error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2005/09/30

Kto mówi prawdę?

Wczorajsza "Gazeta Wyborcza" opublikowała długi artykuł o manipulacjach, jakich dopuszczono się podczas opisywania nowoorleańskiej popowodziowej rebelii. Według Wyborczej - a raczej mediów amerykańskich, na które się ona powołuje - sytuacja w Nowym Orleanie nie była tak zła, a za manipulacje odpowiada cała rzesza osób, dających mediom fałszywe świadectwo.

"W długim raporcie próbuje się też rozliczyć dziennik 'New Orleans Times-Picayune', jedno z najlepszych źródeł informacji o tym, co dzieje się w mieście. Naczelny gazety stwierdził, że choć nie ma usprawiedliwienia dla nierzetelności dziennikarskiej, do wszystkiego przyczynił się brak łączności telefonicznej (informacji nie dawało się sprawdzić), oraz nadmierne dawanie wiary miejscowym urzędnikom opowiadającym rzeczy jeszcze bardziej wstrząsające niż rozhisteryzowani uchodźcy."

Właściwie nie wiadomo, czy człowiek powinien bardziej czuć się zażenowany nierzetelnością dziennikarską w kraju, który wyznaczał standardy zawodu, czy może tym, że rozhisteryzowani uchodźcy nie zdają się być najlepszym źródłem makabrycznych plotek. Co prawda trzeba by tu wejść nie tylko w psychologię, ale i w kulturoznawstwo, niemniej na zdrowy rozum trudno dać wiarę nadspodziewanie jednogłośnym mediom amerykańskim i kompletnie zanegować internetowe relacje zwykłych ludzi, dotkniętych kataklizmem.

Zdrowy rozsądek każe dać większą wiarę tym, którzy potracili cały dobytek niż prasie, której nadrzędnym celem - w odpowiedzialnym państwie - musi być ochrona wizerunku kraju w sytuacji kryzysowej. Skąd wpis? Stąd, że naturalnie wszystko rozbija się o Internet; gdyby nie on, pewnie przyjęlibyśmy deklaracje prasowe za fakt. Kto jednak miał okazję ogarnąć *ilość* internetowych zeznań naocznych świadków (blogi, vlogi, serwisy), ten nie przejdzie wobec medialnej deklaracji bezkrytycznie. Myślę, że tak manifestuje się amerykańskim autorytetom widmo piątej władzy.
error300.org

2005/09/27

PiS spamuje internautów szkalując PO?

Długo zastanawiałem się nad kampanią wyborczą w Internecie, nad problemem ciszy wyborczej tamże. Mała obserwacja - jak rasowe media zachowały się, oczywiście, nasze portale. Ani mru mru. Można się tylko cieszyć, miałem obawy jak to będzie. Inna sprawa, że naprawdę pora na odrobinę regulacji, choćby w tak newralgicznej sprawie (główne portale z dużym kapitałem i największą oglądalnością to według prawa media, czy nie?).

Chciałem pisać o kampanii w Internecie prowadzonej podczas ciszy wyborczej, ale nie natrafiłem w weekend na nic bulwersującego. Dzisiaj natomiast otrzymałem na swoje śmieciowe konto jeden niezwyczajny list. Tytuł, "Platforma kolesiów", właściwie mówi wszystko o treści.

Listu w całości cytować nie będę, ale trudno nie podejrzewać roboty sztabu wyborczego PiS-u. Zwróćmy uwagę na następujące argumenty - nutki brzmią bardzo znajomo. Zbyt znajomo:

"To są wybory pomiędzy ludźmi z charakterem, a ludźmi którzy obnoszą się swoimi zasadami na bilbordach"

"Podatek liniowy i 3x15 okazał się całkowicie nieprzemyślaną konstrukcją. W trakcie debaty Platforma zaczęła dodawać kwotę wolną od opodatkowania. Po prostu kabaret, najwyraźniej program PO to kilka luźnych kartek"

"Tylko uczciwa Polska może się szybko rozwijać, gdzie korzyści z rozwoju gospodarki będą udziałem całego społeczeństwa. Platforma proponuje natomiast bardzo duże korzyści bardzo wąskiej grupie najbogatszych osób".

* * *
E-mail nie jest anonimowy, ale adresat nosi inne imię i nazwisko niż autor (zapewne oba zmyślone); list wysłano z domeny poczta.wprost.pl. Czy ktoś z Was dostał coś podobnego przed wyborami parlamentarnymi? Proszę bardzo o informacje - w komentarzu lub e-mailem (m kropka pregowski małpa uw kropka edu kropka pl).

