error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2007/11/29

Keen i Babauta

Wtorkowe spotkanie z Andrew Keenem ("Kult amatora") należało do nietypowych. Sam autor słabo bronił tez, które stawia, a opisując rzeczywistość - także internetową - prowadzał się po skrajnościach (libertarianizm vs. dość skrajny moim zdaniem konserwatyzm). Zupełnie jakby ten dyskurs pochodził z początku lat 90. Ciekawe zresztą, że Keen przywołał w swoim wystąpieniu nazwisko Charlesa Taylora, by przy użyciu jego poglądów skrytykować pełzającą sieciową anarchię i... bronić istniejącego porządku. Panie Andrew, jeszcze raz: Charles Taylor, warto sprawdzić, czym jest komunitaryzm.

Dlaczego nietypowy charakter spotkania? Mimo wszystko dobrze czasem zetknąć się ze szczerze głoszonymi, skrajnie opozycyjnymi poglądami - niezależnie od ich merytorycznego kalibru. Polemika ożywia. Niełatwo głosić dzisiaj takie tezy, jakie głosi Keen, jednak dobrze, że jest taki ktoś - sami na tym, jak sądzę, korzystamy.

Tak się przypadkiem stało, że Leo Babauta z cenionego przeze mnie Zen Habits opublikował wczoraj krótki tekst idealnie pasujący do warszawskiej wymiany poglądów z Keenem. Babauta wyjaśnia, dlaczego oferowanie usług za darmo w Sieci może rozruszać działalność zarobkową freelancera i podnieść jego reputację. Pisze o aktywności, uczciwości i szczerości intencji (wyrażanej nie tylko mową, ale także uczynkiem), a także o byciu pomocnym. Pisze o słuchaniu odbiorcy. Wspomina także o procesie stawania się ekspertem - procesie naprawdę wypracowywanym, nie polegającym na lansowaniu się i chodzeniu na skróty, natomiast łączącym się ze skromnością, kompetencją i wspomnianą szczerością intencji. Warto zajrzeć, a może i nawet wyobrazić sobie, że taka argumentacja doprowadziłaby Keena do apopleksji. Z drugiej strony - jeżeli wziąć odpowiednią poprawkę - można rozważyć, czy rady Babauty nie są na tyle uniwersalne, by przydać się dyrektorom zarządzającym w tzw. tradycyjnych mediach?
.

2007/11/23

Cytat na dziś: Roman Kurkiewicz

Miałem ochotę na rozwinięcie tego tematu, ale czeka on już tydzień, a ja staram się być realistą. A zatem sam króciutki cytat na dziś, z felietonu Romana Kurkiewicza w "Przekroju", nr 46/3256 z 15 listopada br.:

"(...) Sztucznym światem jest świat pseudoniezbędnych nam informacji. Codzienna dawka medialnego narkotyku - infoiny. Zanurzamy się w otchłani wiadomości głupiego i byle jakiego, oddalamy się od drzewa dobrego i złego".
.

2007/11/16

Krzepiące wsparcie społeczności

Rzadko zdarza się okazja, by móc wpleść hobby w tematykę pasji i zainteresowań zawodowych. Za sprawą incydentu z udziałem Jirziego Tlustego mogę z tego skorzystać.

19-letni Czech jest pierwszorocznym zawodnikiem Toronto Maple Leafs, zespołu hokejowego występującego w lidze NHL. Gra obiecująco, wróży mu się długą i dobrą karierę w zawodowym hokeju. Póki co Tlusty jest oczywiście mało znany i ma się przede wszystkim uczyć - także życia. Ostatnia surowa lekcja, jaką odebrał, była związana z poczuciem bezpieczeństwa, brakiem anonimowości i zagrożeniami prywatności w internecie. Jirzi flirtował przez Sieć z pewną młodą niewiastą i wysłał jej swoje nagie zdjęcia... które dziwnym trafem wyciekły później do kanadyjskich plotkarskich serwisów. A z serwisów do tabloidów w Ontario... i sprawa stała się bardzo głośna.

