error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2006/11/04

Internet w roku 2020 - perspektywy, obawy

Pod koniec września opublikowany został drugi raport Pew Internet & American Life Project dotyczący przyszłości internetu. W badaniu brało udział 742 respondentów zajmujących się profesjonalnie Siecią (informatycy, naukowcy, hakerzy, pionierzy-twórcy sieci komputerowych, kadra zarządzająca głównych firm z Doliny Krzemowej itp.). Ekspertom przedstawiono siedem scenariuszy potencjalnej przyszłości internetu w roku 2020, prosząc ich następnie o komentarze i własne opinie. Wnioski są ciekawe, warto ściągnąć i przeczytać cały raport z badania (PDF).

Specyfika badania daje jednak szansę na samodzielne zmierzenie się z wizjami Sieci za lat 14. Wydaje mi się to na tyle stymulujące, że warto o tej hipotetycznej przyszłości wspólnie podebatować. Przybliżę kilka z siedmiu scenariuszy, które uznaję za najważniejsze, spróbuję się też do nich wyrywkowo odnieść. I czekam na opinie Czytelników. Pew Internet & American Life Project snuje przed respondentami m.in. następujące wizje roku 2020:

  1. Doskonały rozwój taniej globalnej sieci komputerowej - w 2020 roku świetnie funkcjonuje bezprzewodowa globalna sieć, cechująca się bardzo niskimi kosztami eksploatacji, także dla końcowego użytkownika;
  2. Autonomiczność technologii staje się problemem - rozwój technologii sprawi, że w roku 2020 ludzie jeszcze bardziej uzależnią się od maszyn, cedując na nie wiele obowiązków, w tym w kluczowych systemach nadzoru, bezpieczeństwa i śledzenia. Utrata kontroli nad technologią przyniesie nowe, nieznane dotąd zagrożenia;
  3. Luddyci, technoabnegaci (refuseniks) i przemoc - do roku 2020 powstaną nowe formacje społeczne złożone z osób nie nadążających za rozwojem technologii informacyjnych i komunikacyjnych. Znaczna część z nich wyprze się postępu z własnej woli, formując kontrkulturę technologicznej abnegacji. Niektórzy przedstawiciele tego nurtu będą skłonni sięgać po przemoc jako sposób zamanifestowania antytechnologizmu.

Problem pierwszy wydaje mi się ciekawy choćby w kontekście niedawnej zapowiedzi p.o. prezydenta Warszawy Kazimierza Marcinkiewicza: Warszawa już teraz, zaraz, ma mieć swój darmowy internet. Jeżeli nawet potraktować to w kategorii kiełbasy wyborczej, warto pamiętać, że mamy dopiero rok 2006. Wizje Pew Internet dotyczą świata za lat 14. Technologicznie tani, albo wręcz darmowy dostęp do Sieci (pytanie jakiej jakości ten dostęp...) nie jest problemem, problemem są - podkreślali to niektórzy respondenci - relacje na styku interesu władzy, interesu społecznego i interesu podmiotów komercyjnych. Jeżeli spojrzeć z perspektywy globalnej, trzeba pamiętać, że wiele rządów będzie zainteresowanych utrzymaniem albo zwiększeniem kontroli nad informacją dostępną w Sieci. Opór mogą również stawiać gracze komercyjni - nie trzeba sięgać do przykładów zamorskich, spójrzmy jakie "wrażenie" robią na TP S.A. kolejne wielomilionowe kary UOKiK-u. Tego typu firmy to także lobbying. Miejmy nadzieję, że ostatecznie nie on przeważy. Historia alternatywnych modeli biznesowych wykształconych w epoce pre- i internetowej (Free Software, Open Source, Linux, ale także - a może przede wszystkim - Google i firmy jej podobne) naprawdę dobrze rokuje.

