Etyka blogerska i klientela Sieci
Trochę poniewczasie, ale - mówiąc niezgrabnie - są priorytety i prioryteciki. Tim O'Reilly zaproponował draft zasad etyki blogerskiej, czy jak kto woli Kodeks Blogera. Komentowano dość szeroko, pomysł tyleż ważny, co nieodkrywczy, o czym dalej. Przepisy jednak przytoczę:
1. We take responsibility for our own words and for the comments we allow on our blog.
2. We won't say anything online that we wouldn't say in person.
3. We connect privately before we respond publicly.
4. When we believe someone is unfairly attacking another, we take action.
5. We do not allow anonymous comments.
6. We ignore the trolls.
Na Wikii ów draft został już rozbudowany. Do dziesięciu zasad. Coś w tym jest, że ustanawiając pewne zasady w Sieci dążymy - może podświadomie - do formatu dekalogu. O czym również dalej. Przepisy (warto przeczytać wyjaśnienia na stronie, do której odsyłam):
1. Responsibility for our own words
2. Nothing we wouldn't say in person.
3. Connect privately first.
4. Take action against attacks.
5. a) No anonymous comments OR b) No pseudonymous comments.
6. Ignore the trolls.
7. Encourage enforcement of terms of service.
8. Keep our sources private.
9. Discretion to delete comments.
10. Do no harm.
Wbrew pozorom nie zamierzam skupiać się na samych przepisach. Inicjatywę O'Reilly'ego i Walesa oceniam pozytywnie. Wszystkie tego typu inicjatywy należy oceniać pozytywnie - oczywiście jeżeli pamięta się, że tego typu kodeksy mają charakter zaleceniowy. Nie ma tu mowy o nakazach i zakazach, które mogłyby być sankcjonowane (w tym rozumieniu sankcji). Oburzanie się i traktowanie tego typu inicjatyw jako zagrożenia dla wolności jest w moim przekonaniu nieporozumieniem.
Jeżeli przyjrzymy się ww. zasadom, widać, że wiele z nich ma szersze zastosowanie. Nie są to zalecenia, które można limitować do blogów. Ani do blogerów. Być może dlatego inicjatywy, o których tu piszę, cechuje pewna wtórność. Etyka blogerska nie lokuje się daleko od zasad, które promuje netykieta. W 1992 roku powstała pierwsza licząca się, ważna do dzisiaj i chętnie cytowana - autorstwa Arlene H. Rinaldi (polskie tłumaczenie z 1993 roku, Krzysztof Snopek). W netykiecie tej znajdziemy m.in. Dziesięć Przykazań Etyki Komputerowej. Dekalog ten, podkreślmy, że sprzed 15 lat, brzmi następująco:
1. Nie będziesz używał komputera aby szkodzić innym.
2. Nie zakłócaj pracy na komputerach innym.
3. Nie zaglądaj bez pozwolenia do cudzych plików.
4. Nie będziesz używał komputera aby kraść.
5. Nie będziesz używał komputera do dawania fałszywego świadectwa.
6. Nie będziesz używał ani kopiował programów, za które nie zapłaciłeś.
7. Nie będziesz używał zasobów cudzych komputerów bez zezwolenia (autoryzacji).
8. Nie będziesz przywłaszczał sobie wysiłku intelektualnego innych.
9. Będziesz myślał o społecznych konsekwencjach programu, który piszesz.
10. Będziesz używał komputera z rozwagą i ostrożnością.
Dziesięć kluczowych zasad zawiera także równie uczęszczana netykieta z 1994 roku, autorstwa Virginii Shea. Czytamy w niej:
1. Pamiętaj, że po drugiej stronie jest człowiek.
2. W Internecie stosuj te same standardy zachowania, których trzymasz się poza Siecią.
3. Orientuj się w cyberprzestrzeni.
4. Szanuj czas innych osób i przepustowość ich sieci.
5. Staraj się dobrze prezentować w Sieci.
6. Dziel się z innymi wiedzą specjalistyczną.
7. Pomagaj w ograniczaniu kłótni internetowych.
8. Szanuj prywatność innych osób.
9.Nie nadużywaj władzy.
10. Bądź wyrozumiały wobec błędów innych osób.
Przytoczyłem te dwa dekalogi nie tylko po to, by pokazać podobieństwo. Samo to jest ważne, bo warto pamiętać o starych, dobrych i cenionych dokumentach, zamiast robić burzę wokół czegoś nowego - w dużej mierze właśnie dlatego, że jest nowe, a nie innowacyjne.
Dostrzegam tu jednak także pewną zmianę. Netykiety były nastawione na przyuczenie użytkownika do życia społecznego w Sieci. Zalecały jemu pewne zachowania (lub powstrzymanie się od pewnych zachowań). Zasady przygotowane przez O'Reilly'ego mają już charakter naszości. Czy idzie za tym zasadnicza zmiana treściowa? Niekoniecznie. Technoelity, hakerzy czy dawni wirtualni komunitarianie (by użyć pojęć Castellsa) czuli się współgospodarzami Sieci.
Blogerzy, jeżeli przyjąć zasady Walesa i O'Reilly'ego jako pewną środowiskową autodefinicję (uogólniam), chyba już nimi nie są. Mimo górnolotnych nieraz wyobrażeń, są po prostu klientelą Sieci, tak jak portalowi komentatorzy artykułów z Onetu, forumowicze z phpBB, czatownicy z ICQ i maniacy MySpace'a.
