Luźna refleksja - polski internet odtwórczością stoi. W marcu pastwiłem się odrobinę nad innowacyjnością inaczej w wydaniu Interii (
komunikator Stefan), ostatnio męczy mnie podsyłanie odnośników do filmów umieszczonych w równie odkrywczym projekcie
Smog. O ile się nie mylę, jest on związany z O2. Filmy i filmiki czerpie zresztą bezpośrednio z serwisu
YouTube (którego popularność w ostatnich miesiącach eksplodowała). Ciekaw jestem rozgrywki prawno-autorskiej, gdy Smog zapragnie czerpać ze swej działalności zyski reklamowe.
Smog nie jest cool z jeszcze jednego powodu. Bez większego problemu mozna tam znaleźć filmy, które kojarzą się z pewnym drastycznym serwisem internetowym albo tygodnikiem "Zły". Znak czasów. "We all feed on tragedy"?
Powielanie pomysłów już wykorzystanych na Zachodzie uważam za bardzo frustrujące. Innowatorem w skali lokalnej jest ten, kto pierwszy skopiuje na naszym gruncie obiecujący pomysł z USA. Mamy fantastycznych młodych informatyków, szkoda, że z "myślą koncepcyjną" w narodzie gorzej. Póki co modele biznesowe są mało elastyczne. Jest ICQ, powstaje Gadu-Gadu (proszę zwrócić uwagę na samoograniczanie się Polaków - zawężamy sobie grono odbiorców wyłącznie do rodaków). Popularność zyskuje YouTube, zakładamy Smoga. Jest Friendster, powstaje Grono (chociaż lokalny charakter tego serwisu jest akurat usprawiedliwiony). I tak dalej.
Niestety odtwórczość dotyczy także inicjatyw prywatnych (Blogfrog, 10 przykazan, itp.), je jednak broni właśnie oddolny charakter. Portale płacą ciężkie pieniądze za to, by odwzorować coś, co już istnieje. Często bez logicznej potrzeby.
* * *
Ale, ale - jeden portal rozumie o co chodzi.
Gazeta wychodzi nieco przed szereg i promuje na ten przykład Gwar. Wspiera i eksponuje także mundialowe relacje "Z czuba". Obrano właściwy azymut, czuje się z daleka, że w portalu słuchają ludzi żyjących Siecią. Oby dalej w tę stronę. I oby się to przełożyło na odsłony!