Z drugiej strony patrząc, pozostaje potężny problem cyfrowego wykluczenia (digital divide). Nawet jeżeli bezprzewodowa sieć będzie wkrótce opinać cały glob, czy naprawdę wszyscy będą w stanie z niej korzystać? Czy do tego czasu rozprawimy się ostatecznie z globalnym ubóstwem, aby najważniejszym zmartwieniem stał się dostęp do Sieci? To zasadnicza wątpliwość, z którą też się zgadzam. W tym konkretnym scenariuszu przygotowanym przez Pew Internet przebija według mnie "zaabsorbowanie sobą", któremu często ulegają przedstawiciele cywilizacji zachodniej. Nasz pryzmat i nasze problemy. Jonathan Zittrain z Oxfordu słusznie zauważa, że nawet w dobie globalnego dostępu do Sieci najprawdopodobniej mówilibyśmy o 20% populacji dysponującej 80% zasobów. A to rodziłoby w dalszej perspektywie analogiczne problemy do tych, które znamy dzisiaj z globalnej makroekonomii.

Wizja druga na dobrą sprawę wcale nie jest bliska wizjom z "Matriksa", "Terminatora" czy "Ja, robot". Nie chodzi o literalne uciemiężenie ludzi przez maszyny, nawet jeśli w popkulturze lęk przed technologią zdumiewająco często przybiera właśnie taką formę. Punkt ciężkości leży według mnie na tym, co Andy Clark nazywa przezroczystością technologii (technological transparency). Czy w swojej naturze nie mamy owego "genu lenistwa", który z jednej strony był bodźcem rozwoju cywilizacyjnego, a z drugiej jest dla tej cywilizacji zagrożeniem...? W ludzkiej naturze leży ułatwianie sobie życia, w czym wydatnie pomaga nam technologia. Dążenie do jej ulepszania jest więc w pewnym sensie naturalne. Potencjalne niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy niektóre urządzenia oferują tak doskonałe działanie "w tle", że z wolna tracimy poczucie ich obecności. Boleśnie doświadczamy tej symbiozy dopiero wtedy, gdy maszyna zawodzi - i to dzieje się także dzisiaj. Frustracja po awarii karty SIM, oznaczającej utratę wszystkich danych adresowych (kto by dzisiaj znał na pamięć dziesiątki numerów do znajomych?). Frustracja, gdy nagle, nawet na chwilę, zostaniemy odcięci od dostępu do internetu i nie mamy go hic et nunc. Kiedy myślę o Sieci roku 2020 obawiam się o skalę takiej frustracji. Mam również wrażenie, że rozwój technologiczny tzw. Zachodu (do którego wypada wliczyć także Australię) oraz Wschodniej, wysoce usieciowionej Azji, raczej przyczyni się do pogłębienia międzynarodowych konfliktów wartości.

Wyobraźmy sobie teraz uzależnienie od technologii w szerszej skali. Delegowanie obowiązków na maszyny, w tym szczególnie na maszyny skomputeryzowane i zinternetyzowane, jest problemem równie poważnym w skali makro. Nie chodzi o ryzyko utraty kontroli nad tymi urządzeniami przez gatunek ludzki - ewentualna samoświadomość maszyn ciągle jest pieśnią dalszej przyszłości - ale o utratę kontroli przez organy, które powinny ją sprawować. Jeżeli w przyszłości maszyny miałyby przejąć opiekę nad złożonymi systemami bezpieczeństwa czy nadzoru, zwłaszcza w Sieci, ciągle będą wymagać ludzkiej kontroli i "konserwacji". Analogicznie, nadal będą narażone na ataki z zewnątrz. Zapewne znacznie poważniejsze niż dziś, o co boi się wielu ekspertów. Mówiąc o atakach zdolnych sparaliżować całe systemy (frustracja jednostek! Co z gospodarką?) warto postawić pytanie o poziom wiedzy decydentów - obecny i przyszły. Na jakie wsparcie decyzyjne i legislacyjne (!) eksperci mogą liczyć dziś? Czy rokowania na jutro są na pewno lepsze? Czy knowledge gap między ekspertami a decydentami nie wzrośnie?

