Wideoke: "niech cały świat wie, jaki jestem zabawny"
Mój ostatni, przedatowany zresztą wpis, był bardzo krytyczny wobec Google'a. Aby było urozmaicenie, tym razem dla odmiany pochwalę tę firmę. Jej wyszukiwarka Google Video jest bowiem całkiem ciekawym instrumentem badawczym, dzięki któremu - nie ukrywam, że nieco przypadkiem - odkryłem ciekawą tendencję. Być może wyłącznie na własny i Czytelnika użytek, być może nie tylko.
W swoich sieciowych podróżach nie spotkałem się w każdym razie z opisem mody na coś, co najprościej określić mianem "wideo karaoke". A skracając: wideoke. Dodajmy, że z motywami Big Brothera.
Chodzi o absolutne zatrzęsienie prywatnych, amatorskich, często fatalnej jakości filmików, których bohaterowie - internauci z całego świata - robią dla anonimowego widza prywatny, a jednocześnie publiczny show. Ludzie ci nagrywają się podczas wykonywania mniej lub bardziej śmiesznych czynności, a następnie, co oczywiste (skoro wyłapał je Google) udostępniają te treści w Internecie.
W swoich sieciowych podróżach nie spotkałem się w każdym razie z opisem mody na coś, co najprościej określić mianem "wideo karaoke". A skracając: wideoke. Dodajmy, że z motywami Big Brothera.
Chodzi o absolutne zatrzęsienie prywatnych, amatorskich, często fatalnej jakości filmików, których bohaterowie - internauci z całego świata - robią dla anonimowego widza prywatny, a jednocześnie publiczny show. Ludzie ci nagrywają się podczas wykonywania mniej lub bardziej śmiesznych czynności, a następnie, co oczywiste (skoro wyłapał je Google) udostępniają te treści w Internecie.
Wygłupy, które szczególnie zwróciły moją uwagę, były związane z wykonywaniem własnych wersji głupkowatych przebojów. Najlepszym przykładem są amatorskie klipy z tańcem numa numa - tak na Zachodzie określa się podrygi do utworu "Dragostea Din Tei" zespołu O-Zone. Na dzisiaj Google Video znajduje, drobnostka, ok. 260 takich klipów! Pamiętajmy, że interesuje nas przede wszystkim skala przedsięwzięcia... Popróbujcie zresztą z innymi "hitami" ostatnich lat, np. z "Call On Me" Erica Prydza. To może nawet ciekawszy przykład.
Nurtujące jest jedno pytanie. Ilu autorów wspomnianych filmów usunie je, gdy zorientuje się, jak szybki i łatwy dostęp do nich daje całemu światu google'owska wyszukiwarka plików wideo? Myślę, że pozostanie ono otwarte, przynajmniej na razie. Nie spodziewałbym się jednak masowego usuwania tych treści z Sieci. Na pewno udało się uchwycić pewien rodzaj transgranicznej i nieco ekshibicjonistycznej "mody". Z czegom bardzo rad.
error300.org




0 Comments:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home