Kto mówi prawdę?
"W długim raporcie próbuje się też rozliczyć dziennik 'New Orleans Times-Picayune', jedno z najlepszych źródeł informacji o tym, co dzieje się w mieście. Naczelny gazety stwierdził, że choć nie ma usprawiedliwienia dla nierzetelności dziennikarskiej, do wszystkiego przyczynił się brak łączności telefonicznej (informacji nie dawało się sprawdzić), oraz nadmierne dawanie wiary miejscowym urzędnikom opowiadającym rzeczy jeszcze bardziej wstrząsające niż rozhisteryzowani uchodźcy."
Właściwie nie wiadomo, czy człowiek powinien bardziej czuć się zażenowany nierzetelnością dziennikarską w kraju, który wyznaczał standardy zawodu, czy może tym, że rozhisteryzowani uchodźcy nie zdają się być najlepszym źródłem makabrycznych plotek. Co prawda trzeba by tu wejść nie tylko w psychologię, ale i w kulturoznawstwo, niemniej na zdrowy rozum trudno dać wiarę nadspodziewanie jednogłośnym mediom amerykańskim i kompletnie zanegować internetowe relacje zwykłych ludzi, dotkniętych kataklizmem.
Zdrowy rozsądek każe dać większą wiarę tym, którzy potracili cały dobytek niż prasie, której nadrzędnym celem - w odpowiedzialnym państwie - musi być ochrona wizerunku kraju w sytuacji kryzysowej. Skąd wpis? Stąd, że naturalnie wszystko rozbija się o Internet; gdyby nie on, pewnie przyjęlibyśmy deklaracje prasowe za fakt. Kto jednak miał okazję ogarnąć *ilość* internetowych zeznań naocznych świadków (blogi, vlogi, serwisy), ten nie przejdzie wobec medialnej deklaracji bezkrytycznie. Myślę, że tak manifestuje się amerykańskim autorytetom widmo piątej władzy.
error300.org







