Kazik nie rozumie
Kazik jest zły, że najnowsza płyta Kultu wyciekła do Sieci przed premierą. Pomstuje jednak nie na tych, którzy do wycieku doprowadzili, ale przede wszystkim na tych, którzy na wycieku mogą w ten czy inny sposób skorzystać.
Tymi słowami Kazik zwrócił się do użytkowników oficjalnego Kultowego forum internetowego. Czyli, z grubsza, do części najbardziej oddanych fanów, takich, którzy są skłonni poświęcić wiele czasu na dyskusje o Kulcie i Kaziku właśnie.
Efektowne harakiri.
Kazik nie rozumie, że myli pojęcia. A szkoda. Mniejsza już o przykłady Nine Inch Nails czy Radiohead - od kilku lat dziesiątki tysięcy kapel udostępniają swoje nagrania na MySpace. Więksi i mniejsi, znani i nieznani. Nie każdy musi chcieć, świętym prawem Kazika jest odmówić profilu Kultu na MySpace i czekać na dzień premiery z udostępnieniem nowych utworów. Podobnie jego świętym prawem jest cieszyć się z rychłych, uroczystych "narodzin nowego dziecka". I wreszcie, jego prawem jest czuć się źle z tym, że płyta wyciekła do Sieci.
Ale Kazik odreagowuje w najgorszy możliwy sposób, wyzywając fanów "na zabój" od najgorszych. Ludzi, dla których Kult to coś więcej i co do których można mieć niemal pewność, że kupią oryginalne CD w pierwszym tygodniu od oficjalnej premiery. O ile nie w samym jej dniu.
Wielu urażonych forumowiczów skomentowało wypowiedź Kazika tak, jak się domyślamy. Że dostali w twarz, że posłuchać ulubionego zespołu przed premierą to nic złego - że to piękna niespodzianka. Świetny bonus, który niczego nie odbierze artystom, bo prawdziwi fani na płytę pieniądze i tak gorliwie wysupłają. I na pozostałe płyty. I na koncerty. I na koszulki też.
O zmianie modelu zarobkowania na muzyce - koncerty znacznie ważniejsze od płyt, płyty jako promocja - nie chcę pisać. Powiedzmy, że nie każdy artysta musi to czuć. Zwłaszcza nieco starszy.
Martwi mnie może coś innego. Kazik z pozoru stawia ludzi na baczność, wzywając - obcesowo, ale takie czasy - do zachowań jednoznacznych moralnie. Kreśli czytelny obrazek: to zachowanie jest właściwe i dobre, to jest nieetyczne i chamskie. Niestety nie ma łatwych odpowiedzi na dwuznaczne pytania. W latach 70. i 80. Kazik sam przywoził z Zachodu płyty winylowe i kopiował znajomym na kasety, o czym wielokrotnie wspominał w wywiadach. Sam też korzystał z takich środków. Takie były czasy, tak się ówczesna młodzież inspirowała muzycznie.
Kazik sam schylił się po kradzione, kim więc jest, w jego własnych słowach?
Ktoś mógłby przywołać argument o ówczesnej biedzie i o żelaznej kurtynie. Jednakże zgodnie z rozumowaniem Kazika, kradzież jest kradzieżą i kropka - niezależnie od okoliczności. Imperatyw moralny, czysty Kant. Jeżeli młody człowiek, który posłucha płyty przed premierą jest dla Kazika ladacznicą, to dawni, młodzi członkowie Kultu (czy też Polandu), inspirujący się z kopiowanych za PRL-u kaset też nimi byli.
Sęk w tym, że nikt z nich nie zasługuje na tak ostre słowa. Kazik w ostatnim czasie popełnia sporo błędów, zwłaszcza pozascenicznych. Za problem alkoholowy potrafił przeprosić, może przeprosi i za obrażenie wiernych fanów? Póki co niestety się pogrąża - dzisiaj skasował swój profil na forum Kultu i grozi odgórną likwidacją społeczności.
Niedzisiejsze to i smutne.
Złodziej jest złodziejem i na to nie ma wpływu, zresztą i tak wkrótce go dopadniemy. Ale każdy, kto się schylił po kradzione, jest dla mnie kurwą marną.
Tymi słowami Kazik zwrócił się do użytkowników oficjalnego Kultowego forum internetowego. Czyli, z grubsza, do części najbardziej oddanych fanów, takich, którzy są skłonni poświęcić wiele czasu na dyskusje o Kulcie i Kaziku właśnie.
Efektowne harakiri.
