Web 2.0 - koniec prywatności?
Wil Harris z serwisu Bit-Tech zwraca słusznie uwagę, że liczne udogodnienia, jakie niosą użytkownikom standardy Web 2.0 są w istocie także ogromnymi udogodnieniami dla e-marketingu. E-marketingu w tym nielubianym wydaniu, który kojarzymy z naruszaniem naszej sieciowej prywatności.
Harris stawia odważną tezę, że Sieć 2.0 odbierze nam prywatność online w stopniu całkowitym. Tezę tę opiera na argumentach stricte ekonomicznych - wartość rozmaitych, darmowych dla użytkowników serwisów stale rośnie. Bierze się to stąd, iż kapitałem MySpace'a, Flickra, Digga, YouTube i tym podobnych jest wiedza o użytkownikach. Jak pisze Harris, "(...) the benefit to the companies involved here is minimal. I mean, so minimal, it's what convinced me to look under the surface in the first place".
I dalej, na konkretnym przykładzie: "MySpace can break its users down by almost any statistic imaginable, then mine that data for more information about what it is you're doing and sharing online, and how that relates to your friends in the same (or different) demographics". Dodajmy, że MySpace - o którego specyfice nie tak dawno pisałem - jest już własnością gigakoncernu Ruperta Murdocha. A Murdoch na pewno nie kupił tego serwisu przez wzgląd na muzyków.
Artykuł zdecydowanie warto przeczytać, nawet jeśli niektóre uwagi wydają się oczywiste. Wydają się, ale chyba nie są - zważywszy, że o Web 2.o ciągle głównie się pieje, zamiast dyskutować o wielu obliczach tego standardu (?).
Harris stawia odważną tezę, że Sieć 2.0 odbierze nam prywatność online w stopniu całkowitym. Tezę tę opiera na argumentach stricte ekonomicznych - wartość rozmaitych, darmowych dla użytkowników serwisów stale rośnie. Bierze się to stąd, iż kapitałem MySpace'a, Flickra, Digga, YouTube i tym podobnych jest wiedza o użytkownikach. Jak pisze Harris, "(...) the benefit to the companies involved here is minimal. I mean, so minimal, it's what convinced me to look under the surface in the first place".
I dalej, na konkretnym przykładzie: "MySpace can break its users down by almost any statistic imaginable, then mine that data for more information about what it is you're doing and sharing online, and how that relates to your friends in the same (or different) demographics". Dodajmy, że MySpace - o którego specyfice nie tak dawno pisałem - jest już własnością gigakoncernu Ruperta Murdocha. A Murdoch na pewno nie kupił tego serwisu przez wzgląd na muzyków.
Artykuł zdecydowanie warto przeczytać, nawet jeśli niektóre uwagi wydają się oczywiste. Wydają się, ale chyba nie są - zważywszy, że o Web 2.o ciągle głównie się pieje, zamiast dyskutować o wielu obliczach tego standardu (?).




1 Comments:
Wydaje mi się, że świadomość chęci wykorzystania nas i naszych zasobów do zarabiania jeszcze większych pieniędzy, powinna być oczywista. W końcu coraz częściej nie jesteśmy anonimowi w sieci, zawsze można nas zlokalizować po IP, do tego publikujemy o sobie ogromne, niespotykane kiedykolwiek ilości informacji, prezentując swoje zainteresowania, potrzeby i odwołując do znajomych. Coś za coś, przecież dostajemy usługi za darmo. Przecież Google, kupując Bloggera, a Yahoo serwis Flickr, nie robiło tego, żeby zrobić prezenty w postaci usług internautom.
Web 2.0 jest od początku związane z biznesem, ale jednocześnie daje duże możliwości internautom. Przypomina mi to działalność Open Source- oprogramowania tworzonego przez biznes, ze współpracą biznesu, ale dostępnego prawie zawsze za darmo (przynajmniej w sieci) z możliwością modyfikowania przez użytkowników. Narzędzia Web 2.0 również są darmowe, modyfikowane przez użytkowników, ale stoi za tym również biznes (sama próba zastrzegania nazwy mówi o tym dobitnie).
W każdym razie informowanie o dwóch stronach medalu jest bardzo istotne, bo zapewne wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że płaci za tego typu serwisy (oczywiście nie wszystkie), sprzedając informacje o sobie.
By
GDS, at 6/6/06 07:15
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home