Piszę o niej nie tylko dlatego, że oto młody zawodowy sportowiec padł w internecie ofiarą własnej głupoty i niedostatecznej wyobraźni... chociaż swoją drogą incydent z udziałem Tlustego może mieć większą wartość dydaktyczną dla młodzieży (przestroga) niż niejedna kampania społeczna. W każdym razie dla młodzieży z Ontario.

Bardziej interesująca - i krzepiąca - była reakcja społeczna w związku z incydentem. Co prawda Tlusty stał się pośmiewiskiem tabloidów z Toronto i okolic, jednak gros społeczności miłośników hokeja, których jestem członkiem, stanęło w jego obronie. Nie chodzi nawet o wątek naruszenia prywatności, który podnoszono (niestety) nie dość często, ale o to, że każdy ma prawo do błędów młodości, bo każdy je popełnia - tak rozumiany common sense objawił się bardzo wyraźnie. Osobiście nie spodziewałem się aż takiej jednomyślności, zupełnie niezależnej od fanowskiej proweniencji: na forach, o których wspomniałem, prześmiewcy Tlustego spotykali się raczej z ostracyzmem niż wsparciem. Otoczono nim natomiast samego zawodnika, co bardzo mi się podoba - chciałbym, aby takim samym otaczano każdą ofiarę nadużycia prywatności w Sieci.

Rzecz jasna młodemu napastnikowi wsparcia udzielił także cały zespół Klonowych Liści. Obrońca Wade Belak ocenił sprawę rzeczowo: "It's obviously the price of being a young guy, coming in and playing for a month, having some success and having someone try to knock you down and embarrass you. We've lent our support to him and it's not a big deal, everyone's been caught with their pants down".

W tym ostatnim zdaniu, nieco wręcz sentencjonalnym - Belak zdecydowanie nie uchodzi w NHL za intelektualistę - najlepiej werbalizuje się ów common sense o błędach młodości, które wszyscy popełniamy i o preferowanym sposobie ich traktowania. Nie wyśmiewaj drugiego tak, jak sam nie chciałbyś być wyśmiewany. Everyone's been caught...
.

2007/11/14

Podstawowy zestaw narzędzi

Zainspirowany pokrętnie wpisem Krzysztofa Urbanowicza postanowiłem zastanowić się, jakie aplikacje są dla mnie najważniejsze w prawdziwym życiu prowadzonym w internecie. Oczywiście świat online jest tak samo rzeczywisty, prawdziwy i realny, jak to, co się dawniej zwykło określać właśnie mianem "reala". Oczywista oczywistość? Jednak nie dla wszystkich, vide Media Cafe Polska.

Uważam się za człowieka umiarkowanie nadążającego za nowościami, ale też nie fetyszyzującego trendów. Oto zatem "podstawowy zestaw dwudziestu narzędzi, z których korzystam", który może warto porównać z listą K. Urbanowicza. Tenże nie sprecyzował, że chodzi mu o narzędzia Web 2.0, zatem dodam, że moja lista jest zdecydowanie 1.0.; znajdują się na niej:

