error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2007/09/26

Program Lisa w Internecie; Dzień Jednej Wspólnej Sieci

W dwóch punktach:

1. Postaram się nie robić często cross-bloggingu, ale tym razem zachęcę na techNObloga do swojego wpisu o OneWebDay. Bo inicjatywa ciekawa i głębsza niż Dzień Bloga.

2. Jutro po godz. 18 dostępny tylko w Sieci nowy-stary program Tomasza Lisa "Co z Polską?". Z perspektywy medialnej takiego wydarzenia w naszym lokalnym światku chyba nie było. Kontynuacja programu o takiej oglądalności - tylko w Sieci! Będzie to albo zderzenie z brutalną rzeczywistością nas, zaangażowanych internautów, albo takowe zderzenie śpiących z wpisu Dominika Kaznowskiego.

Sam jestem ciekaw, czy ten program "chwyci" i kibicuję, że tak będzie. Ale... tylko częściowo. Zastanawia mnie, co będzie, jeżeli przedsięwzięcie okaże się sukcesem. Lis ekskluzywnie, wyłącznie w internecie?

Jakby to delikatnie ująć - przekonanych przekonywać nie trzeba, a dziennikarza doskonale radzącego sobie z paradoksami władzy i polityki jako takiej potrzeba nam na wizji dostępnej wszem-i-wobec. Czyli takiej, która nie jest limitowana do, mówiąc z grubsza, 40% Polaków korzystających mniej lub bardziej okazyjnie z internetu. Reasumując dywagacje na gorąco, możemy w ten sposób wygrać technologicznie, zrobić fajny i ważny krok naprzód, ale przegrać - przynajmniej tymczasowo - coś ważniejszego. Takie tam trzy grosze.

Tym niemniej obejrzę z dużą ciekawością.
.

2007/09/24

Od Doctorowa po Bangladesz

Krótka migawka z cyberprzestrzeni, z galaktyki Boing Boing. Cory Doctorow odkrywa zespół Masala Soundsystem. Polska bhangra... chociaż Max Cegielski mówił swego czasu, że ten utwór to nie prawdziwa bhangra - nie znam się. Luźno przypomina mi się tylko Mirek Filiciak relacjonujący rozmowy z Henrym Jenkinsem, który dziwił się z kolei popularności muzyki reggae w Polsce, bo przecież nie mamy diaspory jamajskiej. Klip Masali został przez Doctorowa przywołany (chyba?) jako pewne kuriozum, ale czy nas w ogóle dziwią indyjskie inspiracje w muzyce polskich autorów?

edit: Bruce Sterling też się zainteresował, chyba nawet wcześniej niż Doctorow.
.
.

2007/09/19

Vision Express z akronimami

Wczoraj o rocznicy emotikonów, dziś krótko o akronimach. Mała intertekstualność w działaniu... trzeba się trochę przyjrzeć:



OMG, WTF i tak dalej... niby chodzi o akcję kierowaną do starszego pokolenia, ale z grubsza tylko to młodsze odnajdzie drugie dno. No i w Sieci będą gadać. Brawo dla copywriterów!
.

2007/09/18

25 lat emotikonów

Emotikon (emotikona, jak kto woli) ma już 25 lat - ewentualnie co najmniej tyle. Za pierwszego z licznych twórców uchodzi Scott Fahlman z uniwersytetu Carnegie Mellon, który swoją historię opisał tutaj. List z propozycją stosowania :-) i :-( został wysłany 19 września 1982 roku. Co ciekawe, jedną z alternatywnych prób ocieplania CMC był uśmiech transkrybowany jako \_/. Straszne, prawda?

Ćwierć wieku robi wrażenie. Inna sprawa, że pierwszy sieciowy spam jest jeszcze starszy. Rozesłano go w 1978 roku (1 maja, Święto Pracy, he he...). Wyglądał o tak. Hucznej trzydziestki za niecały rok chyba się nie przewiduje, choć dzisiejszych spamerów z pewnością byłoby stać na niezłą fetę. Niestety.
.

2007/09/16

Blogowanie dwutorowe: techNOblog

Od ubiegłego tygodnia publikuję dwublogowo - oprócz error300 pojawił się techNOblog afiliowany przy Gazecie.pl. Do którego czytania (również) zapraszam, tym bardziej, że to blog kolektywny.

Error300 nadal będzie żyw i zdrów. Oczywiście pozostaje nieregularnikiem - teraz w szczególności, bo gdzieżbym wydawał dziennik lub czasopismo.
.

