W Ameryce Północnej ostatnim krzykiem cybermody jest
lifehacking, czyli na dłuższą metę - sposoby na ułatwianie sobie życia. Życia na wielu płaszczyznach dodajmy, bo choć zaczęło się od iPodów, to dziś "hakowanie życia" dotyczy niemal wszystkiego. Chcesz usprawnić Windowsa? Nie ma sprawy. Nie wiesz jak obsługiwać nowego iPoda 5G bez iTunes, a chciałbyś móc wgrywać doń podcasty i filmy? Zaraz ci pomożemy. Nurtuje cię, jaki sen jest najbardziej efektywny? No problem. A może nie wiesz też, która pora roku jest najlepsza na zakup sprzętu AGD, a która na zakup zabawek? Chwileczkę, zaraz będzie odpowiedź.
Złośliwie można by powiedzieć, że
lifehacking to taki usieciowiony Adam Słodowy w tysiącach osób - i będzie w tym trochę racji. Niektóre porady publikowane lub linkowane przez
Lifehacker.com i
lifehack.org faktycznie są trywialne. To jednak zdecydowana mniejszość. Większość porad ma znaczenie, jest poważna i z pewnością pomaga ludziom w życiu. Nic dziwnego, że Amerykanie tak chętnie zajmują się
lifehackingiem, a zjawisko dostrzegła plejada anglojęzycznych periodyków. Lifehacker.com był polecany m.in. w takich tytułach, jak "The Wall Street Journal", "Guardian", "Time" czy "Forbes". Nośność zjawiska i opisującego je słowa została dostrzeżona także przez mądre językoznawcze głowy z Oxfordu, o czym pisałem na początku stycznia.
Lifehack został nominowany do
słowa roku 2005 w języku angielskim przez redaktorów New Oxford Dictionary.
Dla mnie
lifehacking jest zjawiskiem arcyciekawym z kilku względów, bynajmniej nie dlatego, że dostrzegły go media. Najważniejszy powód: chociaż
lifehacking ma charakter masowy i stało się ewidentnie modą, wyrasta z idei przyświecających prawdziwemu hakingowi. Jak pisał
ESR w "How To Become A Hacker":
"Hackers solve problems and build things, and they believe in freedom and voluntary mutual help". I to się akuratnie przekłada na temat dzisiejszego wpisu, przy zachowaniu pewnych proporcji oczywiście.
Lifehacking działa na zupełnie innej płaszczyźnie, ale zasadnicza idea jest taka sama, jak w przypadku hakingu.
Więcej na ten temat na razie się nie rozpiszę - dłuższy tekst ma się ukazać w drugim tegorocznym numerze "hakin9u", który ukaże się bodaj w marcu.
***
P.S. Europa
lifehackingu praktycznie nie zna. A na pewno nie zna go Polska. Warto zadać więc pytanie, kiedy pozna...
P.P.S. Nie mam pomysłu na nośne polskojęzyczne tłumaczenie terminu. Połowiczne spolszczenie (
lifehaking) to koszmar, a hakowanie życia brzmi cokolwiek dziwnie. Póki co używam więc słowa angielskiego.