Anonimowość jest zła?
Bruce Schneier zakomunikował przez "Wired", że anonimowość nie zabije Internetu. Pierwszy odruch po przeczytaniu tego stwierdzenia, niech zgadnę: zdziwienie. Przecież anonimowość jest istotną wartością, zważywszy na to, jak łatwo nas namierzać, o anonimowość trzeba walczyć. Jak może ona zabijać Sieć?
Schneier odwołuje się do artykułu eks-redaktora "Wired", Kevina Kelly'ego, który na Edge'u argumentuje, że w pewien sposób może. Parę wyimków:
"More anonymity is good: that's a dangerous idea. (...) A world where everything about a person can be found an archived is a world with no privacy and therefore many technologists are eager to maintain the option of easy anonymity as a refuge for the private.
However in every system that I have seen where anonymity becomes common, the system fails. The recent taint in the honor of Wikipedia stems from the extreme ease which anonymous declarations can be put into a very visible public record".
Kelly pisze wręcz o społecznościach zarażonych anonimowością i o tym, że albo upadną, albo zmienią się w pseudo-anonimowe (w stylu eBay'a). Spojrzenie kontrowersyjne, ale ciekawe.
Warto poczytać, jak temat ten komentują Schneier i Danchev, ekspert od bezpieczeństwa informacji. Ten drugi w moim odczuciu dobrze zgeneralizował temat anonimowości, odpowiedzialności, wiarygodności i prywatności w Sieci: potrzeba anonimowości przez wzgląd na wolność wypowiedzi, chęć uniknięcia odpowiedzialności za swoje czyny, wykorzystywanie pseudo-anonimowości. W punkcie drugim dałoby się zmieścić np. liczne zachowania dysfunkcjonalne (np. trollowanie), chociaż Danchev patrzy na problem od strony oprogramowania i jego możliwości.
Kelly: "Privacy can only be won by trust, and trust requires persistent identity, if only pseudo-anonymously. In the end, the more trust, the better". Niewątpliwie trwała, stabilna tożsamość jest potrzebna w wielu aktywnościach, jakie podejmujemy w Sieci. Czy jednak można stawiać potrzebę zaufania na równi z potrzebą anonimowości, antagonizując je? Albo, albo? Ryzykowne. Zaufaniem (wobec innych, wobec siebie) możemy w Sieci kierować znacznie bardziej niż (względną) anonimowością.
Schneier odwołuje się do artykułu eks-redaktora "Wired", Kevina Kelly'ego, który na Edge'u argumentuje, że w pewien sposób może. Parę wyimków:
"More anonymity is good: that's a dangerous idea. (...) A world where everything about a person can be found an archived is a world with no privacy and therefore many technologists are eager to maintain the option of easy anonymity as a refuge for the private.
However in every system that I have seen where anonymity becomes common, the system fails. The recent taint in the honor of Wikipedia stems from the extreme ease which anonymous declarations can be put into a very visible public record".
Kelly pisze wręcz o społecznościach zarażonych anonimowością i o tym, że albo upadną, albo zmienią się w pseudo-anonimowe (w stylu eBay'a). Spojrzenie kontrowersyjne, ale ciekawe.
Warto poczytać, jak temat ten komentują Schneier i Danchev, ekspert od bezpieczeństwa informacji. Ten drugi w moim odczuciu dobrze zgeneralizował temat anonimowości, odpowiedzialności, wiarygodności i prywatności w Sieci: potrzeba anonimowości przez wzgląd na wolność wypowiedzi, chęć uniknięcia odpowiedzialności za swoje czyny, wykorzystywanie pseudo-anonimowości. W punkcie drugim dałoby się zmieścić np. liczne zachowania dysfunkcjonalne (np. trollowanie), chociaż Danchev patrzy na problem od strony oprogramowania i jego możliwości.
Kelly: "Privacy can only be won by trust, and trust requires persistent identity, if only pseudo-anonymously. In the end, the more trust, the better". Niewątpliwie trwała, stabilna tożsamość jest potrzebna w wielu aktywnościach, jakie podejmujemy w Sieci. Czy jednak można stawiać potrzebę zaufania na równi z potrzebą anonimowości, antagonizując je? Albo, albo? Ryzykowne. Zaufaniem (wobec innych, wobec siebie) możemy w Sieci kierować znacznie bardziej niż (względną) anonimowością.




0 Comments:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home