Twitterowo
Kontrowersje powyborcze w Iranie zwróciły uwagę mainstreamu na Twittera, ale naturalnie po chwili sensacji temat przycichł. Teraz wraca, bo dziennikarze sportowi połapali się, że tą drogą można dotrzeć do ciekawych wiadomości, często z potencjałem na scoop. Kiedy jednak dołączają do tego pretensjonalne i nieprawdziwe tytuły, mam ochotę wyjść z kina (że pojadę Mamoniem). Może już pora na medialne refleksje, ale nie tak płytkie?
Używałem krótko Twittera, ale przestałem - po czym półtora tygodnia temu doszło do resuscytacji. Parę razy wspominałem już o swojej pozazawodowej pasji, hokeju na lodzie. Twitter okazał się najszybszym źródłem informacji przed niedawnym draftem, no i przed 1 lipca (swego czasu udało mi się podpuścić bliską osobę, że coroczna impreza w ambasadzie kanadyjskiej jest organizowana z powodu otwarcia okna transferowego, a nie Dnia Kanady).
Tyle, że za kilka dni znów z Twittera wysiądę. Karty zostaną rozdane, emocje opadną, niewiele ciekawego - w tym konkretnym światku - będzie się działo aż do października. Oto właśnie Twitter dla mnie. Tryb głównie odbiorczy, nie nadawczy, plus użyteczność przez kilka dni w roku.
Wspomniałem już, że korzystałem z Twittera wcześniej. Dziesiątki feedów ze światka akademicko-naukowo-medialnego... i chaos, bo aby to wszystko ogarnąć, potrzebowałbym zbyt wiele czasu. Narkotyzująca dysfunkcja 2.0. Nie przekonał mnie Twitter for busy people. Mikroblog poszedł w odstawkę, ale dzięki temu zmobilizowałem się, by uporządkować i rozbudować bazę wiedzy zakotwiczoną w iGoogle'u. Jest pięknie. A na potrzeby hokejowe założyłem w Ćwierkaczu osobne konto.
Pasywny tryb korzystania z Twittera - bez potrzeby nadawania własnych komunikatów, zwłaszcza tych banalnych, które tak ekscytują dziennikarzy - jest zresztą ciekawym tematem osobnych rozważań.
Na marginesie. "Ćwierkający" dziennikarze też paplają o niczym, czasem też coś przypadkowo chlapną:
(Mikołaju, dziennikarze polityczni powinni szczególnie starać się przestrzegać zasad państwa prawa i przepisów, nawet tych najbardziej bzdetnych. Wy też jesteście odpowiedzialni za dawanie przykładu. Ale wiem, parkowanie w Śródmieściu w strefie tylko dla mieszkańców to drobiazg... Kogo by to obchodziło? Zresztą kto wie, może to nawet dowód zaradności? Prawda?)
I rzecz ostatnia. Twitterowe konta zwierząt domowych.
Nie wzbudzają mojego zdziwienia tradycyjne blogi, których głównymi bohaterami są psiaki czy koty i ich przygody (nie zawsze szczęśliwe), dokumentowane przez właścicieli. Często są zresztą bardzo ciekawym źródłem informacji. Fotoblogi nie dziwią mnie tym bardziej. Natomiast konta twitterowe zwierząt domowych, pisane w pierwszej osobie, budzą - przyznaję - moje lekkie zdezorientowanie.
Burt The Dog "pisze" nam i/lub swojemu panu, zapewne własnymi rękami tegoż:
Używałem krótko Twittera, ale przestałem - po czym półtora tygodnia temu doszło do resuscytacji. Parę razy wspominałem już o swojej pozazawodowej pasji, hokeju na lodzie. Twitter okazał się najszybszym źródłem informacji przed niedawnym draftem, no i przed 1 lipca (swego czasu udało mi się podpuścić bliską osobę, że coroczna impreza w ambasadzie kanadyjskiej jest organizowana z powodu otwarcia okna transferowego, a nie Dnia Kanady).
Tyle, że za kilka dni znów z Twittera wysiądę. Karty zostaną rozdane, emocje opadną, niewiele ciekawego - w tym konkretnym światku - będzie się działo aż do października. Oto właśnie Twitter dla mnie. Tryb głównie odbiorczy, nie nadawczy, plus użyteczność przez kilka dni w roku.
