Eklund: bloger, który został "ekspertem"
Bloger ukrywający się pod pseudonimem Eklund nie ma zbyt wiele wspólnego z Sigge Eklundem, wspomnianym w poprzednim wpisie. Nie łączą ich narodowość ani zainteresowania. Bloger o którym piszę teraz, jest czterdziestoparoletnim Amerykaninem. W ciągu niespełna dwóch lat zrobił sporą karierę medialną bazując na spekulacjach i, najprawdopodobniej, konfabulacjach. Daniem firmowym Eklunda jest rażąco niska skuteczność. Mimo to człowiek ten stał się ostatnio ekspertem ogólnokrajowej kanadyjskiej telewizji. I właśnie dlatego jego kariera warta jest wpisu.
Eklund to skrzętnie chroniący swoją prawdziwą tożsamość bloger specjalizujący się w przekazywaniu czytelnikom wiadomości z zakresu National Hockey League (NHL), a konkretnie - wszelkiej maści plotek transferowych dotyczących graczy, klubów i trenerów. W Kanadzie, a w mniejszym stopniu także w Stanach Zjednoczonych, ludzie bardzo kochają ten sport. Informacje, jakoby Edmonton Oilers rozważali transfer Ryana Smytha (ikony klubu), a Detroit Red Wings byli zainteresowani pozyskaniem Todda Bertuzziego naprawdę wzbudzają emocje. Na plotki tego typu jest popyt, a niemało z nich się sprawdza. O ile oczywiście publikują je wiarygodne źródła.
Wiarygodnym źródłem jest np. The Fourth Period, który zbiera, selekcjonuje i publikuje plotki w oparciu o informacje prasowe z 30 północnoamerykańskich miast (odpowiednik 30 klubów NHL). Wzmiankowany TFP stara się pokazywać, skąd czerpie wiedzę - w minimalnym zakresie jest to tytuł prasowy, z którego czerpana jest informacja. Innymi słowy dziennikarz i jego kontakty w klubie. Plotki z TFP gwarantują, że coś jest na rzeczy - że menedżerowie rozmawiają, a nazwisko zawodnika X jest pośród tych dostępnych do pozyskania.
Niewiarygodnym źródłem jest Eklund. Jego "wtyczki" - zupełnie jak u likwidatora WSI - zawsze pozostają anonimowe i enigmatyczne, a eklundowe plotki niemal zawsze pozostają fikcją. "Niemal" to dyplomatyczne słowo, bo od 2005 roku Eklund trafił dosłownie 2-3 razy i bodajże jeden jedyny raz uprzedził wszystkie inne źródła ze swoją (prawdziwą) informacją. Sęk w tym, że każdy sezon NHL to z grubsza pięćdziesiąt, sześćdziesiąt transferów. Przemnóżmy to, upraszczając, przez dwa (sezony, które śledzi nasz bohater). Druga zmienna: na każdy realny transfer, także ten nietrafiony przez Eklunda, przypadają dziesiątki nietrafionych plotek i dywagacji, które generuje. Innymi słowy, zasypuje on czytelników setkami informacji, które nie mają potem żadnego przełożenia na rzeczywistość.
(Uwiarygodnienie pojawia się u Eklunda w postaci obwieszczania na blogu informacji post factum - czyli np. już ogłoszonego transferu, o którym od pewnego czasu huczą północnoamerykańskie stacje radiowe oraz najważniejsze internetowe serwisy hokejowe, a którego to ruchu Eklund wcześniej nawet nie sugerował...).
Eklund jest zatem źródłem niewiarygodnym, a dodatkowo konsekwentnie rezygnuje z budowania... wiarygodności. Jak wspomniałem, skrzętnie dba bowiem o pozostanie anonimowym. A jednak za wszystkie swoje bzdury Eklund każe sobie płacić. I znajduje nabywców. To samo w sobie nie dziwi mnie specjalnie, mało tego, daje się wpisać w konwencję gry albo przedstawienia. Eklund jest trochę jak iluzjonista, tylko pozornie przeżynający asystentkę na pół; my, widzowie, o oszustwie doskonale wiemy, ale mamy z niego frajdę i jesteśmy za nią skłonni zapłacić, bo konwencja prawdy-kłamstwa zostaje zawieszona. Tak widzę to w przypadku części eklundowych klientów. Tych, którzy Eklundowi wierzą i płacą mu za domniemaną prawdę i uczciwość - tych jest mi żal.