2007/09/12

Relikty dawnej Sieci

Odgapiony od Bruce'a Sterlinga link do eseju Olii Lialiny na temat "cyfrowego folkloru" jest ciekawym znaleziskiem. A sam esej bardzo interesujący. Badaczkę i netartystkę z Niemiec interesuje to, co retro w Sieci - grafiki, animacje, kolekcje dźwięków z czasów, gdy internet nie roił się od profesjonalnych webdesignerów. Słowo "folklor" ma nawet sens, mnie się to skojarzenie podoba, gdy przypominam sobie dawne strony WWW upstrzone dziwacznymi animacjami i rozchwianymi melodiami w MIDI. Ale abstrahuję przy tym od naukowych definicji folkloru, tak dla jasności.

Lialina patrzy na sprawę ciekawie, przytoczę kilka wyimków a do przeczytania reszty zachęcam. A zatem:

"The relationship between ordinary users and the Web of the 90s is a very interesting subject to study, because it’s a relationship filled with love, hate, all kinds of drama – in other words, it’s a full-blown relationship between a new medium and its first users, a relationship that’s exalted, complex, sometimes silly – whatever it is, all that matters is that it existed".

...dzisiaj natomiast brakuje relacji człowiek-Sieć, co wydaje mi się trafną uwagą. Używając kazikowego tekstu jako przenośni: konsument mówi, że je aby jeść. Nie interesuje go filozofia jedzenia, przywiązanie do pewnych zasad i idei. Jedzenie służy do jedzenia i koniec. Dlatego ma sporo racji Lialina, gdy pisze:

"Today, that relationship is gone. (...). The space that we’ve researched as a new medium for the last ten years has turned into the most mass medium of them all. Nothing more than a mass medium, permeating our daily lives to the point of becoming invisible. Its numerous users are busy working, having a good time or expressing themselves, and they have almost perfect tools and services at their disposal. Connection never breaks, distinction between a server and a hard disk, between your desktop and that of another person has almost vanished, and there’s nothing that could contribute to the development of user-media relationship, nothing to provoke us".

Nie sposób jednak nie dojrzeć, że miejscami padają tu słowa zbyt surowe. Z tekstu Lialiny na pewno przebija tęsknota za Dawną Siecią Która Nie Wróci; aż czuć nostalgię towarzyszącą badaczce w jej pracy. Niezależnie od wątpliwości, ta uwaga wydaje mi się strzałem w dziesiątkę:

"Web 2.0 propagandists can’t stop talking about the multitude and power of today’s web amateurs, the new users who love to dance, compose songs, write encyclopedic articles, take photos and film videos, write texts and publish it all on the Web. And yet, they are rather indifferent to the Web itself".

Ja też nie jestem pewny, czy wiem, jak wiele w obecnej Sieci jest miejsca dla... Sieci. Polecam cały esej, także dla jego warstwy graficznej.

A tymczasem od jutra konferencja Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, gdzie wątki internetowe - takze starej i nowej Sieci - zapewne pojawią się wielokrotnie.


2007/09/11

AOL Polska reklamowany przez....

America Online przybywa do Polski, do końca 2007 r. powstanie stosowny polskojęzyczny portal. Taka informacja jest znana od kilku tygodni, o sprawie pisał m.in. Internet Standard.

AOL-owcy piszą z kolei: "Już wkrótce będziemy mogli zaoferować Państwu niektóre z najbardziej popularnych serwisów AOL na nowym portalu w języku polskim. Portal zostanie uruchomiony pod koniec 2007 roku".

Sama inwestycja jest ciekawym tematem, ale nie aż tak znowu porywającym. Polski AOL nie zrewolucjonizuje, jak sądzę, naszej portalowej sceny. Kto śledzi od lat tę w sumie skostniałą hierarchię, a jednocześnie dostrzega np. jak doskonale stara się przeć Gazeta.pl i co z tego wynika, ten pewnie patrzy umiarkowanie na szansę AOL-u, by przewrócić wszystko do góry nogami.

