error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2006/04/29

Google vs. Microsoft, runda pierwsza

Na drugim blogu tonida - ten to ma zdrowie - przeczytałem o Explorer Destroyer, czyli inicjatywie Google'a skierowanej wprost przeciwko Microsoftowi. Pierwsze poważne, ale nieuniknione przecież, starcie gigantów. Trzeba powiedzieć, że w pierwszej (ponoć nie tak znów ostatnio rozpoczętej) rundzie jest to mocny cios Lou Savarese. Chyba nie mam ochoty rozważać aspektów moralnych, taktycznych i innych związanych z korzystaniem z Explorer Destroyera - na pewno jednak nie podoba mi się przekaz zawarty na stronie tej inicjatywy. Jest sekciarski.

Bardziej interesuje mnie, w jaki sposób odpowie Microsoft. Może się bowiem okazać, że po benedyktyńsku siądzie do pracy i po prostu wyskoczy z jakimś nowym produktem. Być może bardzo dobrym, a być może bardzo dobrym tylko w przekonaniu Microsoftu. Stawiam, że tak właśnie będzie, co nie znaczy, że taka decyzja (milczenie) mu się przysłuży. Chyba jednak ucieszyłbym się, gdyby Gates i spółka wytknęli w podobnej kampanii hipokryzję Google'a. Siła przekazu duża, dużo osób mogłoby usłyszeć o "don't be evil" i stosowaniu tego w praktyce. Czasami bowiem Google przypomina mi obecną koalicję rządzącą w Polsce, ale to już temat na osobny blog. Którego w przeciwieństwie do mojego Przyjaciela - nie założę :)

2006/04/28

Korporacyjnym blogożercom mówimy "nie"?

Pojawił się kolejny tekst o reklamach na blogach (i nie tylko) - tym razem w "Wyborczej" (przedruk na Gazeta.pl tutaj). Fajny, bo rzeczowy, to znaczy nikt nie sili się na demaskatorskie pseudowywody o etyce i moralności, jak już to drzewiej w niektórych publikacjach bywało. Tu mamy podejście biznesowe, które warto znać, bo ta wiedza jest w naszym interesie.

Wpis ten jednak poświęcam inicjatywie zgoła odwrotnej - chodzi o akcję Ad-Free Blog. Niektórzy rodzimi blogerzy już do niej dołączyli. Poniżej grafika.


Mówimy o takiej oto manifestacji:

"By using this icon on my website I am stating...

1. That I am opposed to the use of corporate advertising on blogs.
2. That I feel the use of corporate advertising on blogs devalues the medium.
3. That I do not accept money in return for advertising space on my blog.

signed, the author"

Można manifestować na kilka sposobów, również np. wybierając domenę "org", z definicji niekomercyjną. Ale też Ad-Free Blog zdaje się być całkiem w porządku.

2006/04/25

Blogi według "Wprost"

We "Wprost" ciekawy artykuł o blogach. Ciekawy, bo wart dyskusji albo przynajmniej paru słów komentarza.

Po pierwsze, pan Wiesław co do zasady się nie myli - większość polskich blogów oferuje taką jakość, jaką wskazał w tym tekście. Przy czym w żadnym wypadku nie jest to specyfika polska. Wracając jednak do Polski: Alek i Justyna (a także Kaye) przeprowadzili pod koniec 2003/na początku 2004 roku badanie polskich blogów (w domenie blog.pl); zgodnie z wynikami ok. 92% tychże miało wówczas charakter pamiętnikarski. Czyli bliski wynurzeniom, które cytował obszernie pan Kot.