Eklund zrobił karierę od zera do bohatera: start na ogólnodostępnej platformie (Blogger, oto dawna strona), rozwinięcie działalności w postaci serwisu internetowego (blog Eklunda, forum, blogi towarzyszące) z abonamentem za dostęp do niektórych treści (część forum, czat, podcasty, generalizując usługi real time), wreszcie meta w postaci zaproszenia do ogólnokrajowej telewizji. Eklund został ekspertem Sportsnet TV podczas dwudniowej, gorącej transmisji związanej z zamknięciem okna transferowego w NHL. W pewnym sensie dołączył do elity.
(Dla niewtajemniczonych: trade deadline to dwa dni, w ciągu których rokrocznie zawieranych jest kilkadziesiąt transakcji. Potem, do końca sezonu, żadnych transferów robić już nie wolno, więc silne drużyny zbroją się po zęby w walce o Puchar Stanleya).
Dopiero ten wątek jest fascynujący - acz i gorzki zarazem. Eklund w telewizji pośród dziennikarzy, którzy na swoją pozycję pracowali latami, czasami na lodowisku (jak Nick Kypreos), czasami po prostu rzetelną dziennikarską pracą. Między nimi Eklund, człowiek bez twarzy, nawet w telewizji rozgrywający tę samą grę (siedział w cieniu i ukrywał twarz). Tę tajemniczość bezkrytycznie podchwycili i inni, np. telewizja NESN, która przeprowadziła z Eklundem taki oto wywiad:
Eklund doskonale umie rozgrywać swoją grę. Dziwi natomiast, jak łatwo odbywa się to kosztem instytucji. J.J. Guerrero, współsympatyk Vancouver Canucks, miał okazję oglądać na bieżąco relację Sportsnetu z ostatnich ośmiu godzin trade deadline. Głównie przełączał się jednak na inną kanadyjską telewizję - TSN. Jego przykładowe uwagi:
Transmisja Sportsnetu została bardzo surowo oceniona przez sympatyków hokeja. Wielu z nich po prostu ją wyśmiało. Wyśmiewano także Eklunda, który jednak na całym tym zamieszaniu chyba nie wyszedł najgorzej. Obecnie skupia się na pisaniu o "transferach, których nie było". Miały być, ale w ostatniej chwili zmieniono zdanie. Perfekcyjne, nieprawdaż?
Eklund to skrzętnie chroniący swoją prawdziwą tożsamość bloger specjalizujący się w przekazywaniu czytelnikom wiadomości z zakresu National Hockey League (NHL), a konkretnie - wszelkiej maści plotek transferowych dotyczących graczy, klubów i trenerów. W Kanadzie, a w mniejszym stopniu także w Stanach Zjednoczonych, ludzie bardzo kochają ten sport. Informacje, jakoby Edmonton Oilers rozważali transfer Ryana Smytha (ikony klubu), a Detroit Red Wings byli zainteresowani pozyskaniem Todda Bertuzziego naprawdę wzbudzają emocje. Na plotki tego typu jest popyt, a niemało z nich się sprawdza. O ile oczywiście publikują je wiarygodne źródła.
Wiarygodnym źródłem jest np. The Fourth Period, który zbiera, selekcjonuje i publikuje plotki w oparciu o informacje prasowe z 30 północnoamerykańskich miast (odpowiednik 30 klubów NHL). Wzmiankowany TFP stara się pokazywać, skąd czerpie wiedzę - w minimalnym zakresie jest to tytuł prasowy, z którego czerpana jest informacja. Innymi słowy dziennikarz i jego kontakty w klubie. Plotki z TFP gwarantują, że coś jest na rzeczy - że menedżerowie rozmawiają, a nazwisko zawodnika X jest pośród tych dostępnych do pozyskania.
Niewiarygodnym źródłem jest Eklund. Jego "wtyczki" - zupełnie jak u likwidatora WSI - zawsze pozostają anonimowe i enigmatyczne, a eklundowe plotki niemal zawsze pozostają fikcją. "Niemal" to dyplomatyczne słowo, bo od 2005 roku Eklund trafił dosłownie 2-3 razy i bodajże jeden jedyny raz uprzedził wszystkie inne źródła ze swoją (prawdziwą) informacją. Sęk w tym, że każdy sezon NHL to z grubsza pięćdziesiąt, sześćdziesiąt transferów. Przemnóżmy to, upraszczając, przez dwa (sezony, które śledzi nasz bohater). Druga zmienna: na każdy realny transfer, także ten nietrafiony przez Eklunda, przypadają dziesiątki nietrafionych plotek i dywagacji, które generuje. Innymi słowy, zasypuje on czytelników setkami informacji, które nie mają potem żadnego przełożenia na rzeczywistość.