Przy okazji - w wakacyjnym numerze "Gazety Małych i Średnich Przedsiębiorstw" ukazał się mój niedługi, poradniczy artykuł o spamie. Definicja, techniki spamerskie, zapobieganie. Zainteresowanych, ale raczej początkujących, zapraszam tutaj [PDF autorski, 79 KB].
error300.org

2005/09/12

Jak się czujesz, świecie?

Przeglądarka Firefox nieustannie cieszy użytkowników dodatkami (czy, jak kto woli, rozszerzeniami). Te, które uznałem za najważniejsze, opisałem jeszcze w marcu, tymczasem chcę wspomnieć o jednej nowej ciekawostce, jaką można sobie do browsera zaimplementować.

Jak czują się internauci-użytkownicy Firefoksa na całym świecie? Czują się zadowoleni, weseli, spokojni - a może zirytowani, smutni lub bezradni? MoodTap.com i jego stosowne rozszerzenie do MF podaje nam obecny "nastrój świata". Jak? To bardzo proste.

Każdy użytkownik Firefoksa może określić swój obecny stan ducha, wybierając jeden z 22 rodzajów samopoczucia. To, co wybierze, jest przesyłane do serwera MoodTap, gdzie sumuje się wybory wszystkich, którzy rozszerzenie zainstalowali. Dominująca na daną chwilę pozycja pojawia się w dolnym pasku wyszukiwarki. W chwili gdy piszę: world feels sad (13%).

Oczywiście jest to tylko zabawa, o czym trzeba pamiętać - ale zabawa prowokująca do przemyśleń. Ukłonem w stronę Polaków jest to, że nasz kraj jest jednym z 20 wymienionych w zabawie z nazwy. Teoretycznie można więc sprawdzić, jak czujemy się my, polscy internauci.

Oferta MoodTap jest jeszcze dość skromna, ale przy odrobinie tuningu programu i popularyzacji rozszerzenia (co niniejszym czynię), mogłaby stać się ciekawym wskaźnikiem nastrojów. Trzymam kciuki, jakieś takie sympatyczne to jest.

* * *
Na marginesie wskaźnika nastrojów. W serwisie o wyborach na WP można wgryźć się w bardzo ciekawą aplikację, przygotowaną przez firmę mojego przyjaciela Maksa Puzy. Oprócz preferencji wyborczych "ogółem", można przejrzeć preferencje internautów; najprawdę pouczające. Statystyki przygotowuje IBS Interactive Grupa Gemius, są aktualizowane w czasie rzeczywistym.
error300.org

2005/09/09

Naked In Front Of The Computer

Robin Hamman przytoczył ostatnio artykuł o chińskich czatach. Według tamtejszego badacza, Liu Ganga, każdej nocy 20 tysięcy internautów z Państwa Środka czatuje nago. Ciekaw jestem, jak wyglądałoby to w Polsce?

"At first, we thought if was merely a game for a few mentally abnormal people... but as our research continued, we found the problem was much larger than expected."

Tak mówił ów chiński badacz. Ciekawe zjawisko społeczne, może jakiś rodzimy seksuolog zajmie się polskimi czatami?

W 1969 roku Maria Ossowska kończyła swoje "Normy moralne", jest tam ciekawy fragment, który jakoś mi się tutaj nasunął. Ot, znak czasów:

"W 1963 roku w New Yorku zainstalowano ukrytą kamerę w umywalni pewnej instytucji przemysłowej, by wyśledzić, kto pokrywa jej ściany pornograficznymi rysunkami. Kamera robiła zdjęcia wchodzących co 7 sekund. Gdy zatrudnieni przypadkowo odkryli jej obecność, zagrozili strajkiem."

To oczywiście w rozdziale o normach moralnych w obronie prywatności. A dziś? Wiadomo - kamery w marketach, w kościołach, w bramach; kamery pod kopcem Kościuszki (parafrazując krakowskiego poetę). Że na rezygnację z części prywatności godzimy się z musu w zamian za "ochronę", to oczywiście coś innego niż dobrowolne czatowanie nago, przed kamerką internetową i komputerem. Świadczy to jednak o tym, jak bardzo bycie podglądanym przestało nam przeszkadzać.

Z niecierpliwością czekam na podobne badania na naszym gruncie.

* * *
Tytuł wpisu pochodzi oczywiście od piosenki Faith No More, której fragment na koniec zacytuję:

"I'm empty
I bought the thing
I taught the thing
And I fought the thing
They said it's normal but they're keeping me dumb and hot
You're missing something, keeping me dumb and hot
You must be missing something keeping me dumb and hot
You're missing something, keeping me dumb and hot
What'd I say?
I'm empty
And I'm sending it back to you"
error300.org

2005/09/07

Blogerska propaganda sukcesu

Pierwsze podsumowanie dotychczasowej działalności error300.org. Blog póki co dopiero raczkuje, ale od czerwca mam już tutaj ok. 1000 wizyt co miesiąc. Teoretycznie to bardzo dużo; wielu blogerów bardzo chwali się swoimi statystykami na takim albo niższym poziomie. Są one jednak złudne, co wykaże każda pogłębiona analiza. Powody - dla jednych oczywiste, dla innych nie.