  • notatnik MS Windows - narzędzie odruchowego i kompulsywnego korzystania, must-have do pisania, ale i do przeprowadzania akcji "copy-paste", gdy pracuję na którymś z CMS-ów i przed wysłaniem tekstu chcę mieć jego kopię w pliku. Banalne, trywialne, ratuje życie, ale ci, co dużo piszą, sami wiedzą, jak potężnym narzędziem potrafi być notatnik;
  • kalkulator MS Windows - humanista liczy słabo, więc systemowego kalkulatora używa chętnie i często;
  • MS Paint - niezawodny, gdy potrzebuję zrobić zrzut ekranowy. Opcja "print screen", otworzyć painta, ctrl-v, zapisać i obrobić w innym programie. Automat;
  • avast! antivirus - zanim wejdziemy online, by fascynować się cyferkami 2 i 0, potrzebujemy się zabezpieczyć; z tego narzędzia mimowolnie korzystam przez cały czas;
  • Spybot Search & Destroy - codziennie;
  • Windows Defender - permanentnie;
  • The Bat! - poczta;
  • Mozilla Thunderbird - poczta na komputerze przenośnym;
  • Mozilla Firefox;
  • FileZilla - klient FTP;
  • Gadu-Gadu;
  • Skype;
  • pakiet Open Office.org;
  • pakiet MS Office - wiele instytucji "nie umi" pracować z OO, nad czym ubolewam, ale dostosować się muszę;
  • eMule;
  • foobar2000 - tutaj najzupełniej serio podziękowania dla tonida, który unaocznił mi przewagę tego programu nad "wiodącymi produktami na rynku";
  • SubEdit Player - filmy;
  • Blogger.com - no dobrze, czasem potrzebuję opublikować jakiś wpis;
  • iGoogle - oprócz Bloggera pewnie najważniejsze moje narzędzie (kombajn?) online;
  • Maps.Google.com - znów na poważnie: łapię się na tym, że nie zaglądam do map i nawet przed wyjazdem w dłuższą trasę sprawdzam ją nie w atlasie drogowym, ale tutaj.
Właściwie powinienem tutaj pewnie uwzględnić np. aplikację dostępową routera, iTunes lub program do obsługi aparatu cyfrowego - każdy ma oprogramowanie tego typu i korzysta z niego nagminnie, ale przecież wymienienie ich nie będzie tak efektowne, jak pochwalenie się np. Twitterem :) Powyższa lista, zaznaczam na wszelki wypadek, nie jest do końca serio. Z drugiej strony, notatnik albo MS Paint to naprawdę narzędzia codziennego użytku, niezależnie od poziomu skomplikowania dokonywanych operacji. Ktoś może się zdziwić, ale na notatniku powstawało ongi 80% warstwy tekstowej miesięcznika, który współprowadziłem.

A zresztą, proste i niemodne (nie-modne) jest piękne!
.

2007/11/10

Interia "pożycza" od internautów?

Na tym blogu przeczytałem o niekonwencjonalnych metodach zapełniania treściami nowego serwisu Interii - Smaker.pl. Przepisy są po prostu kradzione, tj. "pożyczane bez pytania", z blogów internautów, ze strony Horteksu, itp. Wiele więcej nie wiem, przekierowuję raz jeszcze do Iskanny, która przedstawia to, co niezbędne, czyli dowody. Warto także poczytac komentarze.

Temat trudny, ale właśnie w takich sytuacjach może objawi się "obywatelski duch blogosfery". More buzz, people.

2007/11/01

Prezydencie, przepraszam

Wyśmiewanie absurdów polityki nie jest niczym nowym, tak jak nowe nie jest odkrycie, że to dobra, perfidna i często bardzo skuteczna broń. Pod koniec PRL-u malowano krasnoludki i organizowano happeningi rozbijane przez milicję obywatelską. Dziś happeningi w tzw. realu niekoniecznie muszą być bardziej ożywcze i skuteczne niż te, które rodzą się i rozwijają w Sieci.

Dlatego i ja przepraszam Pana Prezydenta, wierząc, że również moje niegodne, wykształciuchowskie przeprosiny będą dla niego chwilą wytchnienia. Wyrażam skruchę i mam nadzieję, że w Panu Prezydencie per sanguis jest również wyłącznie samo dobro. Czytelników również namawiam do przeprosin - w każdym razie tych, którzy czują skruchę za to, że stali po stronie ZOMO i że w wyborach byli niczym mordercy księdza Jerzego. Inny słowy, tych wszystkich, którzy własną postawą życiową reprezentują - w absolutnym przeciwieństwie do Rządzących - niebywałe chamstwo.

Przy okazji przepraszam Czytelników - obiecuję mniejszą zawartość polityki w kolejnych wpisach. Będzie rzadkością tak, jak dotąd. Happening z przeprosinami wydał mi się jednak wart odnotowania; "Major" Fydrych od pewnego czasu na nowo organizuje swoje akcje, m.in. w sercu Warszawy, ale nie spotykają się z wielkim odzewem. Pora, by krasnoludki wskoczyły w internet?
.