error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2007/05/03

iGoogle: autentyczna rewolucja

"Rewolucja" jest słowem mocnym i na tyle poważnym, by nim na lewo i prawo nie szastać. Przyjrzenie się temu, co oferuje iGoogle, skłania mnie jednak właśnie do mówienia o niej właśnie. iGoogle, nowe dziecko koncernu Brina i Page'a, rewolucjonizuje w moim przekonaniu rynek portali i wielu komercyjnych, informacyjnych stron internetowych. Być może przewracając do góry nogami (nie od razu, rzecz jasna) kwestie reklamowe z nimi związane, za to na pewno stając się fantastycznym narzędziem, które daje Odbiorcy jeszcze większą kontrolę nad przekazem - kosztem Nadawcy oczywiście. To naprawdę nowa jakość. Personalizacja 2.0., mówiąc pół żartem.

Nie tak dawno w komentarzach na blogu tebego rozgorzała gorąca dyskusja na temat zmian layoutowych w Gazeta.pl (kilka głosów tutaj oraz tutaj). Zwłaszcza przeniesienie najważniejszych treści dziennikarskich z prawej kolumny do środkowej wzbudziło wiele emocji. Odezwały się przyzwyczajenia czytelnicze. Wspominam o tym tylko dlatego, że przykład jest mi bliski, a zmiany na Gazeta.pl doskwierały także i mnie. Tyle, że dziś, miesiąc później, cała ta dyskusja nie ma już - z perspektywy odbiorcy - większego znaczenia. A to dlatego, że Gazeta, Wirtualna Polska i Onet grzebiąc przy wyglądzie strony głównej wykonują tak naprawdę kolejne kroki w bok. Pozostają w schemacie, poza którym jest już, po raz kolejny, Google.

(tak wygląda iGoogle - kliknij żeby powiększyć)

Co jest zatem takiego w iGoogle, że piszę o rewolucji?

1. iGoogle pozwala skomponować własny i unikalny "portal" informacyjny.

iGoogle to jedna, kilka, albo i kilkanaście zakładek obok siebie (rozumianych tak, jak zakładki w Firefoksie czy IE 7). Zawartością każdej z zakładek są dowolnie dodawane RSS-y. Mogę stworzyć zakładkę "News" i czytać tam np. dwa wybrane feedy z Gazeta.pl, feed z Dziennika Internautów, kolejny z Rzeczpospolitej, Money.pl, a kolejne trzy z Wired. Każdy może rozwijać od 1 do 9 wiadomości. Każdy można ustawić w dowolnym miejscu strony, na zasadzie drag and drop.

Zakładek tworzymy tyle, ile chcemy. Oprócz zakładki "News" na przykład zakładka o cyberkulturze, o hokeju na lodzie, albo z najnowszymi wiadomościami z ulubionych blogów tematycznych. Chociaż równie dobrze możemy umieścić je równorzędnie z newsami Rzeczpospolitej, o czym dalej.

Teraz naprawdę nie muszę wracać na skatowaną w tym wpisie, ale ciągle tylko przykładową, stronę główną Gazeta.pl. Nie lubię jej? Wystarczą mi RSS-y z portalu, przy czym już nie umieszczane w Google Readerze czy innym podobnym ustrojstwie, ale na własnoręcznie skonstruowanym portalu informacyjnym. Nie jestem zmuszany do wyboru mniejszego komfortu lub zmiany portalu tylko dlatego, że nowy wygląd strony głównej oceniam bardzo źle i źle mi się z nim pracuje, chociaż przydają mi się informacje.

2. iGoogle pozwala zdecydować, jak będzie wyglądać twój "portal".

W dziale "themes" na razie tylko sześć propozycji wyglądu iGoogle + standardowy, czysty layout Google'a właściwego. Tym niemniej nasz prywatny portal może zmieniać wygląd na taki, który najbardziej nam odpowiada. Jak pisze Michael Calore, wkrótce kod do nagłówków - pozwólcie laikowi tak właśnie to nazwać - ma zostać uwolniony. Witajcie tysiące amatorskich (w sensie niezależności) dodatkowych layoutów. A tak naprawdę, witaj modelu Firefoksa w produkcie Google'a.

Michael Calore zachwyca się layoutem z japońskim liskiem piorącym po południu ubranka w rzece, a wieczorem przesiadującym z latarenką na pomoście. Layouty zmieniają się wraz z upływem czasu (!). Lisek jest kawaii, pisze Calore, a chociaż powinny zachwycać się circa 20-letnie młode kobiety, zachwyca się także i on, i jego ponadtrzydziestoletni koledzy z pracy. Cóż mogę dodać ponad to, że lisek faktycznie jest uroczy?

