Nie jesteś zawartością swojego bloga
Kiedyś dużą popularność zdobyło hasło you are what you eat. Potem często słyszało się, że you are not the contents of your wallet. A co powiedzielibyście na: you are not the contents of your blog?
Takie hasło przychodzi mi do głowy w kontekście Slow Blog Manifesto, do którego przedstawienia przymierzałem się tutaj od dłuższego czasu... a koniec końców przedstawiłem go na tNb.
Właściwie to nie uważam, aby problemem wielu polskich blogerów była nadproduktywność - zresztą nawet jeśli, to w pierwszej kolejności jest ona ich własnym problemem (czytelnik może machnąć ręką). Maszyneria, silnik i interfejs bloga są dla dziennikarstwa i pisania sensu largo tym, czym cyfrowe aparaty fotograficzne dla fotografii i fotografiki (nigdy nie wiem, która jest która). Tutaj każdy dostaje narzędzia, aby to robić - jeden ma więcej talentu, drugi mniej. Każdy ma natomiast z blogowania/fotografowania pewną przyjemność.
Czy ma ją także otoczenie i czy dana czynność nie jest w szerszym rozrachunku stratą czasu dla wykonującego, to zupełnie inna sprawa. Niezależnie od moich wynurzeń Slow Blog Manifesto warto przeczytać. Kilka dobrze ułożonych myśli, napisanych ładnym angielskim. Zachęcam.
...zważywszy na częstotliwość aktualizacji tego bloga: tak, przyznaję, że mnie SBM wydał się stosunkowo bliski. Ostatnimi czasy wiele tematów nie wydaje mi się wartych wpisu na tym blogu, względnie inni świetnie te tematy opisują. Nie wniósłbym na tyle dużo, aby chcieć absorbować Waszą uwagę - ale także aby chcieć spożytkować właśnie na to swój czas. Którego jest po prostu zbyt mało, choć oczywiście człowiek szczęśliwy to człowiek zajęty (urlop dopiero za chwilę).
I tym sposobem temat wyluzowanego i krytycznego podejścia do blogowania udało mi się sprowadzić do produktywności. XXI wiek jak w pysk strzelił. Żegnam na dłuższą chwilę!
.
Takie hasło przychodzi mi do głowy w kontekście Slow Blog Manifesto, do którego przedstawienia przymierzałem się tutaj od dłuższego czasu... a koniec końców przedstawiłem go na tNb.
Właściwie to nie uważam, aby problemem wielu polskich blogerów była nadproduktywność - zresztą nawet jeśli, to w pierwszej kolejności jest ona ich własnym problemem (czytelnik może machnąć ręką). Maszyneria, silnik i interfejs bloga są dla dziennikarstwa i pisania sensu largo tym, czym cyfrowe aparaty fotograficzne dla fotografii i fotografiki (nigdy nie wiem, która jest która). Tutaj każdy dostaje narzędzia, aby to robić - jeden ma więcej talentu, drugi mniej. Każdy ma natomiast z blogowania/fotografowania pewną przyjemność.
Czy ma ją także otoczenie i czy dana czynność nie jest w szerszym rozrachunku stratą czasu dla wykonującego, to zupełnie inna sprawa. Niezależnie od moich wynurzeń Slow Blog Manifesto warto przeczytać. Kilka dobrze ułożonych myśli, napisanych ładnym angielskim. Zachęcam.
...zważywszy na częstotliwość aktualizacji tego bloga: tak, przyznaję, że mnie SBM wydał się stosunkowo bliski. Ostatnimi czasy wiele tematów nie wydaje mi się wartych wpisu na tym blogu, względnie inni świetnie te tematy opisują. Nie wniósłbym na tyle dużo, aby chcieć absorbować Waszą uwagę - ale także aby chcieć spożytkować właśnie na to swój czas. Którego jest po prostu zbyt mało, choć oczywiście człowiek szczęśliwy to człowiek zajęty (urlop dopiero za chwilę).
I tym sposobem temat wyluzowanego i krytycznego podejścia do blogowania udało mi się sprowadzić do produktywności. XXI wiek jak w pysk strzelił. Żegnam na dłuższą chwilę!
.




0 Comments:
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home