error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2008/02/21

Mocarstwowe podejście do Open Source

Aleksander Ponosow, nauczyciel skazany za pirackie kopie Windows i MS Office założył Rosyjskie Centrum Wolnych Technologii, a władze ponoć sprzyjają jego inicjatywie. Pisze o tym Dziennik Internautów. Innymi słowy - Rosja za Open Sourcem.

Dobrze, czy niedobrze? Oczywiście, że dobrze... jednak nie do końca. Dzięki takim działaniom idea wolnego oprogramowania będzie się szerzyć i popularyzować - ale czy przy okazji nie będzie się wulgaryzować? To trochę tak, jak z Marksem - przeciętny Polak kojarzy dziś koncepcję marksistowską z komunizmem i wyraża się o niej w dosadny sposób; dopiero studenci socjologii czy filozofii dostrzegają, że chodziło mu o coś znacznie szerszego (i że bycie marksistą nie powinno stygmatyzować, tak jak nie stygmatyzuje sympatyzowanie z Nietzschem, mimo wykorzystania jego koncepcji przez nazistów).

Zamiast się rozpisywać, zacytuję krótko za Dziennikiem Internautów: "Na konferencji prasowej Rosyjskiego Centrum Wolnych Technologii (...) nauczyciel mówił także o groźbie utraty niezależności przez Rosję, która korzysta z rozwiązań informatycznych importowanych z zachodu. W jego ocenie jest to zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju".

Chodzi właśnie o ten trop, szybko i skrupulatnie podjęty. Nie jest dobrze, gdy idea Open Source jest wykorzystywana w imię obrony wielkomocarstwowych interesów Mateczki Rosji. Z drugiej strony, nie należy się temu dziwić. Ostatecznie idea praw człowieka również się zwulgaryzowała - w takim sensie, że niektóre rządy starają się wykorzystywać NGOs do własnych celów, także propagandowych; czasami tworzą nawet marionetkowe organizacje, aby potępić politycznego konkurenta na arenie międzynarodowej.

To oczywiście nie podważa w najmniejszym stopniu sensowności działania na rzecz praw człowieka, tak jak interesy rosyjskie w OS nie podważają sensowności działań na rzecz wolnego oprogramowania. Jest to tylko ten moment, w którym Open Source - mimo woli - traci niewinność i zaczyna być wykorzystywane instrumentalnie. Autentycznie przykre, ale i świadczące o ważkości samej idei.
.

5 Comments:

  • Wolne oprogramowanie miało być zawsze wolne, bez względu na celowość użytkowania. I to jest właśnie walor tego oprogramowania. Na dobrą sprawę, jest to również sposób na hamowanie wojowniczych i imperialnych zapędów- bo jeśli mocarstwa zaczynają korzystać z wolnej technologii, muszą wiedzieć, że inne kraje również mają do niej dostęp. W dodatku, jeśli rosyjskie oprogramowanie ma być rzeczywiście wolne- nowe pomysły muszą być prezentowane całemu światu. W ten sposób wolny dostęp do wiedzy wyrównuje szanse i być może prowadzi do refleksji, zanim ktokolwiek zechce podjąć walkę (wiem, że konstruuję utopię :) ).

    I nie zgadzam się, że jakiekolwiek wykorzystanie wolnego oprogramowania miałoby być złe dla jego rozprzestrzeniania. Mnogość wykorzystań i swoboda wykorzystania jest jednym z podstawowych praw, jakie obmyślił Stallman. Dlatego lepiej w kontekście rosyjskich pomysłów wolnej technologii mówić o wolnym oprogramowaniu, a nie o open source. Bo w open source nie chodzi o wolność.

    A że wolne oprogramowanie pozwala się uniezależnić, przynajmniej w pewnym sensie, od kupowanych technologii konstruowanych przez rywali, to niezaprzeczalny fakt. I na wolne oprogramowanie stawiają również Chińczycy i wszyscy, którzy chcą być, paradoksalnie, mniej zależni od technologii Zachodu ;)

    By Blogger GDS, at 21/2/08 14:44  

  • Z tego co zrozumiałem, jemu (Rosjaninowi) chodzi właśnie o OS, nie o free software, ale mogę się mylić.

    Natomiast tutaj muszę zaoponować:

    "nie zgadzam się, że jakiekolwiek wykorzystanie wolnego oprogramowania miałoby być złe dla jego rozprzestrzeniania."

    ...bo o negatywnym wpływie "złego" wykorzystywania na rozprzestrzenianie idei nie napisałem ani go nie sugerowałem :) Podkreślam raczej, że takie wykorzystanie wolnego oprogramowania świadczy o doniosłości samej idei.

    Porównałem ją ostatecznie do praw człowieka, to chyba dostatecznie duży komplement.

    By Blogger Michał Piotr Pręgowski, at 21/2/08 16:55  

  • "bycie marksistą nie powinno stygmatyzować". Może jeszcze powinno nobilitować, wszystkich postępowych myślicieli?
    Ludzie z tego rodzaju poglądami z chęcią znacjonalizowali by ten zły Microsoft. Co?

    Lotowski

    By Anonymous Anonimowy, at 22/2/08 11:47  

  • @Lotowski - próbowałem zaznaczyć w tekście, powtórzę raz jeszcze. Marksizm to znacznie więcej niż proste (bardzo, bardzo proste) skojarzenie z komunizmem. Zrozumienie tego wymaga jednak głębszego wniknięcia w temat... a wiem, że nie każdemu się chce czytać. Pisać łatwiej... Marksowska koncepcja konfliktu społecznego - niekoniecznie sprowadzalna do konfliktu klas, dodajmy - jest jedną z klasycznych w myśli społecznej. Szokujące? Nie powinno być, kiedy mówi się o Marksie w szerokim kontekście.

    Ja wiem, hasło "marksizm" to odzew "leninizm", zwłaszcza u starszych lub... bardzo młodych osób... jednak świat nauki nie jest czarno-biały. Przepraszam za ten ton, ale nie lubię pewnej formy upraszczania. Nie sądzę, by każdy, kto uważa się za marksistę, musiał mieć ciągotki nacjonalizacyjne, tak jak miłośnik Nietzschego nie musi mieć zapędów do kształtowania w sobie ubermenscha i sympatyzować z narodowym socjalizmem.

    Czy to naprawdę nie jest czytelne?

    Dla jasności napiszę jeszcze, że nie jestem marksistą. Ale etykietka i tak pewnie gotowa. Cóż.

    Tak czy siak, dziękuję za komentarz!

    By Blogger Michał Piotr Pręgowski, at 22/2/08 12:00  

  • heh, marksista...

    By Anonymous bojek, at 22/3/08 19:14  

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home