3. W iGoogle sami wybieramy dodatki audio-wideo towarzyszące treściom stricte informacyjnym.

Do treści tekstowych możemy dołączyć jakiś dodatek. Na przykład komiks z Garfieldem (albo inny, wybór idzie w dziesiątki). Na przykład fajne zdjęcia z National Geographic albo najświeższe sportowe wyniki w formie tabelki. Albo treści z YouTube.

O dodatkach w stylu "Pogoda w twoim mieście" czy "obsługa Gmail" nawet nie wspominam, ale już o "Karteczkach" (sticker notes) wspomnę, bo są ogromnie przydatne w codziennej pracy. Teraz nie potrzeba "karteczek" w programie pocztowym. Wystarczy mi moja spersonalizowana strona domowa od Google'a, uniezależniona od konkretnego komputera i konkretnego programu.

* * *

Warto byłoby jeszcze dodać, że...

...iGoogle powinien sprowokować większe skupienie dużych graczy na treści przekazu.

To już pewien domysł. Patrzę z perspektywy naszego kraju. Poza Gazetą jesteśmy na polskich portalach bombardowani krótkimi informacjami PAP-owskimi, z rzadka przetykanymi czymś więcej. W dawniejszym artykule do "Studiów Medioznawczych" starałem się to zasygnalizować - rodzime portale wyróżniają się zasadniczo nie tyle treścią, ile wszystkim naokoło. W kwestii treści ważniejszą rolę pełni nie tyle ich selekcja, ile tytułowanie - czasami bardziej tabloidowe (Onet), czasami nieco mniej (Interia). Spodziewam się, że inicjatywy takie, jak iGoogle, mogą sprowokować rywalizację merytoryczną i informacyjną. Może bardziej zacznie liczyć się, kto pierwszy - albo jako jedyny - zdobędzie newsa. Gazeta.pl, dzięki związkom z Gazetą Wyborczą i jej sztabem redakcyjnym, ma tutaj przewagę. No i to, że Gazeta.pl sama ostatnio zatrudniała dziennikarzy.

...blogerzy, dostrzeżcie szansę.

Feed z bloga może być przez użytkownika ustawiony obok feedu z portalu - jako priorytetowy. To doniosła zmiana, nie tylko symboliczna. Generalizując, czytanie feedów z blogów i czytanie wiadomości na portalach było dotąd osobnymi czynnościami, co najmniej dwiema. Wchodzenie z osobna na każdą odwiedzaną stronę to jeszcze bardziej naoczny przykład. iGoogle to wszystko pod jednym "dachem". Czytelnik-odbiorca dobiera sobie hierachię Nadawców. Bloger, który skupia się na informowaniu, może bardzo wiele zyskać, jeżeli jego treści aż tak namacalnie zaczynają konkurować o uwagę czytelnika i pozycję w codziennej agendzie.

...iGoogle uderza nawet w najnowszą modę.

W blogosferze duża ekscytacja, względnie zaciekawienie, Twitterem. Zobaczymy, czy ważniejszy nie będzie dodatek do iGoogle o nazwie "Daily me". W zamierzeniu Google'a ma to być mini blog ze zdjęciem i krótkimi informacjami o tym, co się robi, czyta, itp. Bez uruchamiania nowej zakładki. Dodatek będzie można dzielić z przyjaciółmi, tak jak dziś dzielimy np. google'owy Kalendarz.

...iGoogle nie męczy reklamami.

Przynajmniej na razie. W każdym razie Adblock nie jest tu potrzebny, a na portalach jest.

...RSS to sztylet w plecy dużych stron, ale i zagrożenie dla iGoogle'a.

RSS stał się właściwie standardem w informacyjnych serwisach internetowych. I standard ten chyba zaczyna grać przeciw tym, którzy go stosują. Portal X zarabia na reklamie, zatem przede wszystkim chce mieć jak najwięcej odwiedzających, nie zaś czytelników jako takich (czyli odwiedzających + RSS-owych). I jak to się ma do iGoogle'a? Czy nie będzie protestów i spraw sądowych, takich jak w dystopijnym EPIC 2014? A może RSS zostanie w jakimś sensie ograniczony, aby można było lepiej kontrolować przepływ feedów?