Wspomniałem już, że korzystałem z Twittera wcześniej. Dziesiątki feedów ze światka akademicko-naukowo-medialnego... i chaos, bo aby to wszystko ogarnąć, potrzebowałbym zbyt wiele czasu. Narkotyzująca dysfunkcja 2.0. Nie przekonał mnie Twitter for busy people. Mikroblog poszedł w odstawkę, ale dzięki temu zmobilizowałem się, by uporządkować i rozbudować bazę wiedzy zakotwiczoną w iGoogle'u. Jest pięknie. A na potrzeby hokejowe założyłem w Ćwierkaczu osobne konto.
Pasywny tryb korzystania z Twittera - bez potrzeby nadawania własnych komunikatów, zwłaszcza tych banalnych, które tak ekscytują dziennikarzy - jest zresztą ciekawym tematem osobnych rozważań.
* * *
Na marginesie. "Ćwierkający" dziennikarze też paplają o niczym, czasem też coś przypadkowo chlapną:
(1) Coś pękło, coś się skończyło. Koniec darmowego parkowania w pobliżu Sejmu... Ech.
(2) jak to? dzisiaj parkowałem tam gdzie najczesciej i to za darmo:) krótki spacerek via park i Sejm:)
(Mikołaju, dziennikarze polityczni powinni szczególnie starać się przestrzegać zasad państwa prawa i przepisów, nawet tych najbardziej bzdetnych. Wy też jesteście odpowiedzialni za dawanie przykładu. Ale wiem, parkowanie w Śródmieściu w strefie tylko dla mieszkańców to drobiazg... Kogo by to obchodziło? Zresztą kto wie, może to nawet dowód zaradności? Prawda?)
I rzecz ostatnia. Twitterowe konta zwierząt domowych.
Nie wzbudzają mojego zdziwienia tradycyjne blogi, których głównymi bohaterami są psiaki czy koty i ich przygody (nie zawsze szczęśliwe), dokumentowane przez właścicieli. Często są zresztą bardzo ciekawym źródłem informacji. Fotoblogi nie dziwią mnie tym bardziej. Natomiast konta twitterowe zwierząt domowych, pisane w pierwszej osobie, budzą - przyznaję - moje lekkie zdezorientowanie.
Burt The Dog "pisze" nam i/lub swojemu panu, zapewne własnymi rękami tegoż:
I turn 9 tomorrow! Happy "Burtday" to me.Takich profili jest znacznie więcej. Wydaje mi się, że to ciekawy temat do analizy dla psychologów. I oczywiście dla dziennikarzy. W końcu temat w sam raz na "jedynkę" Faktu, Super Expressu i Gazeta.pl. There, I said it.
Come home. I need to go out!!
Just so "Bolt" for the first time if you ask me that dog is cool and he is a corgi! If I jumped in flour I could do that part.




4 Comments:
Od tygodnia mam konto na Twitterze, na razie jestem na etapie zrozumienia slangu i zasad redagowania poszczególnych hm komentarzy + oczywiście ilość interesujących informacji, która jest publikowana w ten sposób - przytłacza.
By
mw, at 3/7/09 15:17
Z 2 strony jako źródło tego co w prasie (obcojęzycznej) podoba mi się bardziej, niż RSS.
Przebijać się przez strony NYT, Guardiana, Wired, etc. etc. nigdy mi się nie chciało, RSS też są mniej czytelne (jest tam za dużo informacji).
A na Twitterze -- w sam raz, żeby rzucić okiem na nagłówki i wiedzieć czy ma się ochotę poczytać więcej.
By
Olgierd, at 3/7/09 16:15
Olgierd, w takim np. iGoogle czy Netvibes pokazują Ci się tytuły, które rozwijasz. Tytuł i lead właściwie wystarczają, żeby się zorientować, a to więcej wiedzy niż w 140 znakach na Twitterze...
No i to, co pisze Marcin - ilość interesujących informacji przytłacza. To nie moja fanaberia, że hokejowe konto jest osobno. Przy 40-50 feedach nie dało się tego połączyć. Chaos.
By
MPP, at 3/7/09 16:48
Akurat jeśli chodzi o czasożerność mikroblogów to mówimy chyba jednym głosem. :-)
Mi do tego nie podoba się charakter wpisów - natychmiastowe, ulotne i zwykle nieważne pięć minut później. A co za tym idzie, konieczność śledzenia na bieżąco wpisów, lub porzucenie w niepamięć lwiej części z nich. Jakoś mi się ten tryb nie podoba, więc poświęciłem te 10-20% wartościowych "tweetów" rezygnując z całości.
Możliwe, że kiedyś powstanie twitter-filtered-to-only-important-stuff.com ;)
By
Maciej Łebkowski, at 3/7/09 22:19
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home