error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2007/01/09

Polar Rose: krok w stronę panoptikonu?

Przez Smart Mobs dotarłem do informacji o produkcie Polar Rose, który niedługo zadebiutuje na rynku jako wtyczka dla IE i Firefoksa. Polar Rose to wyszukiwarka dostępnych publicznie w Sieci zdjęć, identyfikująca osoby na nich widniejące z udostępnionymi w internecie informacjami na ich temat. Cytując: "Polar Rose lets you discover who's in a picture on any public photo". Na każdym upublicznionym zdjęciu.

Szwedzi z Polar Rose piszą o swoim produkcie tak:

"The plug-in detects people in online photos and places our signature rose approximately where the pinhole of their shirt would be. A click on the rose will bring up a tooltip with relevant information, including name and other photos found of the same person. As a user, you help train our engine by tagging names or verifying the data generated by Polar Rose or by your fellow users."

Zatem od początku jest kontrowersyjnie. Z jednej strony udogodnienie, z drugiej - ogromne pole do nadużyć. Chociaż nieładnie jest skazywać produkt przed jego startem, przyznam, że nie widzę zbyt wielu sytuacji, w których Polar Rose naprawdę stawałby się rewolucyjnym dodatkiem. Co jest tu bowiem innowacją? Możliwość wyszukiwania zdjęć? Sama w sobie oczywiście nie. Możliwość skojarzenia zdjęcia z materiałami tekstowymi dostępnymi w Sieci na temat danej osoby? Właściwie też nie, do tego wystarcza Google. Skojarzenie jednych z drugimi głównie oszczędzi nam czas i tę oferuje na dobrą sprawę Polar Rose, choćby był prezentowany jako przełom, bez którego właściwie nie mieliśmy prawa funkcjonować.


Polar Rose będzie więc przydatny - to z pewnością. Przydatny zwłaszcza osobom, które niezbyt intuicyjnie poruszają się w wynikach wyszukiwania i nie znają żadnych google hacks. Fajnie? W sumie tak, ale co stawiamy na szali?

Na szali stawiamy prywatność i... czas użytkowników. Prywatność, bo być może Jan Kowalski nie życzy sobie łączenia części upublicznionych zdjęć z kumpelskiej popijawy sprzed pięciu lat ze swoją obecną sieciową tożsamością najlepszego w kraju specjalisty od PHP. Bo może pryszczata nastolatka ze zdjęć z 1997 roku (opublikowanych na nieaktualizowanej, ale dostępnej w sieci stronie koleżanki) jest dzisiaj rzeczniczką prasową znanego koncernu, albo posłanką do europarlamentu. Co prawda łatwiej znajdziemy w Sieci kompromitujące zdjęcia paru posłów "zamawiających pięć piw" i skojarzymy ich z biografiami, ale przecież ta partia i tak leży. Wiadomo, że chodzi o coś znacznie poważniejszego.

Dlaczego oprócz prywatności tracimy w tym wszystkim czas? Bo część osób na wieść o popularyzacji - nie pojawieniu się, popularyzacji - Polar Rose'a będzie energicznie przeglądać materiały w Sieci, prosząc o zdejmowanie starych zdjęć dawnych kolegów lub robiąc to samemu. Narzędzie, które w założeniu ma ten czas oszczędzić, początkowo wymusi podjęcie licznych działań "interwencyjnych".

Wraz ze swoim wejściem, Polar Rose zmieni definicję sytuacji, którą zastał, wymagając od nas przystosowania się. I to z grubsza mi się w całej idei nie podoba. Dodatkowo, co ciekawe, całą pracę związaną z gromadzeniem bazy danych (identyfikowanie osób na zdjęciach) mają wykonać sami internauci. Web 2.0. w służbie instytucji?

Kontrowersje są już na wejściu, oczywiście przede wszystkim w kontekście prywatności i jej naruszania. Więcej o tym w artykule online z "New Scientist". Ja skupię się na linii obrony Polar Rose, bo oczywiście twórcy produktu przewidzieli kontrowersyjność projektu. Co zatem mają nam do powiedzenia?

