error300: multiple choices

2007/12/04

Trollowanie w realu

Olgierd Rudak słusznie pisze, że trolle szczególnie niebezpieczne to te, które przenoszą swoje trollowanie poza Sieć. Ma rację, gdy wypomina dziennikarzom żenującą już tym razem pogoń za sensacją bez elementarnego poznania faktów. Wiadomo, kontrowersja uber alles. Oto pewien pieniacz pozywa Wikipedię w absurdalnej sprawie - wcześniej zaś pozwał Olgierda, groził kilku osobom, a przy tym sam stawał przed sądem. Pieniacz próbuje pozyskać (hmm... wyłudzić?) tą drogą odszkodowania, nie podoba mu się m.in., że został nazwany w Wikipedii "trollem", o czym wspomina m.in. Anna Szulc w artykule dla "Przekroju" (z moim takim sobie "kłapem" - ostatnio wszyscy na nie narzekamy, to i ja mogę).

Odwołajmy się do mądrości zbiorowej: zainteresowani, którzy zbyt krótko są obecni w internecie mogą poszukać definicji trollingu, a następnie ocenić działalność pana pieniacza na własną rękę, dzięki przepastnym archiwom Usenetu - np. via Google - albo wycinkowo na podstawie materiałów zgromadzonych na tej stronie. No i jak, troll, czy nie troll?

* * *

W takiej sytuacji ujawnia się niestety słabość mechanizmów samoregulacji w Sieci. Dopóki operujemy np. netykietą, systemem (głównie) norm moralno-obyczajowych, a nie systemem norm prawnych z krwi i kości, dopóty będziemy narażeni na podobne przypadki, jak atak pieniacza na dobro wspólne. Tak, w wielu aspektach Wikipedia jest dobrem wspólnym, jednak teraz nie rozwinę tej kwestii.

To dla mnie bardzo smutna konkluzja, że sankcje typowe dla norm moralnych - potępianie, repulsja, stygmatyzacja, ignorowanie i inne formy wykluczania - już nie wystarczają, choć zazwyczaj doskonale się sprawdzały w kontaktach z sieciowymi trollami. Jestem zwolennikiem możliwie jak najmniejszej ingerencji prawa stanowionego w realia internetowe, bo obawiam się wylania dziecka z kąpielą i zbyt dosłownego, ignoranckiego przeniesienia rzeczywistości prawnej offline w świat online. Rozwinięcie legislacji w zakresie naszych aktywności online jest rzecz jasna niezbędne i nie do uniknięcia - przy czym mam obawy, czy w Polsce da się to dobrze zrobić już teraz. Poziom debaty związanej np. z prawem autorskim - niezrozumienie, zamknięcie na odmienne argumenty - bodaj najlepiej unaocznia moje obawy.

Warto śledzić przebieg sprawy przeciwko fundacji Wikimedia Polska, bo sądowe orzeczenie może być dla nas całkiem istotne. Mam też nadzieję, że dziennikarze jednak dostrzegą drugie dno całej tej sprawy, a także drugie oblicze pozywającego. Ich rolą jest informować - a moim zdaniem należy informować społeczeństwo również o tym, jak przez całe lata w Sieci zachowywał się pewien wyjątkowo bezczelny człowiek.

Przy okazji dziennikarze mogliby odwalić kawał solidnej roboty - opisanie w mediach, kim jest troll i dlaczego bycie trollem jest złe i godne potępienia to doskonała lekcja dla świeżych internautów. Mniej sensacji, więcej edukacji.
.

4 Comments:

  • Parę dni temu też pisałem o siebie na temat "Trolizmu". W moim przypadku zalęgła mi się taka jedna Trolica. Historia długa i smutnawa w swej wymowie.

    Zapraszam : http://fraglesi.wordpress.com/2007/12/01/smutek-w-sieci/

    By Anonymous fraglesi.eu, at 4/12/07 11:23  

  • No i inna sprawa: na ile jeden szkodliwy troll potrafi naprawdę napsuć krwi ludziom... I ile lat to już trwa!

    By Anonymous Olgierd, at 4/12/07 11:28  

  • ciekawe

    By Anonymous czytelnik, at 10/12/07 15:46  

  • tylko że jak łatwo prześledzić - kilka minut w google, jest odwrotnie, to Arnodl B. jest bezprecedensowo atakowany przez internautów m.in. olgierda i innych i nie dziwie się jego działaniom.

    By Anonymous czytelnik, at 10/12/07 15:48  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home