Żaden tam "blogging"
Mój ulubiony portal internetowy zmienia swój wygląd - a raczej przepoczwarza się w coś, czego na razie nie chcę skreślać, ale też i nie mogę polubić. Ten wpis wcale nie jest jednak o grafice komputerowej, Web 2.0., użyteczności czy rozkładach stron głównych portali takich, jak Gazeta.pl. Chodzi "tylko" o dziennikarstwo. Ostatnio było głośno o tym, że Agora zatrudnia dziennikarzy do Gazeta.pl, podobno jest mowa o 150 etatach. Mam nadzieję, że część z nich to etaty redaktorskie, aby portal był nie tylko ładny i dobrze naoliwiony.
Szpetnie się czepiam, ale to właśnie od tego dynamicznego portalu, który spośród naszej czołówki najśmielej stawia na dziennikarstwo obywatelskie, można oczekiwać nazewniczej konsekwencji i redaktorskiej czujności... Nie wytrzymałem przez w sumie mało ważny, chociaż promowany na stronie głównej, tekst o najstarszej blogerce. Ma owa pani ponad 107 lat, ciekawe, sympatyczne.
Ale to ciągle blogerka, a nie bloggerka, droga Gazeto. Blogujemy przecież, a nie bloggujemy. Blogerzy, a nie bloggerzy. No i przecież jasne, że nie bloggosfera. Powtórzenie tej spółgłoski jest niepotrzebne. To jaskrawy przykład, ale też bardzo prosty i językoznawczo łatwy. Internet obfituje w skomplikowane, trudne do tłumaczenia słownictwo. Jesteśmy i tak skazani na anglicyzmy. Jeżeli jednak "wykładamy się" już na bloggingu, to może strach się bać o tę naszą polszczyznę...?
Dla jasności - dostało się Gazecie, ale powtarzalność błędu jest nagminna. Ostatnio był nawet drugoplanowy konkurs o nazwie "Polski Blogger", a na stronie o tej samej nazwie autor uczy "jak pisać i prowadzić bloga". Żeby nie być złośliwym, nie napiszę od czego i od kogo powinna się zacząć ta nauka...
P.S. W kolejnych wpisach obiecuję nie narzekać!
.
Szpetnie się czepiam, ale to właśnie od tego dynamicznego portalu, który spośród naszej czołówki najśmielej stawia na dziennikarstwo obywatelskie, można oczekiwać nazewniczej konsekwencji i redaktorskiej czujności... Nie wytrzymałem przez w sumie mało ważny, chociaż promowany na stronie głównej, tekst o najstarszej blogerce. Ma owa pani ponad 107 lat, ciekawe, sympatyczne.
Ale to ciągle blogerka, a nie bloggerka, droga Gazeto. Blogujemy przecież, a nie bloggujemy. Blogerzy, a nie bloggerzy. No i przecież jasne, że nie bloggosfera. Powtórzenie tej spółgłoski jest niepotrzebne. To jaskrawy przykład, ale też bardzo prosty i językoznawczo łatwy. Internet obfituje w skomplikowane, trudne do tłumaczenia słownictwo. Jesteśmy i tak skazani na anglicyzmy. Jeżeli jednak "wykładamy się" już na bloggingu, to może strach się bać o tę naszą polszczyznę...?
Dla jasności - dostało się Gazecie, ale powtarzalność błędu jest nagminna. Ostatnio był nawet drugoplanowy konkurs o nazwie "Polski Blogger", a na stronie o tej samej nazwie autor uczy "jak pisać i prowadzić bloga". Żeby nie być złośliwym, nie napiszę od czego i od kogo powinna się zacząć ta nauka...
P.S. W kolejnych wpisach obiecuję nie narzekać!
.




1 Comments:
o, ja też bardzo tej kalki nie lubię, choć przyznaję, że czasem z rozpędu, gdy naczytam się tekstów po angielsku i ja wstawiam podwójne "g". ale gazeta robi to nagminnie, niestety.
By
clee, at 27/2/07 17:51
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home