Kazik nie rozumie, że myli pojęcia. A szkoda. Mniejsza już o przykłady Nine Inch Nails czy Radiohead - od kilku lat dziesiątki tysięcy kapel udostępniają swoje nagrania na MySpace. Więksi i mniejsi, znani i nieznani. Nie każdy musi chcieć, świętym prawem Kazika jest odmówić profilu Kultu na MySpace i czekać na dzień premiery z udostępnieniem nowych utworów. Podobnie jego świętym prawem jest cieszyć się z rychłych, uroczystych "narodzin nowego dziecka". I wreszcie, jego prawem jest czuć się źle z tym, że płyta wyciekła do Sieci.
Ale Kazik odreagowuje w najgorszy możliwy sposób, wyzywając fanów "na zabój" od najgorszych. Ludzi, dla których Kult to coś więcej i co do których można mieć niemal pewność, że kupią oryginalne CD w pierwszym tygodniu od oficjalnej premiery. O ile nie w samym jej dniu.
Wielu urażonych forumowiczów skomentowało wypowiedź Kazika tak, jak się domyślamy. Że dostali w twarz, że posłuchać ulubionego zespołu przed premierą to nic złego - że to piękna niespodzianka. Świetny bonus, który niczego nie odbierze artystom, bo prawdziwi fani na płytę pieniądze i tak gorliwie wysupłają. I na pozostałe płyty. I na koncerty. I na koszulki też.
O zmianie modelu zarobkowania na muzyce - koncerty znacznie ważniejsze od płyt, płyty jako promocja - nie chcę pisać. Powiedzmy, że nie każdy artysta musi to czuć. Zwłaszcza nieco starszy.
Martwi mnie może coś innego. Kazik z pozoru stawia ludzi na baczność, wzywając - obcesowo, ale takie czasy - do zachowań jednoznacznych moralnie. Kreśli czytelny obrazek: to zachowanie jest właściwe i dobre, to jest nieetyczne i chamskie. Niestety nie ma łatwych odpowiedzi na dwuznaczne pytania. W latach 70. i 80. Kazik sam przywoził z Zachodu płyty winylowe i kopiował znajomym na kasety, o czym wielokrotnie wspominał w wywiadach. Sam też korzystał z takich środków. Takie były czasy, tak się ówczesna młodzież inspirowała muzycznie.
Kazik sam schylił się po kradzione, kim więc jest, w jego własnych słowach?
Ktoś mógłby przywołać argument o ówczesnej biedzie i o żelaznej kurtynie. Jednakże zgodnie z rozumowaniem Kazika, kradzież jest kradzieżą i kropka - niezależnie od okoliczności. Imperatyw moralny, czysty Kant. Jeżeli młody człowiek, który posłucha płyty przed premierą jest dla Kazika ladacznicą, to dawni, młodzi członkowie Kultu (czy też Polandu), inspirujący się z kopiowanych za PRL-u kaset też nimi byli.
Sęk w tym, że nikt z nich nie zasługuje na tak ostre słowa. Kazik w ostatnim czasie popełnia sporo błędów, zwłaszcza pozascenicznych. Za problem alkoholowy potrafił przeprosić, może przeprosi i za obrażenie wiernych fanów? Póki co niestety się pogrąża - dzisiaj skasował swój profil na forum Kultu i grozi odgórną likwidacją społeczności.
Niedzisiejsze to i smutne.




3 Comments:
Masz rację. Ja sam niejednokrotnie kupowałem oryginalna płytę niedługo po jej ściągnięciu - ba, czasami kupowałem ją tylko dlatego, że wcześniej przesłuchałem kopii z torrentów.
Nie wszyscy na pewno tak robią, ale jest całkiem pokaźna grupa ludzi, która ściąga - a potem kupuje, a walka przeciwko nim najszybciej zaszkodzi twórcom.
By
Mateusz, at 22/9/09 12:24
porównanie z PRLem nie jest dokładną analogią. Wtedy kupić jakąś zachodnią płytę, było często niemożliwe. Choć ludzie tego pragnęli.
Dzisiaj ludzie mają wszystko na wyciągnięcie ręki (lub trzeba trochę poczekać - jak na nową płytę Kazika), ale wybierają i tak kradzione. Bo jest szybciej i taniej.
Dlatego złodziejstwo w internecie jest nadal złodziejstwem i tego się nie zmieni zaklinając rzeczywistość i mówiąc, że "inni to pozwalają ściągać jak Nine Inch Nails..."
Prawo polskie dopuszcza możliwość użycia dzieła bez zgody autora, jeśli dotarcie do niego jest niemożliwe lub bardzo utrudnione. Taka sytuacja panowała w PRL.
By
Anonimowy, at 6/11/09 14:31
Cześć, Anonimowy ;) Niestety życie nie jest takie, jak chciałby pewien prezes i ekspremier. Że białe jest białe, a czarne jest czarne. Piję do złodziejstwa w internecie. I do "pozwalania ściągać", które to stwierdzenie także jest zbytnim uproszczeniem.
By
MPP, at 6/11/09 19:15
Prześlij komentarz
Links to this post:
Utwórz link
<< Home