Kwestia trzecia dotyka moim zdaniem problemu znacznie poważniejszego niż nowe grupy społeczne, które zrezygnują z korzystania z nowych technologii. Cała wizja wydaje mi się bardzo prawdopodobna, przy czym faktycznie technoabnegaci społeczeństw zachodnich zapewne podzielą się na biernych i aktywnych. Bierni technoabnegaci odrzucą technologię, oczekując, że bez niej będą żyć w spokoju ducha. To także odrzucenie szumu informacyjnego w szerszym jego rozumieniu. Nie zdziwi mnie, jeżeli taki ruch kontrkulturowy będzie nawiązywać do ruchu hipisowskiego. Technoabnegaci aktywni będą głosić silniej zideologizowany sprzeciw wobec technologii (technosceptycyzm), być może - jak zauważa Benjamin Ben-Baruch - także w zakresie poczucia utraty wolności, prywatności i autonomii. Może to tutaj narodzą się nowe formy obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Miejscami ruch technoabnegacji będzie zapewne przesiąkać technofobią, prawdopodobnie prowadząc do aktów terroru, tak offline jak online. Podkreślę, że i to wydaje mi się prawdopodobne. Nawiasem mówiąc, sądzę, że działalność crackerów w którymś momencie zostanie prawnie uznana nie tylko za przestępstwo, ale i - w stosownym zakresie - za terroryzm. Wątpię jednak, by legislacja wyprzedziła dramatyczne wydarzenia. To raczej one (powód: knowledge gap) staną się bodźcem do podjęcia zmian w prawie.

Uważam jednak, że problem napięć wokół postępu i nowych technologii może być w dużym stopniu zlokalizowany na zewnątrz społeczeństw zachodnich, a nie wewnątrz nich - jak de facto usytuowali go badacze z Pew Internet. Być może najistotniejsi nie będą luddyci tacy jak Ted Kaczynski (link do manifestu Unabombera), ale technoabnegackie ruchy ideologiczne z państw rozwijających się? Wracamy do zagadnień digital divide. Wracamy do konfliktu wartości, także religijnych, który już dziś jest na świecie bardzo mocno odczuwalny. Warto przy tym zauważyć znaczącą różnicę między terroryzmem offline i online. Ten pierwszy, choćby był w proteście przeciwko postępowi informatycznemu, nie musi oznaczać korzystania z jego dobrodziejstw. Aby jednak zorganizować atak online, trzeba doskonale poznać system, który się zwalcza... co prowadzi nas z powrotem do luddytów.

Na te tematy można pisać i pisać. Z punktu drugiego i trzeciego można np. wydobyć rozważania nad przyszłością prywatności (w raporcie Pew Internet - osobna kwestia). Na razie wystarczy. Zapraszam do wyrażania własnych opinii w kontekście scenariuszy badania, zarówno trzech przytoczonych, jak i czterech pozostałych.
.

3 Comments:

  • Bardzo prawdopodobnym scenariuszem jest taki, że sieć się rozpadnie na kilka mniejszych, owszem będzie między nimi komunikacja ale już nie taka jak teraz. I ciekawe co się stanie z Googlem.

    --
    Jak podrywać dziewczyny - http://www.jakpodrywac.info

    By Anonymous podryw, at 6/11/06 13:57  

  • Widzę, że czytanie raportu okazało się owocne- przynajmniej dla czytelników, bo prezentujesz obszerną relację. Spróbuję skomentować nie sam fakt pojawienia się nowego wpisu, ale jego zawartość merytoryczną, jak znajdę więcej czasu, by go spokojnie przeczytać.

    Pozdro

    By Anonymous Anonimowy, at 7/11/06 06:58  

  • Zgadzam sie z Pana wizja dotyczaca uzaleznienia od sieci, z tym "genem lenistwa", wlasciwie zawsze sie wyslugujemy maszynami jesli tylko mozemy. Torche sie boje jak bedzie wygladac nasz przyszly swiat, ale nie chodzi nawet o obecnosc technologii tylko o sytuacje w ktorej jej zabraknie. Jakas awaria albo kataklizm i jestesmy bezbronni, cofnieci dziesiatki albo nawet setki lat w rozwoju. Moze powinno sie robic kopie "off line" tam gdzie mozna?

    By Anonymous dart, at 7/11/06 12:43  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home