O nudnym internecie
Ostatni post Marka Cubana - do którego jest już zresztą postscriptum - wzbudził małe poruszenie w blogosferze. Cuban w charakterystycznym dla siebie stylu wskazuje powody, dla których internet jest martwy i nudny. Co wywołuje burze i potrzebę komentarzy wielu osób. Skomentowała np. Marta Klimowicz, skomentuję i ja. Burzy nie będzie, tylko kilka zdań.
Zacznijmy od tego, że Cuban nie pierwszy raz prowokuje i hiperbolizuje. Taki styl. Ale czy Cuban naprawdę gada wierutne bzdury? A może to tylko prowokacja?
Myślę, że nie i że kryje się za tym pewien głębszy sens. Sęk w tym, by nie interpretować zbyt przesadnie i zbyt głęboko, by nie robić odniesień do innowacji, które każą bronić Sieci jak niepodległości przed argumentem o jego martwocie. Patrząc dość powierzchownie, stanowisko Cubana mówi praktycznie tylko tyle, że internet nam powszednieje - jest częścią codziennych rytuałów coraz większej części społeczeństw(a). Z drugiej strony może przestaje być tak skutecznym wirem, który wciąga zaborczo w swój świat na wiele godzin? Część osób tego wciągania nie potrzebuje (vide osoby przytrzymujące się w Sieci symbolicznego Onetu), część świadomie zeń - w pewnym stopniu, np. po pracy - rezygnuje.
Warto rozważyć, czy nie jest tak, że internet jeszcze bardziej się nam uprzedmiotowił? Sieć i sieciowe aplikacje - zwykłe narzędzia, przedłużenia zmysłów. Jak telewizor, telefon, książka (beletrystyka, nauka, kulinaria, książka telefoniczna... najszerszy sens).
W 1996 roku William Gibson powiedział w wywiadzie dla pisemka "Salon" całkiem istotną rzecz. Wówczas wizjonerską. "Pretty soon I think there'll be people who make a living pre-surfing [the Web] for you. There's a real need for that - otherwise it becomes this monster timesink. You can just sit there forever. Looking. Looking". Jedenaście lat później tę wypowiedź można podejść z kilku stron. Po pierwsze, że może ten wsysający potwór traci z czasem swój niepohamowany magnetyzm, bo się opatrzył i wiemy, czego oczekiwać? Po drugie, że może ludzie nie mają już potrzeby tak magnetycznie garnąć się do Sieci "patrząc i patrząc", może mają lepsze zajęcia offline. Inicjatywy biznesowe online apriorycznie zakładają pewien prymat Sieci nad realem - że ciągle da się tu przyciągać ludzi. Niemal w nieskończoność... tylko komu wystarczy czasu na tysiące aktywności online?
Znamienne zresztą, że w tym roku kilku kolegów udając się na wakacje podkreśliło w swoich blogach nie tylko to, że będą niedostępni od X do Y, ale że na X dni biorą rozbrat z internetem. Niczego nikomu nie imputując, wygląda to trochę jak mała, podświadoma manifestacja. Słuszna zresztą, bo offline jest znacznie ciekawszy niż online (to wyznanie!).
Po trzecie jednak - znów będę pił do wyników Diagnozy Społecznej - może jednak osoby z cytatu Gibsona, te, które miałyby wskazywać internautom rzeczy ważne/ciekawe w Sieci, wcale nie wywodzą się z nowych kręgów, jakeśmy to sobie przyjemnie założyli? Byłoby pięknie i choć można mieć uznanie dla dziennikarstwa obywatelskiego w Sieci, można ekscytować się blogowaniem - to jednak Onet i inne portale znacznie silniej wpływają na porządek dnia (agenda setting).
I to bynajmniej nie tylko z racji swej wielkości. Ledwie miesiąc temu otrzymałem autorski egzemplarz książki "Media - między władzą a społeczeństwem" (link do księgarni wydawnictwa), gdzie znajduje się mój rozdział o blogach w kontekście dziennikarstwa obywatelskiego. Piszę głównie o realiach USA, ale zestawiam z tym Polskę i wskazuję pewne perspektywy dla niej. Powtarzamy z około pięcioletnim opóźnieniem wiele doświadczeń amerykańskich i to się zgadza - kiedy jednak myślę o Cubanie, którego przywołałem na początku, przychodzi mi do głowy jeszcze jedno. Ważne, abyśmy z równie dużym opóźnieniem nie wyciągali po Amerykanach wniosków. Zwłaszcza tych stosunkowo przykrych.
Dzisiaj jednak czytam o polskiej elektrociepłowni, która zafundowała sobie siedzibę w Second Life i jest chyba dość czytelne, co o tym myślę. Przypomina mi się zresztą Poczta Polska, która jako monopolista reklamowała się, nie wiedzieć po co ani za jak ciężkie pieniądze, na kombinezonie Adama Małysza. Tam wirtual, tutaj real - groteska ta sama.
