Internet nie jest medium masowym
Przez Internet Standard dotarłem do badań Online Publishers Association, nazwanych barwnie "A Day in the Life: An Ethnographic Study of Media Consumption". Przyznam szczerze, że zainteresowały mnie nie tyle wyniki tych badań, ile jedno bardzo mocne stwierdzenie. Chodzi o konstatację: "the results show that the Web is now clearly a mass media".
Wyniki pokazują, że Sieć jest medium masowym? Wypadałoby zatem wyjaśnić, jaką definicję medium masowego przyjmują autorzy raportu - i pewnie w samym raporcie takowa informacja się znajduje. Press release tego nie wyjaśnia.
I to właściwie jest przyczynek do powstania niniejszego wpisu. Nie negując samych badań, jestem zdania, że mówienie o internecie jako medium zdecydowanie masowym to pomyłka.
Cały czas trwają dyskusje, czy internet należy w ogóle traktować jak medium, czy może jako coś więcej. Uważam, że internet jest hipermedium - dopiero on sam dopiero zawiera w sobie liczne media, w tym odpowiedniki tzw. mediów tradycyjnych (prasa, radio, telewizja). Mówienie o internecie po prostu jak o kolejnym medium jest zawężeniem tematu, które w niebezpieczny sposób usuwa w cień nowe, nieobecne wcześniej kanały komunikacyjne (te tzw. internetowe, w tym blog).
Jednocześnie, zgodnie z logiką poprzedniego zdania, mówienie o internecie jak o kolejnym medium masowym, jest zawężeniem jeszcze większym. Nie mówię jednak, że zawężeniem niedopuszczalnym. Jest równie uprawnione, jak konstatacja "Państwo to ja" - da się znaleźć aspekty, w których tego stwierdzenia Ludwika XIV nie sposób będzie podważyć. A zatem "internet to medium masowe" zasadniczo dopuszczalne jest - ale wypadałoby przynajmniej podać definicję medium masowego, do której odwołują się autorzy badań. Co i tak nie zmieniłoby mojego zdania, że jest to stwierdzenie wyjątkowo niefortunne i prowokujące do polemik.
Przyrzekłem sobie nie zarzucać wpisu teorią, stwierdzę zatem tylko, że internet co najwyżej bywa medium masowym. Media masowe w Sieci funkcjonują, ale tematu nie wyczerpują. A zresztą - w tych nowomedialnych rozważaniach ciekawszym wątkiem jest dla mnie to, że każdy internauta bywa już nie tylko masowym odbiorcą, ale i masowym nadawcą.
Wyniki pokazują, że Sieć jest medium masowym? Wypadałoby zatem wyjaśnić, jaką definicję medium masowego przyjmują autorzy raportu - i pewnie w samym raporcie takowa informacja się znajduje. Press release tego nie wyjaśnia.
I to właściwie jest przyczynek do powstania niniejszego wpisu. Nie negując samych badań, jestem zdania, że mówienie o internecie jako medium zdecydowanie masowym to pomyłka.
Cały czas trwają dyskusje, czy internet należy w ogóle traktować jak medium, czy może jako coś więcej. Uważam, że internet jest hipermedium - dopiero on sam dopiero zawiera w sobie liczne media, w tym odpowiedniki tzw. mediów tradycyjnych (prasa, radio, telewizja). Mówienie o internecie po prostu jak o kolejnym medium jest zawężeniem tematu, które w niebezpieczny sposób usuwa w cień nowe, nieobecne wcześniej kanały komunikacyjne (te tzw. internetowe, w tym blog).
Jednocześnie, zgodnie z logiką poprzedniego zdania, mówienie o internecie jak o kolejnym medium masowym, jest zawężeniem jeszcze większym. Nie mówię jednak, że zawężeniem niedopuszczalnym. Jest równie uprawnione, jak konstatacja "Państwo to ja" - da się znaleźć aspekty, w których tego stwierdzenia Ludwika XIV nie sposób będzie podważyć. A zatem "internet to medium masowe" zasadniczo dopuszczalne jest - ale wypadałoby przynajmniej podać definicję medium masowego, do której odwołują się autorzy badań. Co i tak nie zmieniłoby mojego zdania, że jest to stwierdzenie wyjątkowo niefortunne i prowokujące do polemik.
Przyrzekłem sobie nie zarzucać wpisu teorią, stwierdzę zatem tylko, że internet co najwyżej bywa medium masowym. Media masowe w Sieci funkcjonują, ale tematu nie wyczerpują. A zresztą - w tych nowomedialnych rozważaniach ciekawszym wątkiem jest dla mnie to, że każdy internauta bywa już nie tylko masowym odbiorcą, ale i masowym nadawcą.




1 Comments:
Padł mi ze szczętem serwer z przeciążenia, to zaspokoję swoje uzależnienie komentując ten wpis. Również wielokrotnie na różnych forach starałem się zwrócić uwagę dyskutantów na fakt, iż jeśli rozważają np. ?czy internet jest prasą?, to powinni zastanowić się "który internet". Bo czy prasą jest bankomat podłączony do Sieci (fakt, że nie bezpośrednio, ale przecież Sieć coraz bardziej się grodzi i coraz większe i liczniejsze jego partie są od Sieci "odłączone"). Jeśli jakiś fragment internetu jest "mass medium", to trzeba zadać sobie też pytanie o odpowiedzialność za słowo. Z jakiegoś powodu powstał obowiązek umieszczania na egzemplarzach periodyków tzw. impressum. Redaktor naczelny może ponosić odpowiedzialność za opublikowane słowo. W jednym ze swoich felietonów (a nie podam linka, bo mi, jak powiedziałem, server padł ze szczętem) starałem się wskazać konsekwencje faktu, że dziś każdy podłączony może być jednocześnie odbiorcą i - co ważniejsze - nadawcą. Jedną z nich jest - być może - problem identyfikacji. Z jednej strony odpowiednikiem impressum byłoby ujawnienie tożsamości nadawcy komunikatu, z drugiej zaś nie da się na razie tego zrobić, bo Sieć jest nadal rozproszona, są narzędzia do anonimizacji (chociażby animizujące proxy), a i woli wśród internautów nie ma takiej, by rezygnować z anonimowości. W tradycyjnych mediach istnieje tajemnica dziennikarska, ale też istnieje osoba odpowiedzialna w przypadku, gdy autor zdecyduje się na publikację anonimowo lub pod pseudonimem. W Sieci zaś możliwe jest łatwe zmienianie "tożsamości". Komentarz chaotyczny, bo na szybko. Dość, że już były sprawy sądowe o pomówienie w środkach masowego komunikowania się, co miało nastąpić w ten sposób, że ludzie - jeden do drugiego, na zasadzie "łańcuszka szczęścia" - przesyłali sobie mailem komunikat: ?uważaj na (tu imię i nazwisko), archeologa okradającego groby?... Pani archeolog uzyskała korzystne dla siebie orzeczenie sądu w Ontario, zasądzającego na jej rzecz odszkodowanie w wysokości 125 tysięcy dolarów. Wolność słowa ma swoje granice. Nie jestem do końca przekonany (chociaż wciąż sobie nad tym głowę łamię, bo to dylemat, który należy rozwiązywać chyba innymi metodami, niż starałem się to robić do tej pory), iż anonimowość jest bezwzględnym i nieograniczonym prawem obywatela powstającego właśnie społeczeństwa informacyjnego?
By
Piotr VaGla Waglowski, at 9/6/06 01:01
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home