 sekund. Gdy zatrudnieni przypadkowo odkryli jej obecność, zagrozili strajkiem."
To oczywiście w rozdziale o normach moralnych w obronie prywatności. A dziś? Wiadomo - kamery w marketach, w kościołach, w bramach; kamery pod kopcem Kościuszki (parafrazując krakowskiego poetę). Że na rezygnację z części prywatności godzimy się z musu w zamian za "ochronę", to oczywiście coś innego niż dobrowolne czatowanie nago, przed kamerką internetową i komputerem. Świadczy to jednak o tym, jak bardzo bycie podglądanym przestało nam przeszkadzać.
Z niecierpliwością czekam na podobne badania na naszym gruncie.
* * *
Tytuł wpisu pochodzi oczywiście od piosenki Faith No More, której fragment na koniec zacytuję:
"I'm empty"At first, we thought if was merely a game for a few mentally abnormal people... but as our research continued, we found the problem was much larger than expected."
Tak mówił ów chiński badacz. Ciekawe zjawisko społeczne, może jakiś rodzimy seksuolog zajmie się polskimi czatami?
W 1969 roku Maria Ossowska kończyła swoje "Normy moralne", jest tam ciekawy fragment, który jakoś mi się tutaj nasunął. Ot, znak czasów:
"W 1963 roku w New Yorku zainstalowano ukrytą kamerę w umywalni pewnej instytucji przemysłowej, by wyśledzić, kto pokrywa jej ściany pornograficznymi rysunkami. Kamera robiła zdjęcia wchodzących co 7 sekund. Gdy zatrudnieni przypadkowo odkryli jej obecność, zagrozili strajkiem."
To oczywiście w rozdziale o normach moralnych w obronie prywatności. A dziś? Wiadomo - kamery w marketach, w kościołach, w bramach; kamery pod kopcem Kościuszki (parafrazując krakowskiego poetę). Że na rezygnację z części prywatności godzimy się z musu w zamian za "ochronę", to oczywiście coś innego niż dobrowolne czatowanie nago, przed kamerką internetową i komputerem. Świadczy to jednak o tym, jak bardzo bycie podglądanym przestało nam przeszkadzać.
Z niecierpliwością czekam na podobne badania na naszym gruncie.
* * *
Tytuł wpisu pochodzi oczywiście od piosenki Faith No More, której fragment na koniec zacytuję:
I bought the thing
I taught the thing
And I fought the thing
They said it's normal but they're keeping me dumb and hot
You're missing something, keeping me dumb and hot
You must be missing something keeping me dumb and hot
You're missing something, keeping me dumb and hot
What'd I say?
I'm empty
And I'm sending it back to you"
error300.org




2 Comments:
Odróżniłbym jednak tych, którzy pokazują się w sieci, ponieważ tego chcą, od tych, którzy często nawet nie wiedzą, że są podglądani. Nie jestem pewien, czy coraz częstsza skłonność do prezentowania swojego ciała w internecie, to wynik coraz częstszej inwigilacji. Gdyby tak było, mielibyśmy w ogóle coraz mniejsze opory przed odkrywaniem swoich wdzięków, a jednak nawet latem nie widać zbyt wielu zupełnie nagich osób na ulicach. Chyba że czynnikiem wyzwalającym skłonność do naturyzmu byłaby kamera, ale to wątpliwe. Gdyby jednak się okazało, że, tak jak piszesz, przyzwyczajenie do podglądania rzeczywiście zrywałoby pewną blokadę i sprawiało, że częściej się rozbieramy, to właśnie w Chinach powinno być najwięcej nagich osób podczas internetowych pogaduszek, pokazujących się innym.
Poza tym coraz rzadziej można się zbuntować przeciwko troskliwym kamerom w sklepach, na ulicach, w urzędasz i szkołach, ponieważ tłumaczenie, że to dla naszego bezpieczeństwa, jest jakby święte i niepodważalne. Właśnie obejrzałem "Wyspę", a dawno temu "Raport Mniejszości" i jeśli do takiej kontroli zmierzamy, to ja wysiadam...
By
bruthus, at 9/9/05 13:57
Dzięki za Twój komentarz, Bruthus!
Jednej ważnej rzeczy nie dopowiedziałem. Czatowanie nago w moim wpisie to eufemizm, nie tylko zresztą mój czy Robina, ale samego Gonga. Chodziło bowiem o takie czy inne - niesprecyzowane bliżej, ale związane z obnażaniem się - zachowania cyberseksualne, będące udziałem tych 20.000 osób.
W kwestii czatowania nago przez wzgląd na nudyzm i nic więcej - to byłby ciekawy wątek, muszę w październiku zagadnąć koleżankę, która pisała pracę magisterską o tymże (choć absolutnie nie w Internecie). Niemniej zgadzam się, że kamera internetowa nie pasuje zbytnio na trigger naturyzmu.
Myśląc jednak głośno... skądś się biorą te coraz bardziej skąpe ciuchy. Może nikt nago jeszcze nie paraduje, ale stringi, przezroczyste bluzki i tym podobne wynalazki znakiem czasów niewątpliwie są... Pierwotną rolę pewnie odgrywa tu telewizja i kino, ale jak tak sobie pomyślę, że przymierzając ciuchy w sklepie i tak jesteśmy filmowani, to może jakoś to działa na obniżenie progu świadomości? Poczucie tego, co jeszcze intymne, moje, a co już nie?
Luźna kwestia, zostawiam bez odpowiedzi... Jeszcze raz dzięki za merytoryczny wpis :)
By
Michał Piotr Pręgowski, at 9/9/05 14:54
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home