Pomyliłem się
Pomyliłem się, wszystko na to wskazuje. Sprawa plagiatów Elizy Michalik, dziennikarki m.in. "Gazety Polskiej" i blogerki Salonu24 nieco przycichła (linkować można w wiele miejsc, kto nie wie, o co chodzi, temu niech za drogowskaz wystarczy ElizaWatch). Niedługo pewnie w ogóle zostanie zapomniana. Raban już zdaje się cichnąć...
A pomyliłem się, bo w kontekście naszego "pierwszego skalpu" (sam nie wiem, czy już był, czy jeszcze nie... ale chyba jednak powinniśmy przyjąć, że był) pisałem tak:
"Obawiam się, że nasz skalp nie zostanie zdobyty kosztem polityków lub innych urzędników państwowych a w interesie całego społeczeństwa, jak miało to miejsce np. w Stanach Zjednoczonych. Zdobędziemy go kosztem dziennikarzy, w interesie stricte własnym. Skalpem będzie przegrany przez dziennikarza proces o plagiat, względnie zjawisko pokrewne. Proces ów, jako powód, wytoczy mu bloger, a pozwany być może będzie powoływał się na kompromitujący przed majestatem prawa argument. Wyrok będzie jednoznaczny, a zaraz po nim rozgorzeją dyskusje."
Jest mi przykro, że się pomyliłem, bo przecież w sprawie Michalik rodzima rzeczywistość rechocze donośnie. Kudy nam do procesu, kudy do wyroku... A i przyszłość Michalik jako dziennikarki niekoniecznie przekreślona. Dyskredytacja w środowisku blogerów jest dobrym znakiem, ale to ciągle bardzo mało - koniec końców Michalik na plagiatach zarobkowała.
.
Niespełna rok temu pisałem o błędnym (a przynajmniej niepełnym...) postrzeganiu fenomenu blogów w polskich mediach. Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło - i dobrze. Głównie zawdzięczamy to blogowi Kazimierza Marcinkiewicza i mody na blogowanie, jaką zapoczątkował u notabli. Media chcąc nie chcąc zaczęły przez to pisać o blogach i więcej, i lepiej, co odczułem sam, udzielając tu i ówdzie wypowiedzi.
A pomyliłem się, bo w kontekście naszego "pierwszego skalpu" (sam nie wiem, czy już był, czy jeszcze nie... ale chyba jednak powinniśmy przyjąć, że był) pisałem tak:
"Obawiam się, że nasz skalp nie zostanie zdobyty kosztem polityków lub innych urzędników państwowych a w interesie całego społeczeństwa, jak miało to miejsce np. w Stanach Zjednoczonych. Zdobędziemy go kosztem dziennikarzy, w interesie stricte własnym. Skalpem będzie przegrany przez dziennikarza proces o plagiat, względnie zjawisko pokrewne. Proces ów, jako powód, wytoczy mu bloger, a pozwany być może będzie powoływał się na kompromitujący przed majestatem prawa argument
Jest mi przykro, że się pomyliłem, bo przecież w sprawie Michalik rodzima rzeczywistość rechocze donośnie. Kudy nam do procesu, kudy do wyroku... A i przyszłość Michalik jako dziennikarki niekoniecznie przekreślona. Dyskredytacja w środowisku blogerów jest dobrym znakiem, ale to ciągle bardzo mało - koniec końców Michalik na plagiatach zarobkowała.
.




1 Comments:
podejrzewam, że raz-dwa sprawa przycichnie i rzeczona pani znowu będzie miała się dobrze (o ile w ogóle przez chwilę przestała się mieć). chyba, że by ktoś ze splagiatowanych pozew wytoczył, ale w to wątpię. a napiętnowanie społeczne obowiązywać będzie w dość wąskiej grupie ludzi, na tyle wąskiej, że michalik spokojnie będzie dalej kosiła kasę na opcji kopiuj-wklej.
By
clee, at 27/2/07 17:49
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home