...jak Google chce pogodzić iGoogle i AdSense?

Google zarabia na reklamach. Reklamy są na stronach WWW, w tym na wortalach, portalach, blogach. Tam, gdzie AdSense, tam RSS. Feedy będą kierowane na iGoogle. Czytelników tylu samo, albo i więcej, ale mniej odwiedzin na samych stronach objętych programem. Mniejsze zyski dla Google'a i zniechęceni partnerzy, którzy odczują zmniejszone odwiedziny zagrożenie dla samej firmy?

* * *

W iGoogle dostrzegam echa Googlezona, tudzież Newsbotstera z EPIC 2014 i 2015 (link do filmów). Staram się widzieć w nim pewne zagrożenia, aczkolwiek kwestie prywatności zostawiam na boku, choćby dlatego, że czytając określone wiadomości z przeciętnego portalu także zostawiam informacje o sobie, swoich zainteresowaniach, itp.

Przede wszystkim jednak iGoogle zachwyca mnie jak mało który produkt od lat. Łatwością obsługi, wszechstronnością i potencjałem modyfikacji dostępnych już, a także tych, które ewidentnie powstaną - nie mam najmniejszych wątpliwości. Podoba mi się, jak wiele kontroli nad poszukiwaną/czytaną informacją iGoogle oddaje w moje ręce. Uniezależnia jeszcze bardziej od tych, którzy myślą kategoriami starych mediów i przeceniają własną kontrolę nad odbiorcą. Pierwsza litera, ewidentne zapożyczenie od Apple'a, faktycznie jest na miejscu - iGoogle będzie, moim zdaniem, tak rewolucyjny, jak iPod. Ma taki potencjał. Nie bałbym się stwierdzenia, że poznaliśmy właśnie sztandarowy produkt Google'a na najbliższe lata. Sama wyszukiwarka jest tylko jego przystawką.
.

13 Comments:

  • Hmm... Nie chcę być analny, ale wcześniej było chociażby Netvibes...

    By Anonymous bart, at 3/5/07 10:43  

  • zgadzam się z Bartem - czy warto nazywać coś rewolucją tylko dlatego,że wziął się za to koncern google??Używam od dość dawna Netvibes, i jak na razie nie widzę w niczym wyższości igoogle - no może poza wspomnianą zmianą nagłówka w zależności od pory dnia,ale darujcie, to tylko gadżet. Jak dla mnie Netvibes jest przyjaźniejszy i lepiej funkjonalny - jak na razie, oczywiście.

    By Blogger Mafaldinha, at 3/5/07 11:11  

  • Pytanie: jak nazywał się pierwszy, produkowany masowo odtwarzacz MP3? Było to MPMan, firmy Saehan. Początek produkcji - 1998.

    Saehan? MPMan? 1998? Że jak?

    Wiesz już, co mam na myśli... I Netvibes, i Pageflakes... I Infoseek, i Ask Jeeves, i Altavista przed Google... To samo a nie to samo. Ile osób wie o Netvibes? Gdzie jest Lycos, gdzie jest Infoseek?

    Piję do tego, czy wszystko, także rewolucja, sprowadza się do "ale to już było wcześniej, tylko trochę inne". Myślę, że nie.

    Ale masz rację w swojej uwadze, Bartek, bo powinienem wspomnieć choćby o Netvibes, nawet jeżeli skupiłem się na tym, co ściągnie masy. Twoja reakcja daje mi do myślenia, może to wygląda, jakbym bezkrytycznie sugerował, iż świat zaczyna się od iGoogle'a. W każdym bądź razie - nie zaczyna się, tak jak nie zaczął się od iPoda. Co nie umniejsza w żaden sposób wkładu Apple'a w zmianę rynku.

    By Blogger Michał Piotr Pręgowski, at 3/5/07 11:21  

  • Tak jeszcze kończąc, w sprawie Netvibes oraz iGoogle, można się odwołać do historii Tesli i Edisona, tudzież Marconiego. Po prostu wydaje mi się, że szacunek własnego środowiska a przebicie się do "mainstreamu" to dwie różne sprawy. Bycie pierwszym daje splendor (też nie zawsze... Saehan?), ale czy zawsze porusza góry?

    By Blogger Michał Piotr Pręgowski, at 3/5/07 11:45  

  • Też od razu mi się skojarzyło z Netvibes. Google ma trochę więcej funkcjonalności, ale Netvibes jest już wbrew pozorom całkiem popularne w grupie osób zainteesowanych takimi serwisami, szczególnie w anglojęzycznym internecie. Google może nie być łatwo odebrać Netvibes tą grupę userów.