Faktycznie powiało nudą od tego internetu.
.
Zacznijmy od tego, że Cuban nie pierwszy raz prowokuje i hiperbolizuje. Taki styl. Ale czy Cuban naprawdę gada wierutne bzdury? A może to tylko prowokacja?
Myślę, że nie i że kryje się za tym pewien głębszy sens. Sęk w tym, by nie interpretować zbyt przesadnie i zbyt głęboko, by nie robić odniesień do innowacji, które każą bronić Sieci jak niepodległości przed argumentem o jego martwocie. Patrząc dość powierzchownie, stanowisko Cubana mówi praktycznie tylko tyle, że internet nam powszednieje - jest częścią codziennych rytuałów coraz większej części społeczeństw(a). Z drugiej strony może przestaje być tak skutecznym wirem, który wciąga zaborczo w swój świat na wiele godzin? Część osób tego wciągania nie potrzebuje (vide osoby przytrzymujące się w Sieci symbolicznego Onetu), część świadomie zeń - w pewnym stopniu, np. po pracy - rezygnuje.
Warto rozważyć, czy nie jest tak, że internet jeszcze bardziej się nam uprzedmiotowił? Sieć i sieciowe aplikacje - zwykłe narzędzia, przedłużenia zmysłów. Jak telewizor, telefon, książka (beletrystyka, nauka, kulinaria, książka telefoniczna... najszerszy sens).
W 1996 roku William Gibson powiedział w wywiadzie dla pisemka "Salon" całkiem istotną rzecz. Wówczas wizjonerską. "Pretty soon I think there'll be people who make a living pre-surfing [the Web] for you. There's a real need for that - otherwise it becomes this monster timesink. You can just sit there forever. Looking. Looking". Jedenaście lat później tę wypowiedź można podejść z kilku stron. Po pierwsze, że może ten wsysający potwór traci z czasem swój niepohamowany magnetyzm, bo się opatrzył i wiemy, czego oczekiwać? Po drugie, że może ludzie nie mają już potrzeby tak magnetycznie garnąć się do Sieci "patrząc i patrząc", może mają lepsze zajęcia offline. Inicjatywy biznesowe online apriorycznie zakładają pewien prymat Sieci nad realem - że ciągle da się tu przyciągać ludzi. Niemal w nieskończoność... tylko komu wystarczy czasu na tysiące aktywności online?
Znamienne zresztą, że w tym roku kilku kolegów udając się na wakacje podkreśliło w swoich blogach nie tylko to, że będą niedostępni od X do Y, ale że na X dni biorą rozbrat z internetem. Niczego nikomu nie imputując, wygląda to trochę jak mała, podświadoma manifestacja. Słuszna zresztą, bo offline jest znacznie ciekawszy niż online (to wyznanie!).
Po trzecie jednak - znów będę pił do wyników Diagnozy Społecznej - może jednak osoby z cytatu Gibsona, te, które miałyby wskazywać internautom rzeczy ważne/ciekawe w Sieci, wcale nie wywodzą się z nowych kręgów, jakeśmy to sobie przyjemnie założyli? Byłoby pięknie i choć można mieć uznanie dla dziennikarstwa obywatelskiego w Sieci, można ekscytować się blogowaniem - to jednak Onet i inne portale znacznie silniej wpływają na porządek dnia (agenda setting).
I to bynajmniej nie tylko z racji swej wielkości. Ledwie miesiąc temu otrzymałem autorski egzemplarz książki "Media - między władzą a społeczeństwem" (link do księgarni wydawnictwa), gdzie znajduje się mój rozdział o blogach w kontekście dziennikarstwa obywatelskiego. Piszę głównie o realiach USA, ale zestawiam z tym Polskę i wskazuję pewne perspektywy dla niej. Powtarzamy z około pięcioletnim opóźnieniem wiele doświadczeń amerykańskich i to się zgadza - kiedy jednak myślę o Cubanie, którego przywołałem na początku, przychodzi mi do głowy jeszcze jedno. Ważne, abyśmy z równie dużym opóźnieniem nie wyciągali po Amerykanach wniosków. Zwłaszcza tych stosunkowo przykrych.
Dzisiaj jednak czytam o polskiej elektrociepłowni, która zafundowała sobie siedzibę w Second Life i jest chyba dość czytelne, co o tym myślę. Przypomina mi się zresztą Poczta Polska, która jako monopolista reklamowała się, nie wiedzieć po co ani za jak ciężkie pieniądze, na kombinezonie Adama Małysza. Tam wirtual, tutaj real - groteska ta sama.
Faktycznie powiało nudą od tego internetu.
.




1 Comments:
a propos gier online: http://kopalniawiedzy.pl/wiadomosc_3926.html
By
Anonimowy, at 28/8/07 23:01
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home