Program Lisa w Internecie; Dzień Jednej Wspólnej Sieci
W dwóch punktach:
1. Postaram się nie robić często cross-bloggingu, ale tym razem zachęcę na techNObloga do swojego wpisu o OneWebDay. Bo inicjatywa ciekawa i głębsza niż Dzień Bloga.
2. Jutro po godz. 18 dostępny tylko w Sieci nowy-stary program Tomasza Lisa "Co z Polską?". Z perspektywy medialnej takiego wydarzenia w naszym lokalnym światku chyba nie było. Kontynuacja programu o takiej oglądalności - tylko w Sieci! Będzie to albo zderzenie z brutalną rzeczywistością nas, zaangażowanych internautów, albo takowe zderzenie śpiących z wpisu Dominika Kaznowskiego.
Sam jestem ciekaw, czy ten program "chwyci" i kibicuję, że tak będzie. Ale... tylko częściowo. Zastanawia mnie, co będzie, jeżeli przedsięwzięcie okaże się sukcesem. Lis ekskluzywnie, wyłącznie w internecie?
Jakby to delikatnie ująć - przekonanych przekonywać nie trzeba, a dziennikarza doskonale radzącego sobie z paradoksami władzy i polityki jako takiej potrzeba nam na wizji dostępnej wszem-i-wobec. Czyli takiej, która nie jest limitowana do, mówiąc z grubsza, 40% Polaków korzystających mniej lub bardziej okazyjnie z internetu. Reasumując dywagacje na gorąco, możemy w ten sposób wygrać technologicznie, zrobić fajny i ważny krok naprzód, ale przegrać - przynajmniej tymczasowo - coś ważniejszego. Takie tam trzy grosze.
Tym niemniej obejrzę z dużą ciekawością.
.
1. Postaram się nie robić często cross-bloggingu, ale tym razem zachęcę na techNObloga do swojego wpisu o OneWebDay. Bo inicjatywa ciekawa i głębsza niż Dzień Bloga.
2. Jutro po godz. 18 dostępny tylko w Sieci nowy-stary program Tomasza Lisa "Co z Polską?". Z perspektywy medialnej takiego wydarzenia w naszym lokalnym światku chyba nie było. Kontynuacja programu o takiej oglądalności - tylko w Sieci! Będzie to albo zderzenie z brutalną rzeczywistością nas, zaangażowanych internautów, albo takowe zderzenie śpiących z wpisu Dominika Kaznowskiego.
Sam jestem ciekaw, czy ten program "chwyci" i kibicuję, że tak będzie. Ale... tylko częściowo. Zastanawia mnie, co będzie, jeżeli przedsięwzięcie okaże się sukcesem. Lis ekskluzywnie, wyłącznie w internecie?
Jakby to delikatnie ująć - przekonanych przekonywać nie trzeba, a dziennikarza doskonale radzącego sobie z paradoksami władzy i polityki jako takiej potrzeba nam na wizji dostępnej wszem-i-wobec. Czyli takiej, która nie jest limitowana do, mówiąc z grubsza, 40% Polaków korzystających mniej lub bardziej okazyjnie z internetu. Reasumując dywagacje na gorąco, możemy w ten sposób wygrać technologicznie, zrobić fajny i ważny krok naprzód, ale przegrać - przynajmniej tymczasowo - coś ważniejszego. Takie tam trzy grosze.
Tym niemniej obejrzę z dużą ciekawością.
.




0 Comments:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home