Po drugie, nawet jeśli nie podnosić argumentu, że dwa lata w Sieci to bardzo długo, warto pamiętać o specjalizacji blogów, jaka w polskiej blogosferze ma miejsce teraz. Wspominałem o tym niedawno. Po trzecie, nawet to nie zmienia jednak istoty rzeczy, bo większość (%) blogów dalej będzie słaba merytorycznie. Tyle, że pan Wiesław, świadomie czy nie, dokonuje jednak nadużycia zrównując ilość z jakością. Dzieje się tak dlatego, że w tekście nie ma przykładów pozytywnych (o których istnieniu czytelników przekonywać nie muszę; o przekonywaniu jeszcze na koniec). Jeżeli nawet 9 na 10 blogów jest bez większej społecznej wartości, ciągle pozostaje ten jeden, który warto przeczytać. I w tekście należało o tym, dla rzetelności, wspomnieć. Gdyby bowiem bawić się w jakąś tam analogię, bloger mógłby napisać o żenującym poziomie polskiego dziennikarstwa popierając swoją tezę relacjami z tej prasy, której nakłady są w tym kraju najwyższe ("Fakt" plus kolorowa prasa kobieca, zwłaszcza niższego lotu). Idiotyczne? Oczywiście. Upraszcza temat, w jakimś sensie manipuluje? No pewnie.

Po czwarte, wedle pewnych spiskowych założeń można by sobie przyjąć, że prześmiewczy ton wypowiedzi na temat blogów to sposób dziennikarzy na "eliminowanie konkurencji". Podkreślę, że dla mnie to czysta hipoteza, nie wierzę, by dotyczyło to przypadku "Wprost". Wiesław Kot jest krytykiem, nieprzywykłym według mnie do obiektywizacji wydarzeń - opisuje rzecz tak, jak sam ją ocenia, nie starając się weryfikować faktów. Bynajmniej go to nie broni. Z drugiej strony jednak, mówiąc o "konkurencji", trzeba przyznać jedno - nam, polskim blogerom, brakuje pierwszego medialnego sukcesu, jakiejś wydobytej afery, sensacyjnej wiadomości, itd. W Stanach Zjednoczonych zostało to już gruntownie przerobione (znowuż coś, o czym wspominałem w przeszłości).

Przykre w tym wszystkim jest coś innego. W przypadku tekstu pana Kota i wszelkich ewentualnych komentarzy w blogosferze konstatacja będzie taka: no, to sobie pogadali. Kot do swoich czytelników, blogerzy do swoich. Czytelnicy Kota, którzy nie znają blogów, zapewne się uprzedzą. Ci, którzy blogi znają, czytują albo nawet prowadzą - po przeczytaniu tekstu raczej pokręcą głową z mniej lub bardziej pobłażliwym uśmiechem. Czytelnicy blogów tematycznych zrobią to samo.

Z jedną różnicą - Kot pisze do obu publiczności, ja do jednej. W efekcie biję nieco głową w mur, przekonując już przekonanych. Chociaż w tym przypadku Paryż wart jest mszy...
.

2006/04/12

Pierwszy, pierwsza, pierwsze

Podczas konferencji "Media a polityka" w Rzeszowie (6-7.04) miałem okazję mówić parę słów o blogach i ich związkach z dziennikarstwem obywatelskim. Niejako przy okazji pozbierałem trochę informacji z krótkiej historii blogowania. Pomyślałem, że warto wrzucić je tutaj:

