Kult amatora, a blogerzy nie reporterzy?
Nie miałem okazji przeczytać pracy Keena, przeczytałem natomiast komentarz Tony'ego Longa, który w kontekście dziennikarskim zajmuje dość zdecydowane stanowisko. Można się z nim nie zgadzać, ale argumenty - nie całkiem odkrywcze - warto znać. Porównując dziennikarza-profesjonalistę z amatorem, Long pisze między innymi, że amator jest po prostu świadkiem zdarzeń. Przytoczę dłuższy passus:
"What if you're standing on the steps of the Capitol, with your cell-phone camera, when Sen. Johnny Walker, three sheets to the wind, pitches head first down the marble stairs and breaks his neck? Your grainy, low-res photo makes it onto the nightly news and the front page of The New York Times. You even lean over to hear him say, with his dying breath, 'Rosebud'
No, you're an eyewitness who happened to be toting a camera. The eyewitness has been around for years, far longer than the cell-phone camera or the internet. Your contribution to the resulting news story may be enormous but you're not a reporter, anymore than someone applying first aid at an accident scene is a doctor. You're a source, someone who happened to be in the right place at the right time.
For your account to have any meaning beyond a picture and a five-second sound bite, a professional reporter needs to fill in the gaps. Where had the unfortunate Sen. Walker been drinking, and with whom? Did he have a history with alcohol (i.e., was he a lush?) or was this out of character? What critical votes will be affected by Sen. Walker's sudden absence? Who, or what, is Rosebud?"
Oczywiście Long nieco spłyca temat, ale jestem zdania, że takie zarzuty warto brać sobie do serca. Przekłuwanie balona czasami jest wskazane. Ponadto opinie Longa można skonfrontować z opiniami np. Dana Rathera (bardzo dorzeczna wypowiedź w temacie) czy Thomasa D. Williamsa. Błędem Longa jest, że odstawia na bok kryzys dzisiejszego dziennikarstwa; wobec profesjonalnej twórczości dziennikarskiej także można wytoczyć sporo zarzutów i będą one uprawnione.Amatorzy mogą korygować powierzchowność pracy zawodowego dziennikarza, niezależnie od tego, czy wynika ona z chęci sprzyjania korporacjom czy ze zbyt dużej liczby obowiązków, o czym pisze np. wspomniany Williams. Dobry przykład z rodzimego podwórka mieliśmy niedawno, kiedy "Rzeczpospolita" bardzo spłyciła temat w kontrowersyjnym artykule na delikatny temat, co z rzetelnością typową dla profesjonalisty wykazał bloger Bart.
Bartek dołożył starań, których nie dołożył dziennikarz "Rzepy". Według mnie na tę konkretną chwilę stał się doskonałym - a może po prostu rzetelnym? - dziennikarzem (którym to dziennikarzem na co dzień oczywiście nie jest). Amatorem tymczasem okazał się autor z "Rzepy", zapewne na etacie, zapewne z legitymacją dziennikarską.
Tony Long, którego skądinąd bardzo lubię, byłby niepocieszony.
.




0 Comments:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home