Marta Klimowicz nie jest pierwsza twierdząc na swoim bardzo dobrym blogu, że
serwisy społecznościowe się przejadają. Jest ich w rodzimym internecie coraz więcej, zaczyna się robić nieco ciasno, a gdzie ciasno, tam nawet i nieprzyjemnie. Zdaniem Marty,
"smutny koniec wisi w powietrzu". Oglądanie nowych tworów, jak choćby przywoływane przez nią
Weblisko, faktycznie przyprawia o małe
deja vu. Cofnijmy się o 7-8 lat - Arena, YoYo, Ahoj.pl... można odnieść wrażenie, że ludzie są bardzo uparci w powtarzaniu cudzych błędów. Albo tak głęboko wierzą w innowacyjność i powodzenie swojego projektu, że na przekór realiom rynku próbują wykroić z niego część dla siebie.
A jednak nie do końca się zgadzam z tym rychłym końcem. Serwisy społecznościowe jako takie mają się, jak sądzę, całkiem dobrze. Zdaje się, że tort jest już faktycznie podzielony - tylko, że to nie jest problem użytkowników, a tych twórców, którzy zbyt późno nabrali apetytu na kawałek smakowitego ciasta. I rzecz ważniejsza, którą niestety trudno ubrać w metaforę wypieku... Google. Rynek wyszukiwarek. Przecież wyszukiwarki działały przed Google'em, działały nie tak znowu krótko - a jednak Brin i Page przybyli, zobaczyli i skasowali całą resztę.
Czyli jednak innowacja: wymyśl coś, co przedefiniuje rynek. Bardzo trudne, w niektórych przypadkach trudne wręcz piekielnie, ale nie niemożliwe. Dlatego o smutnym końcu serwisów społecznościowych bym nie pisał, po pierwsze dlatego, że największe jednak chyba nie są w kryzysie, a po drugie dlatego, że nie znamy dnia ani godziny, w którym ktoś nas zaskoczy. (Przyznaję jednak, że w realną innowacyjność miast odtwórczości na rodzimym podwórku trudno wierzyć...).
Weblisko deklaruje w pewnym sensie chęć zadbania wspólnotę i samo to przysparza mu sympatii z mojej strony, aczkolwiek "lokalne społeczności" są tutaj traktowane bardzo szeroko a sam temat - dość niekonsekwetnie. Wspomnę jednak, że dobrze funkcjonujące społeczności lokalne to podstawa porządku świata dla wielu komunitarian/komunitarystów (np. moi ulubieni Michael J. Sandel, Alasdair MacIntyre), a przy tym wzmacnianie czy też odbudowywanie więzi w takich wspólnotach jest dobrym kierunkiem zmieniania rzeczywistości. Weblisko nie jest oczywiście rewolucyjne, potencjał wzmacniania wspólnot lokalnych jest w internecie od lat.
Mam zatem, mimo wszystko, odczucia podobne do odczuć Marty - jakoś nie wierzę w sukces tej inicjatywy. Nie dostrzegam w Weblisku owej burzącej porządek innowacyjności, która co prawda nie skazuje nikogo z góry na sukces, ale daje szansę na jego osiągnięcie, kiedy karty zostały już dawno rozdane.
Weblisko kieruje zresztą uwagę na 16 największych miast Polski. Czy nie nazbyt obszerna ta "lokalna społeczność"? Jak sądzę, internautów - jeżeli w ogóle - interesuje zupełnie inny wymiar lokalności. Wspólnoty, te węziej rozumiane i sprofilowane, w polskim internecie nie mają się najgorzej. Twórcy Webliska powinni na przykład rozważyć, jak przekonać do zmiany "adresu" aktywnych użytkowników ponad
300 for osiedli i wspólnot mieszkaniowych z całej Polski, umiejscowionych na Gazeta.pl, jak również użytkowników całkiem prywatnych for o podobnej tematyce. To wszystko żyje i działa, sprawiając, że w jakimś stopniu odtwarza się na co dzień eksperyment Netville Barry'ego Wellmana [
PDF z artykułem o badaniu z jego strony], mam nadzieję, że z równie pozytywnymi skutkami.
Oczywiście te 300 forów w najmniejszym stopniu nie wyczerpuje tematu. Ludzi zainteresowanych swoją pozasieciową rzeczywistością lokalną jest bardzo wielu - ale nie jestem pewny, czy będą mieli motywację do przeniesienia się na nowe, niesprawdzone i chyba zbyt ogólne Weblisko. Czy przekona ich system "przyprowadź znajomych i zarób na tym" - nie sądzę. Kojarzy mi się, tak jak Marcie, z firmą Amway albo inną piramidą finansową.
Końca serwisów społecznościowych bym jeszcze nie obwieszczał, myślę nawet, że nie można jeszcze mówić o końcu
formuły tych serwisów. Pomysłów, które wydają się nieadekwatne i pomylone, na pewno jeszcze trochę będzie, ale ciągle wierzę, że otrzymamy jakiś brylancik. Myślę tylko, czy w uszczęśliwianiu internautów nie potrzeba nieco mniej... egocentryzmu? Więcej dystansu? Może w wielu zakresach użytkownikom nie są wcale potrzebne do szczęścia Sieci 2.0, 2.01, 3.0 i 19.84, z ich wyższą funkcjonalnością? Więcej opcji to także więcej czasu wydatkowanego na ich poznawanie, a nie każdy żyje Siecią.