.
1. We take responsibility for our own words and for the comments we allow on our blog.
2. We won't say anything online that we wouldn't say in person.
3. We connect privately before we respond publicly.
4. When we believe someone is unfairly attacking another, we take action.
5. We do not allow anonymous comments.
6. We ignore the trolls.
Na Wikii ów draft został już rozbudowany. Do dziesięciu zasad. Coś w tym jest, że ustanawiając pewne zasady w Sieci dążymy - może podświadomie - do formatu dekalogu. O czym również dalej. Przepisy (warto przeczytać wyjaśnienia na stronie, do której odsyłam):
1. Responsibility for our own words
2. Nothing we wouldn't say in person.
3. Connect privately first.
4. Take action against attacks.
5. a) No anonymous comments OR b) No pseudonymous comments.
6. Ignore the trolls.
7. Encourage enforcement of terms of service.
8. Keep our sources private.
9. Discretion to delete comments.
10. Do no harm.
Wbrew pozorom nie zamierzam skupiać się na samych przepisach. Inicjatywę O'Reilly'ego i Walesa oceniam pozytywnie. Wszystkie tego typu inicjatywy należy oceniać pozytywnie - oczywiście jeżeli pamięta się, że tego typu kodeksy mają charakter zaleceniowy. Nie ma tu mowy o nakazach i zakazach, które mogłyby być sankcjonowane (w tym rozumieniu sankcji). Oburzanie się i traktowanie tego typu inicjatyw jako zagrożenia dla wolności jest w moim przekonaniu nieporozumieniem.
Jeżeli przyjrzymy się ww. zasadom, widać, że wiele z nich ma szersze zastosowanie. Nie są to zalecenia, które można limitować do blogów. Ani do blogerów. Być może dlatego inicjatywy, o których tu piszę, cechuje pewna wtórność. Etyka blogerska nie lokuje się daleko od zasad, które promuje netykieta. W 1992 roku powstała pierwsza licząca się, ważna do dzisiaj i chętnie cytowana - autorstwa Arlene H. Rinaldi (polskie tłumaczenie z 1993 roku, Krzysztof Snopek). W netykiecie tej znajdziemy m.in. Dziesięć Przykazań Etyki Komputerowej. Dekalog ten, podkreślmy, że sprzed 15 lat, brzmi następująco:
1. Nie będziesz używał komputera aby szkodzić innym.
2. Nie zakłócaj pracy na komputerach innym.
3. Nie zaglądaj bez pozwolenia do cudzych plików.
4. Nie będziesz używał komputera aby kraść.
5. Nie będziesz używał komputera do dawania fałszywego świadectwa.
6. Nie będziesz używał ani kopiował programów, za które nie zapłaciłeś.
7. Nie będziesz używał zasobów cudzych komputerów bez zezwolenia (autoryzacji).
8. Nie będziesz przywłaszczał sobie wysiłku intelektualnego innych.
9. Będziesz myślał o społecznych konsekwencjach programu, który piszesz.
10. Będziesz używał komputera z rozwagą i ostrożnością.
Dziesięć kluczowych zasad zawiera także równie uczęszczana netykieta z 1994 roku, autorstwa Virginii Shea. Czytamy w niej:
1. Pamiętaj, że po drugiej stronie jest człowiek.
2. W Internecie stosuj te same standardy zachowania, których trzymasz się poza Siecią.
3. Orientuj się w cyberprzestrzeni.
4. Szanuj czas innych osób i przepustowość ich sieci.
5. Staraj się dobrze prezentować w Sieci.
6. Dziel się z innymi wiedzą specjalistyczną.
7. Pomagaj w ograniczaniu kłótni internetowych.
8. Szanuj prywatność innych osób.
9.Nie nadużywaj władzy.
10. Bądź wyrozumiały wobec błędów innych osób.
Przytoczyłem te dwa dekalogi nie tylko po to, by pokazać podobieństwo. Samo to jest ważne, bo warto pamiętać o starych, dobrych i cenionych dokumentach, zamiast robić burzę wokół czegoś nowego - w dużej mierze właśnie dlatego, że jest nowe, a nie innowacyjne.
Dostrzegam tu jednak także pewną zmianę. Netykiety były nastawione na przyuczenie użytkownika do życia społecznego w Sieci. Zalecały jemu pewne zachowania (lub powstrzymanie się od pewnych zachowań). Zasady przygotowane przez O'Reilly'ego mają już charakter naszości. Czy idzie za tym zasadnicza zmiana treściowa? Niekoniecznie. Technoelity, hakerzy czy dawni wirtualni komunitarianie (by użyć pojęć Castellsa) czuli się współgospodarzami Sieci.
Blogerzy, jeżeli przyjąć zasady Walesa i O'Reilly'ego jako pewną środowiskową autodefinicję (uogólniam), chyba już nimi nie są. Mimo górnolotnych nieraz wyobrażeń, są po prostu klientelą Sieci, tak jak portalowi komentatorzy artykułów z Onetu, forumowicze z phpBB, czatownicy z ICQ i maniacy MySpace'a.
.




0 Comments:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home