"Hundreds of millions of photos that are screaming to be sorted, viewed, and searched. (...) We want to sort this photo web to make each photo more valuable to the viewer, but also to the person who shot it. Tell the story, make it discoverable. We'll end up finding photos that the published never really thought of as being public. The trick, however, is not to turn off the technology, just like Altavista or any of the subsequent search engines weren't shut down or otherwise censored. The challenge is to facilitate a way to make sure that photos that shouldn't be in our database, arent. This can be by restricting access or by telling us not to pick them up."

Odwraca się tu rolę - my, jako użytkownicy, mamy podjąć aktywność, by ochronić swoją prywatność. To filozofia kiepskich spamerów: e-mail przysłany na skrzynkę bez naszej uprzedniej zgody jest niby w pełni czysty etycznie, bo to my mamy zgłosić brak chęci na otrzymywanie kolejnych. Bzdura i przerzucenie odpowiedzialności.

Dalej mamy kolejne informacje: Polar Rose nie będzie m.in. indeksować prywatnych zdjęć ukrytych za firewallami, loginami, itp. Innymi słowy, jeżeli cracker albo złośliwy kolega skradnie nam z komputera prywatne zdjęcia i upubliczni - ich prywatny charakter dla Polar Rose zniknie i stanie się problemem jednego, nic nie znaczącego w swej liczbie użytkownika Internetu.

I rzecz ostatnia, zacytuję:

"We'll never engage Polar Rose in the application of the technology in security or surveillance. It's explicitly stated in the contracts we enter with partners.

While we believe we have a good grip of the privacy issues at hand, more are going to pop up. I and others from within the company will continue to post on this subject here and anywhere else the discussion happens - by email, phone or on other blogs. Privacy will always, always stay top-of-mind."

Potentat Google miał "nie być zły", a skusił się na działanie moralnie dwuznaczne w Chinach (które może faktycznie było mniejszym złem, tak na marginesie). Czy Czytelników przekonują jednak deklaracje nieznanego debiutanta, że zawsze będzie czysty jak łza?

Simon Davies z Privacy International cytowany w artykule z "New Scientist" uważa, że technologia wyszukiwania twarzy jest cenna, ale musi być odpowiedzialnie wykorzystywana. Tymczasem odpowiedzialność za użytkowanie ma być nasza wspólna. Davies zauważa jednak:

"Polar Rose could help identity thieves or stalkers, or even be used by the police to monitor protesters. They could use the service to find where people have been, what their activities are, or who they associate with."

Jest w tym z pewnością odrobina pozytywu - mówię o czarnych charakterach - ale i pole do nadużyć. Primo, łatwiejsze monitorowanie obywateli, secundo, stwarzanie okazji... czarnym charakterom, by tych obywateli ukrzywdzić. Przed analogicznymi kradzieżami tożsamości, nękaniem offline i online, ułatwionym przez Polar Rose, drodzy internauci, będziecie musieli bronić się już sami.


Edit: miałem pewne problemy z uploadem, poszła wersja niedokończona, którą następnie modyfikowałem.

2 Comments:

  • Riya działa już chyba z rok. Posiada funkcję rozpoznawania twarzy, działa w ten sposób, że użytkownicy uploadują fotki za pomocą specjalnej aplikacji, która rozpoznaje twarze osób na zdjęciach.

    By Anonymous ekhil, at 10/1/07 07:47  

  • Nie znałem Riyi, dziękuję za podesłanie linka! Aczkolwiek z tego, co piszesz (i z tego, jak ja to rozumiem) widać tu nieco inną filozofię działania. Pytanie kluczowe jest inne - czy wchodząc na rynek wzbudziła takie same emocje i kontrowersje? Wiesz może?

    By Blogger Michał Piotr Pręgowski, at 10/1/07 08:08  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home