  • powstanie pierwszego "bloga" - zasadniczo 1995, ale amatorzy mogą próbować szukać głębiej;
  • praprzodek serwisu blogowego - Open Pages, serwis dla scribe tribe, 1996;
  • powstanie terminu weblog - Jorn Barger na Robot Wisdom, 1997;
  • skrócenie powyższego do blog - Peter Merholz, który wspomina ów fakt tutaj, 1999;
  • pierwszy faktyczny serwis blogowy na świecie - Pitas, 1999;
  • pierwszy polski serwis blogowy - nlog.org, 2000;
  • pierwszy poważny etap specjalizacji blogów (wyjście z cienia "pamiętników sieciowych") - Stany Zjednoczone po 11 września 2001 r.;
  • symboliczne językoznawcze usankcjonowanie terminu weblog - 2003, wpis do Oxford English Dictionary;
  • pierwsza książka na podstawie bloga - Salam Pax, "Blog z Bagdadu" (także w Polsce, brawo Helion), 2003;
  • pierwszy bloger-korespondent wojenny, utrzymywany zresztą przez czytelników - Chris Allbritton w Iraku, od 2002 (do dziś);
  • pierwszy blog głowy państwa - Royal Messages Norodoma Sihanouka, Króla Ojca Kambodży (od 2004 r. formalnie po abdykacji), prowadzony od lat 2002-2003 (brak jednak dostępu do notatek z tego czasu). Jak tak poczytać, to jest to również ciekawy przykład "marketingu politycznego";
  • pierwsza afera wydobyta na światło dzienne dzięki blogom - Rathergate, 2004 (historia tutaj);
  • prawdopodobnie pierwszy blog polskiego polityka - Ryszard Czarnecki, maj 2004;
  • pierwsze sto milionów (100,000,000) blogów na świecie - październik 2005, zgodnie z wyliczeniami The Blog Herald (aby wyrobić sobie pogląd, warto poczytać komentarze);
  • prawdopodobnie pierwszy polski blog regularnie eksponowany w tradycyjnym medium: BlogFM, w radiu Tok FM od marca 2006.

W dwóch przypadkach pozwoliłem sobie na "prawdopodobnie", bo mimo weryfikowania nie mam pewności (a czasu brak, by weryfikować dalej). Zresztą i tak chyba pora się w tym wyliczaniu zatrzymać - na razie wystarczy :)

* * *

P.S. Moje rzeszowskie wystąpienie zbiegło się w czasie z wydaniem pierwszej polskiej książki o dziennikarstwie internetowym. Sprawa świeżutka, marzec 2006. Mam, czeka w kolejce, przeczytam, napiszę co myślę.

2006/04/03

Apple: historia lubi się powtarzać?

Apple ma trzydzieści lat, co obtrąbiły niedawno liczne media. Raportowanie samego faktu, mimo sympatii dla Jabłuszek, uznałem za niecelowe. Ciekawsze będzie spojrzenie na 30 lat tradycji produktów firmy - możliwe dzięki specjalnej sekcji w sieciowym Wired albo rozbudowanemu serwisowi Apple History.



W historii firmy było kilka kamieni milowych. W ostatnich latach największym było wypuszczenie na rynek pierwszych iPodów (październik 2001), zrewolucjonizowanie sposobu myślenia o osobistych odtwarzaczach muzycznych oraz założenie iTunes. Wygląda jednak na to, że Steve'owi Jobsowi i Apple grozi okropne deja vu - być może w ciągu kilkunastu miesięcy straci dominującą pozycję, jaką firma osiągnęła dzięki wspomnianemu duetowi iPod+iTunes:

"The shock troops for Microsoft's victory over Apple in personal computers in the 1980's were Intel, Compaq, IBM, Dell, Toshiba and so on - that is the chip manufacturer and the cheap PC makers that licensed the Windows operating system.

With digital music and video it will be Nokia, Samsung, Motorola and Sony Ericsson - the mobile phone manufacturers. This year they will start releasing phones with the same storage as iPods - up to 30 gigabytes. iPods themselves will have to become phones".

To fragment diagnozy opublikowanej przez Alana Kohlera w "The Age". Argumentuje on, że Jobs po raz drugi popełnia te same błędy (hermetyczność, centralizacja kontroli), co zepchnie iPody i iTunes do niszy. Czy faktycznie tak będzie, nie wiem, ale wiem, że zgadzam się co do jednego: czeka nas niesamowicie interesujący rok.

Apple pracuje póki co nad lepszą wersją iPoda Video. Lepszą w sensie większego ekranu. Była plotka, że produkt zostanie zaprezentowany właśnie na 30-lecie, tak się jednak nie stało. Wspominany przez Kohlera jabłkofon wydaje mi się intrygujący, myślałem o nim jakiś czas temu, ale nie jestem przekonany czy unifikacja odtwarzacza multimedialnego z telefonem jest naprawdę jedyną słuszną drogą. Odnoszę wrażenie, że próbuje nam się to wmówić. Czas pokaże, czy moje wątpliwości są słuszne.