    A czy zwykli użytkownicy skuszą się na nową propozycję Google? Mam pewne wątpliwości :-) Część na pewno, ale ciężko przewidzieć czy to będzie kolejny hit.

    Szczerze mówiąc, wyraz "rewolucja" wydaje mi się trochę przesadny. Określiłbym to razej, jako kolejny krok w "ewolucji" personalizowanych stron domowych.

    By Anonymous Bellois, at 3/5/07 12:05  

  • @ Bellois i "odebrać tę grupę userów" - masz pełną rację, że będzie ciężko, ale według mnie Google nawet nie będzie się w tę stronę przesadnie kierować :) Tak jak staram się podkreślać, gra toczy się o tzw. szarego użytkownika. To od niego zależy cała ta rewolucyjność.

    I fakt, że rewolucja może okazać się zbyt dużym słowem, ale przynajmniej jest ciekawa wymiana poglądów :)

    By Blogger Michał Piotr Pręgowski, at 3/5/07 12:13  

  • żadnej rewolucji w tym nie ma. jest netvibes, ale nie tylko netvibes. strony startowe to całkiem dojrzały rynek. oczywiście, że google ma szanse, bo jest duży, ale rewolucyjny nie jest w żadnym stopniu.

    rewolucją by było sprawienie, żeby szaremu (ale naprawdę szaremu) użytkownikowi chciało się przestawiać i ustawiać te wszystkie boxy. czyli to, na czym poległa większość tego typu serwisów.

    By Blogger Marcin Jagodziński, at 3/5/07 13:28  

  • Potwierdzam popularność Netvibes - przykładowo, w moim blogu to jeden z najczęstszych kierunków wejść.

    By Blogger Pawel, at 3/5/07 17:35  

  • autentyczna bzdura a nie rewolucja ,wiekszość osób zainteresowanych nowościami w sieci praktycznie już 2 lata temu miało styczność z netvbes czy nawet samym google.com/ig (ktory przeciez byl pod tym adresem od dawna) . Sprawa wygląda tak że ludzie nie rozumieją RSS i mają za duże problemy z konfigurowalnością takich stron , nie chce im sie lub jest za dużo do klikania. Nawet userzy Firefoxa , którzy statystycznie mają lekko większą wiedzę o webie , nie zauważyli że w wersji 2.0 jest właśnie możliwość otwierania RSS w takich serwisach jak iGoogle , chociaz to dla nich jedno kliknięcie na pasku adresu.

    By Blogger lenrock, at 3/5/07 21:13  

  • A do mnie to przemawia. Nie kazdy jest od razu specem i zna temat jako geek od dwoch czy ilus lat. Chyba nie o to chodzi. Z tego co wiem blogi istnieja od dziesieciu lat, co z tego? Geek to nie caly swiat.

    By Anonymous Mykola, at 4/5/07 10:11  

  • iGoogle nie było pierwsze, nie jest tez w tej chwili nowe. Co najmniej rok temu juz z tego korzystałem. Tylko nazywało się inaczej - Google Homepage.

    Siła iGoogle to marka i prostota.

    By Blogger acdbddh, at 5/5/07 15:55  

  • Google ma moc, żeby zrobić koło tego produktu trochę hałasu, ale osiągnąć pozycję równą jego wyszukiwarce będzie trudno. Bowiem dobrych spersonalizowanych serwisów nie brakuje (niedawno readwriteweb robił ankietę nt. spersonalizowanych serwisów i GHP/iG nie górowało) a po drugie wzmiankowanej "masie" jeszcze daleko do używania takich produktów.
    Ale niech próbują - bo kto jeśli nie Google ma siłę "rewolucjonizowania" mas...

    By Anonymous eskey, at 8/5/07 12:47  

  • Wg mnie G^ ma tę przewagę, że będąc użytkownikiem wyszukiwarki google, mam niezmiernie łatwy dostęp do innych produktow jakie oferuje. Nie musze pamiętać 20 loginów i haseł. Wszyttko mam pod reka. Pozatym prognozuje,ze G^ bedzie kombinował, zeby funkcjonalnośc swoich produktów byla miedzy nimi w pewien sposob powiazana. Zeby bardziej opłacało się korzyztac z dwoch serwisów naraz, niz kazdegoz osobna.

    By Blogger pafcyk, at 17/7/07 13:37  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home