error300: multiple choices

2009/02/09

Dalajlama, Twitter i niespodziewany zwrot akcji w trakcie pisania

Zacznę od tego, że niemal rok temu pisałem sceptycznie o Twitterze i jego klonach, mając zwłaszcza na uwadze polskiego Blipa. W omawianym wpisie zawarłem m.in. taką myśl:

Mikroblogging, który jest teraz ewidentnie zjawiskiem modnym i na językach, jawi mi się jak niewielki dopływ do rzeki Blog. Oba ekosystemy zamieszkują w ogromnej większości te same organizmy. Mikroblogging jest ciekawy i wart obserwacji, ale oczekiwanie, że to on wyleje nagle do rzeki Głównej i zmieni ją dramatycznie, jest oczekiwaniem nazbyt optymistycznym.

Nadal nie jestem pewien, czy mikroblogi mają bardzo duży potencjał wpływania na życie społeczne. Dla jasności: przydatności twitteroidów w social networkingu nie neguję, podobnie nic mi do towarzyskiego charakteru blipowania czy "ćwierkania". Nie jestem i chyba nigdy nie będę fanem tej formy komunikacji, ale dostrzegłem w niej także bardziej praktyczne, mniej towarzyskie, aspekty. Jego egzemplifikacją może być np. pojawienie się na Twitterze w minioną sobotę konta Biura Jego Świątobliwości Dalajlamy (OHHDL).

Chodzi o informacyjno-aktywizujące wykorzystanie mikroblogów, które jeszcze do niedawna było - wedle mojej wiedzy - zdecydowanie rzadkością. Wyłączam z tego autopromocyjne linkowanie do własnych wpisów na "dużych" blogach/serwisach (niezależnie od tego, czy linka wyćwierkuje Michael Arrington, czy blipuje go z siebie Jaś Kowalski). O informacyjnym wykorzystaniu Twittera - i to konkretnie jego właśnie - zaczęło być głośno pod koniec kampanii prezydenckiej w USA. Warto dodać, że konto twitterowe Baracka Obamy nadal funkcjonuje, ale obecnie wpisy są rzadkością (zaledwie dwa od 5.11.2008 do dziś). Co z jednej strony było do przewidzenia, a z drugiej niekoniecznie, bo w publikacjach o "Obamie w Sieci" - cytowałem ostatnio - wyrażano oczekiwanie, że jego sztab nadal będzie mikroblogować. Póki co więcej w tym jednak public relations niż smart mobs.

W przypadku Dalajlamy (tj. Biura tegoż) jest o tyle ciekawiej, że sprawa, o którą walczy, nie ma łatwo osiągalnego celu i będzie trwać bardzo długo. W ciągu dwóch dni od założenia profilu na Twitterze,OHHDL zgromadziło ponad 20 tys. subskrybentów. Jej wymiar jest dla wielu wyjątkowy, a bezsprzecznie międzynarodowy. Warto zatem obserwować ćwierkanie Biura i odzew na nie, a także pojawianie się podobnych, zaangażowanych profili. Przede wszystkim zaś nie wiemy jeszcze, o czym i jak będzie owo Biuro ćwierkać.

* * *

Aktualizacja z ostatniej chwili (18:50). Wpis powstawał na raty, właśnie chciałem sprawdzić najnowszy twitt od Dalajlamy, a tu informacja: that page doesn't exist. Chyba pierwszy raz zdarza mi się pisać o czymś nieefemerycznym, co jednak znika w trakcie procesu twórczego ;)

Wyszukiwanie "OHHDL" w Google pokazuje oczywiście, że konto istniało, pisał też o nim m.in.
The Blog Herald. Co się stało?

Update 2 (18:55). Wszystko staje się jasne z minuty na minutę (cały Twitter). Cytuję Caroline, pracownicę Twittera:
everyone who's wondering why @ohhdl was suspended. the official ohhdl in dharamsala, india informed us that @ohhdl is an impersonator. sorry

Takie zagrożenia na Twitterze to temat na osobny wpis (a jednocześnie poważny mankament obecnych mikroblogów). Cóż, w takim razie pozostaje mi tylko John Cleese. Autentyczny.

0 Comments:

Prześlij komentarz

Links to this post:

Utwórz link

<< Home