Dlatego właśnie zainteresowało mnie - w kontekście wpisu - coś innego. Taki właściwie drobiazg (spod Explorera, gdzie nie ma Adblocka):




Tak wyglądała przed chwilą główna strona portalu Gazeta.pl., przysłonięta gigantyczną reklamą (przyszłej) konkurencji. Przypomina mi się warszawski Dworzec Centralny, przykryty do niedawna reklamami LOT-u, promującego tą drogą m.in. przeloty krajowe, konkurencyjne do połączeń PKP... Patrzę na główną stronę Gazety i myślę: gafa czy duża pewność siebie? (A może - uwaga, dywagacja - przyszły partner strategiczny?).

Co, jak co - ale wizualnie na pewno nie jest to fortunne.
.

2007/09/10

Badania ankietowe online

W ostatnim czasie startuje bardzo wiele projektów sieciowych, zazwyczaj jakoś tam powiązanych z ideą dwazero. Większość z tych projektów zapewne padnie w wyniku brutalnej selekcji naturalnej. Cieszy mnie natomiast pojawienie się niszowego, specjalizowanego serwisu eBadania.pl, który bezpośrednio z dwazero ma niewiele wspólnego (i dobrze). Za jego pośrednictwem można prowadzić całkiem złożone badania ankietowe. Powstanie eBadań zawdzięczamy rodzinnemu duetowi informatyczno-socjologicznemu, jestem zatem pewny (znając zresztą osobiście socjologiczną połówkę, czyli Magdę Szpunar), że narzędzie będzie przydatne.

Ważne jest jeszcze jedno: jak piszą sami autorzy, "eBadania umożliwiają przygotowanie profesjonalnego narzędzia badawczego zarówno przez profesjonalistę, jak i początkującego badacza, dzięki rozbudowanemu systemowi pomocy". Serwisu nie należy zatem traktować jako narzędzia tak poważnego, że aż niedostępnego. Warto samemu spróbować; sam przy okazji - kiedy uporam się z pootwieranymi projektami - z pewnością to zrobię.
.

2007/09/03

Sens Dnia Bloga

Dwa lata temu temat Dnia Bloga wydawał się mi się świeży, temat był nowy i w pewnym sensie egzotyczny. Napiszmy o nim, "bo czemu właściwie by nie pisać?"... tak to wówczas wyglądało. Niewiele osób zainteresowało się jednak tematem, choć popularność blogów była już w Polsce naprawdę zauważalna - poza światem mediów i polityki, ma się rozumieć.

Tegoroczny Blog Day (31.08.07) przetoczył się już głośno przez to, co umownie nazywa się polskim internetem. Nie przytoczę badań, zestawień liczbowych, ale wystarczy zdroworozsądkowy, soczysty google search, żeby przekonać się na własną rękę, jaki to szum wywołał w blogosferze tegoroczny Dzień Bloga. Że w temacie głośno, z jednej strony dobrze - bo inicjatywa jest niewinna i niczego złego w niej chyba nie ma. Z drugiej niedobrze, bo "w tym szaleństwie jest metoda"... która już została, zdaje się, zapominana.

Na blogach, które odwiedziłem, zazwyczaj świętowano wskazując "pięć blogów, które czyta autor/-ka"... i które to blogi zazwyczaj i tak znajdują się w tzw. linkach. Ulubione blogi eksponujemy, bo mówią one coś także o nas samych; polecamy je czy to we wspomnianej zakładce z odnośnikami, czy to przez del.icio.us (i wariacje), czy wreszcie przez cytowanie we własnych wpisach. Można się tylko zastanowić: czy naprawdę potrzebny jest Dzień Bloga, bym polecił to, co i tak de facto polecam?

Blogi istnieją od niedawna i od niedawna czasem bywają nośnikiem ważnych (a częściej ciekawych) informacji. Od niedawna blogerzy mówią rzeczy ważne i dobrze słyszalne, trafiając za to do więzienia albo do gazet. Blogerzy mają potencjał, by robić coś ważnego - a ważne jest poszukiwanie informacji, weryfikowanie jej wiarygodności, poszukiwanie nowych kontaktów i źródeł.

Nir Ofir, pomysłodawca Blog Day, tak pisał w 2005 roku: "(...) on this day every blogger will post a recommendation of 5 new blogs. In this way, all Blog web surfers will find themselves leaping around and discovering new, previously unknown blogs" (mam tylko własny blog jako źródło tego cytatu, niestety).

Pierwotnie chodziło więc o znalezienie i polecenie innym blogów właśnie niedawno znalezionych i jednocześnie godnych popularyzacji. Zamysł pobudzenia siebie i innych do odkrywania nowych źródeł wiedzy i informacji. Tak rozumiem sens Dnia Bloga.
.