(Uwiarygodnienie pojawia się u Eklunda w postaci obwieszczania na blogu informacji post factum - czyli np. już ogłoszonego transferu, o którym od pewnego czasu huczą północnoamerykańskie stacje radiowe oraz najważniejsze internetowe serwisy hokejowe, a którego to ruchu Eklund wcześniej nawet nie sugerował...).
Eklund jest zatem źródłem niewiarygodnym, a dodatkowo konsekwentnie rezygnuje z budowania... wiarygodności. Jak wspomniałem, skrzętnie dba bowiem o pozostanie anonimowym. A jednak za wszystkie swoje bzdury Eklund każe sobie płacić. I znajduje nabywców. To samo w sobie nie dziwi mnie specjalnie, mało tego, daje się wpisać w konwencję gry albo przedstawienia. Eklund jest trochę jak iluzjonista, tylko pozornie przeżynający asystentkę na pół; my, widzowie, o oszustwie doskonale wiemy, ale mamy z niego frajdę i jesteśmy za nią skłonni zapłacić, bo konwencja prawdy-kłamstwa zostaje zawieszona. Tak widzę to w przypadku części eklundowych klientów. Tych, którzy Eklundowi wierzą i płacą mu za domniemaną prawdę i uczciwość - tych jest mi żal.
Eklund zrobił karierę od zera do bohatera: start na ogólnodostępnej platformie (Blogger, oto dawna strona), rozwinięcie działalności w postaci serwisu internetowego (blog Eklunda, forum, blogi towarzyszące) z abonamentem za dostęp do niektórych treści (część forum, czat, podcasty, generalizując usługi real time), wreszcie meta w postaci zaproszenia do ogólnokrajowej telewizji. Eklund został ekspertem Sportsnet TV podczas dwudniowej, gorącej transmisji związanej z zamknięciem okna transferowego w NHL. W pewnym sensie dołączył do elity.
(Dla niewtajemniczonych: trade deadline to dwa dni, w ciągu których rokrocznie zawieranych jest kilkadziesiąt transakcji. Potem, do końca sezonu, żadnych transferów robić już nie wolno, więc silne drużyny zbroją się po zęby w walce o Puchar Stanleya).
Dopiero ten wątek jest fascynujący - acz i gorzki zarazem. Eklund w telewizji pośród dziennikarzy, którzy na swoją pozycję pracowali latami, czasami na lodowisku (jak Nick Kypreos), czasami po prostu rzetelną dziennikarską pracą. Między nimi Eklund, człowiek bez twarzy, nawet w telewizji rozgrywający tę samą grę (siedział w cieniu i ukrywał twarz). Tę tajemniczość bezkrytycznie podchwycili i inni, np. telewizja NESN, która przeprowadziła z Eklundem taki oto wywiad:
Eklund doskonale umie rozgrywać swoją grę. Dziwi natomiast, jak łatwo odbywa się to kosztem instytucji. J.J. Guerrero, współsympatyk Vancouver Canucks, miał okazję oglądać na bieżąco relację Sportsnetu z ostatnich ośmiu godzin trade deadline. Głównie przełączał się jednak na inną kanadyjską telewizję - TSN. Jego przykładowe uwagi:
- telewizja Sportsnet, podpierając się Eklundem, wykładała widzom, że weteran Gary Roberts trafi do Toronto Maple Leafs. W czasie, gdy trwały te przekonywania, konkurencyjna TSN rozmawiała już z agentem Robertsa, który potwierdził transfer do... Pittsburgh Penguins;
- kiedy Martin Biron mówił TSN o swoim transferze do Filadelfii, na Sportsnecie przekonywano, że najprawdopodobniej trafi na Florydę;
- Eklund i Sportsnet przekonywali, że Edmonton Oilers i Ryan Smyth porozumieli się, a gracz przedłużył kontrakt z klubem. W tym samym czasie Bob McKenzie z TSN raportował już o transferze Smytha do New York Islanders.
Transmisja Sportsnetu została bardzo surowo oceniona przez sympatyków hokeja. Wielu z nich po prostu ją wyśmiało. Wyśmiewano także Eklunda, który jednak na całym tym zamieszaniu chyba nie wyszedł najgorzej. Obecnie skupia się na pisaniu o "transferach, których nie było". Miały być, ale w ostatniej chwili zmieniono zdanie. Perfekcyjne, nieprawdaż?
* * *
Kariera Eklunda przypomina mi połączenie karier Dyzmy i Frytki z "Big Brothera". Eklund jak Dyzma, bo szarlatan. Eklund jak Frytka, bo nie ma nic (?) do powiedzenia, a ma popularność.
