Estonia, cyberwojna, prawda medialna
Estonia, pomnik radzieckiego "wyzwoliciela", wzburzona Rosja, rosyjski (innych podejrzanych z motywem brak) atak hakerski na internetowe strony banków i administracji publicznej. Temat właściwie już przedyskutowany, pewnym symbolicznym domknięciem jest dzisiejszy przedruk tekstu z "New York Timesa" w "Gazecie Wyborczej". Jeżeli nawet sprawa Estonii została dostrzeżona przez mainstream prasowy USA z pewnym opóźnieniem, to w polskiej publicystyce (także tej zapośredniczonej w Sieci) temat został wcześniej dobrze naświetlony. Nie wiem, co tak specjalnego jest w raporcie NYT. Kluczowe wydaje mi się to, co napisał przywołany przed chwilą linkiem Edwin Bendyk:
"Problemy Estonii są o tyle znamienne, że ten mały kraj należy do najlepiej zinformatyzowanych w Unii Europejskiej, w marcu odbyły się w nim po raz pierwszy na świecie wybory parlamentarne, w których można było głosować przez internet. Przy takim stopniu uzależnienia od infrastruktury teleinformatycznej każdy atak na nią ma konsekwencje nie mniej poważne, niż atak na gazociąg, linię energetyczną. Tyle tylko, że jak widać, cyberatak o wiele łatwiej przeprowadzić i jednocześnie trudniej się przed nim obronić"
Edwin ma rację, a temat cyberataków na poziomie państwowym - nawet jeśli jest to trudne do udowodnienia - musi prędzej czy później znaleźć odbicie w debatach międzynarodowych, może nawet na poziomie ONZ. Albo też skuteczniejsze, mniej bezwładne NATO ogłosi zawczasu, że atak cybernetyczny na kraj członkowski będzie traktowany jako a) atak terrorystyczny b) wypowiedzenie wojny; warianty zależne od udowodnienia (lub "udowodnienia") sprawców i mocodawców. Ot, taka wizja.
Kończąc wątek rzucę tylko jedną uwagę: jeżeli tak łatwo daliśmy się wpuścić w silosy atomowe Iraku i interwencję zbrojną/misję pokojową/niepotrzebne skreślić, co powiemy na skomplikowane i jeszcze bardziej abstrakcyjne dla przeciętnego człowieka procedury ataków internetowych, próby wskazywania winnych i monity do ich wspólnego, międzynarodowego ukarania (przy użyciu armii analogowej)? Co o atakach DoS i botnetach może wiedzieć Premier Bez Konta?
Patrząc z innej strony, niewątpliwie do kazusu estońskiego przywarła już etykietka cyberwojny. Dodatkowo o atakach na strony estońskich instytucji mówi się, że to pierwsza cyberwojna. Z jednej strony jest to na pewno dyskusyjne (Izraelczycy pewnie mieliby coś do powiedzenia), z drugiej niezaprzeczalnie dopiero teraz termin "cyberwojna" wchodzi do głównonurtowego dyskursu. Kto wie, czy za jakiś czas nie będziemy bezkrytycznie powtarzać owej prawdy medialnej, że pierwsza wojna nowego typu miała miejsce w Estonii (piszę tak przekornie, ostatecznie jest to fizyczna lokalizacja zaatakowanych serwerów).
Jedno wydaje mi się niezaprzeczalne - o cyberwojnach jeszcze wiele w mediach zobaczymy/przeczytamy/usłyszymy.
.
"Problemy Estonii są o tyle znamienne, że ten mały kraj należy do najlepiej zinformatyzowanych w Unii Europejskiej, w marcu odbyły się w nim po raz pierwszy na świecie wybory parlamentarne, w których można było głosować przez internet. Przy takim stopniu uzależnienia od infrastruktury teleinformatycznej każdy atak na nią ma konsekwencje nie mniej poważne, niż
Kończąc wątek rzucę tylko jedną uwagę: jeżeli tak łatwo daliśmy się wpuścić w silosy atomowe Iraku i interwencję zbrojną/misję pokojową/niepotrzebne skreślić, co powiemy na skomplikowane i jeszcze bardziej abstrakcyjne dla przeciętnego człowieka procedury ataków internetowych, próby wskazywania winnych i monity do ich wspólnego, międzynarodowego ukarania (przy użyciu armii analogowej)? Co o atakach DoS i botnetach może wiedzieć Premier Bez Konta?
Patrząc z innej strony, niewątpliwie do kazusu estońskiego przywarła już etykietka cyberwojny. Dodatkowo o atakach na strony estońskich instytucji mówi się, że to pierwsza cyberwojna. Z jednej strony jest to na pewno dyskusyjne (Izraelczycy pewnie mieliby coś do powiedzenia), z drugiej niezaprzeczalnie dopiero teraz termin "cyberwojna" wchodzi do głównonurtowego dyskursu. Kto wie, czy za jakiś czas nie będziemy bezkrytycznie powtarzać owej prawdy medialnej, że pierwsza wojna nowego typu miała miejsce w Estonii (piszę tak przekornie, ostatecznie jest to fizyczna lokalizacja zaatakowanych serwerów).
Jedno wydaje mi się niezaprzeczalne - o cyberwojnach jeszcze wiele w mediach zobaczymy/przeczytamy/usłyszymy.
.




0 Comments:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home