W Eklundzie ważne jest z jednej strony to, że rozpoczął od blogowania i wylądował jako ekspert w nie byle jakiej telewizji. Z drugiej zaś, że tak, jak Salam Pax zdobył popularność mimo blogowania bez ujawniania swojej prawdziwej tożsamości, co ciągle pozostaje całkiem wyjątkowe. (Oczywiście Pax musiał działać w zupełnie innych warunkach niż Eklund, a ujawnienie się mogłoby zagrażać jego zdrowiu i życiu. Eklund zdobył popularność i trafił do głównego nurtu w cieplarnianych warunkach, jednak fakt pozostaje faktem).
Można się także zastanawiać, dlaczego telewizja Sportsnet postanowiła konsekwentnie grać na warunkach Eklunda, płacąc za to własną reputacją. Uległa czarowi szarlatana, czy może postanowiła udostępnić masom przedstawienie iluzjonisty? I czy jest zadowolona z efektu?
W Eklundzie ważne jest z jednej strony to, że rozpoczął od blogowania i wylądował jako ekspert w nie byle jakiej telewizji. Z drugiej zaś, że tak, jak Salam Pax zdobył popularność mimo blogowania bez ujawniania swojej prawdziwej tożsamości, co ciągle pozostaje całkiem wyjątkowe. (Oczywiście Pax musiał działać w zupełnie innych warunkach niż Eklund, a ujawnienie się mogłoby zagrażać jego zdrowiu i życiu. Eklund zdobył popularność i trafił do głównego nurtu w cieplarnianych warunkach, jednak fakt pozostaje faktem).
Można się także zastanawiać, dlaczego telewizja Sportsnet postanowiła konsekwentnie grać na warunkach Eklunda, płacąc za to własną reputacją. Uległa czarowi szarlatana, czy może postanowiła udostępnić masom przedstawienie iluzjonisty? I czy jest zadowolona z efektu?




4 Comments:
Szkoda że nie wspomniałeś o
polskich realiach
By
jps, at 6/3/07 09:22
@jps:
Eklund nie dorobił się "eksperctwa" na pozorowaniu głębokiej wiedzy, którą trudno jest ocenić osobie bez adekwatnej wiedzy (np. dziennikarzowi TVN), ale na plotkach, pogłoskach, spekulacjach - których brak przełożenia na fakty jest łatwo dostrzegalny (szczególnie dla dziennikarza zajmującego się hokejem w telewizji Sportsnet).
Jest więc znaczna różnica. Goriona wyśmiewają znawcy informatyki, bo z grubsza tylko oni są w stanie połapać się w niuansach jego pseudowiedzy. Eklunda wyśmiewają liczni fani, kibice i zwykli "oglądacze" hokeja, czyli tzw. szarzy ludzie, którzy potrafią połączyć ze sobą zdarzenia A i B.
No i konsekwentna tajemniczość Eklunda. Modelowo i zdroworozsądkowo patrząc, jeżeli chce się wykreować sobie wizerunek specjalisty w Sieci, trzeba zacząć od zbudowania i prezentacji możliwie spójnego "ja". (Wiedzę, którą wypadałoby mieć, chwilowo pomijam.) Tymczasem Eklund przez długi czas unikał publikowania *jakichkolwiek* (literalnie!) informacji o sobie, a mimo to zdobywał dużą popularność. Już to jest charakterystyczne.
Po pewnym czasie złamał się i opublikował niezbyt konkretne "about me", najważniejsze jednak, że nie pokazał twarzy ani wówczas, ani teraz, w telewizji. Nadal nie znamy jego danych osobowych (a Gorion? Wiadomo). Eklund nadal jest enigmą - tylko że już enigmą, której telewizja dodała reputacji.
Mam nadzieję, że wskazałem dobrze różnice, jakie dostrzegam :)
By
Michał Piotr Pręgowski, at 6/3/07 10:17
:) Dobrze wskazałeś i masz rację :) Za bardzo uogólniłem sprawę odwołując się do przypadku Goriona.
Swoją drogą, to bardzo niepokojące że wraz z rozwojem internetu - przestano weryfikować treść jaka z niego wypływa. Miejmy nadzieję że to spowoduje trochę bardziej krytyczne podejście do tego co się nam serwuje w "blogosferze", forach itd.
By
jps, at 6/3/07 14:41
Mając na myśli "to" chodziło mi o przypadek Eklunda i Pawła Jabłońskiego.
By
jps, at 6/3/07 14:42
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home