Primo, spory ruch generują roboty sieciowe. Spośród odwiedzających tę stronę najbardziej znane to Googlebot, MSNBot, AskJeeves, inne to The Python Robot czy Inktomi Slurp. Wszystkich wyliczać nie będę, jest ich ok. 10.

Secundo, najbardziej miarodajna kategoria ocenna dla bloga do czas wizyt. Jeżeli w ciągu tych pierwszych dni września 10% użytkowników przeglądało tę stronę jednorazowo dłużej niż godzinę, to mogę się tylko cieszyć, że mam wnikliwych czytelników :) Jednocześnie ponad 70% "odwiedzin" trwało do 30 sekund. Wniosek: ktoś się pomylił lub czyta w zawrotnym tempie. A najbardziej prawdopodobne, że nie jest człowiekiem, tylko programem. Patrz punkt pierwszy.

Powyższe wskazuje, jak łatwo tworzyć blogerską propagandę sukcesu. Tysiąc odwiedzin miesięcznie! Zapraszam, dołączcie do tysiąca czytelników! I tak dalej, i tym podobne... Pół biedy, jeżeli ktoś nie umie czytać statystyk, a zafałszowana liczba odwiedzających internautów mobilizuje człowieka do pisania. Gorzej, gdy bloger jest doskonale świadom manipulacji.

* * *
Mimo wszystko, gdy tak sobie myślę o jutrzejszym rynku pracy w Polsce - blogerzy w działach PR, newsmasterzy, itd. - to mam świadomość, że doświadczenie w prowadzeniu własnych blogów może być wkrótce bardzo przydatne. To spora szansa; kilka lat temu takie zdobywanie kwalifikacji samemu było nieco trudniejsze. Dzisiaj są blogi, ale i serwisy tematyczne, wortale. Można je zakładać bez kosztów, a w papierach będą figurować. Mnie samego serwis tematyczny zawiódł pod koniec studiów do pracy nad projektem miesięcznika, wprowadzania "dziecka" na rynek, a następnie do jego redagowania. A było to pięć lat temu.

Mam nadzieję, że dla jakiejś części studentów dziennikarstwa PAP przestanie być Mekką, w której przynajmniej raz w życiu trzeba poprzebywać. Wierzę, że ciekawe serwisy mogą zastąpić te nudne praktyki. Najważniejsze, by blog czy serwis nie były "o Maryni".

* * *
Na marginesie. Miło widzieć, że moi Czytelnicy używają alternatywnych przeglądarek. Mozilla i Mozilla Firefox - ponad 50% odwiedzin miesięcznie, od samego początku bloga. Opera - między 5 a 15%. Zawsze jest też obecny Netscape i Safari. Serce roście! :)
error300.org

2005/09/04

Dwa suplementy i tajfun Talim

Krótkie sprostowanie w kwestii uzależnienia od Internetu. Być może nie wyraziłem tego wystarczająco stanowczo, ale uważam, że nieprecyzyjne dane z wywiadu w "Przeglądzie" to gruba przesada. Jeżeli ktoś mówi o 5-10% społeczeństwa, to musi mieć świadomość, że wskazuje na liczbę między 1,9 a 3,8 mln osób! Jestem pewny, że Chodkiewiczowi chodziło o 5-10% internautów, ale w jego słowach (a przynajmniej w autoryzowanej wersji) zabrakło precyzyjności. Tytułowe pytanie o cztery miliony w moim wpisie to nie pytanie otwarte. To ironia.

Sprawa druga. Kaye Trammell, doktor medioznawstwa pracująca na Louisiana State University, prowadzi od kilku dni bloga o huraganie. Zważywszy na specjalizację Trammell (komunikowanie masowe), do czytania zapraszam zwłaszcza swoich studentów. Nawiasem mówiąc, Kaye to chyba znajoma Alka Tarkowskiego i Justyny Hofmokl z Terminala, którzy napisali z nią wspólny artykuł naukowy o polskich blogach. Może Alek napisze u siebie coś więcej?

* * *
Nawiasem mówiąc, jeszcze jedna refleksja o kataklizmach. Czy zauważyliście dysproporcję między informacjami o Katrinie i o tajfunie nazwanym Talim? Selekcja informacji i zaabsorbowanie sobą. Tyle tego.

(Talim też zabójczy, ale mniej medialny...)

O Talimie więcej informacji tutaj, a także w kanadyjskim serwisie newsowym Canoe. Z jedną różnicą do tego ostatniego, pisanego 2 dni temu. Według Xinhua straty Chińczyków sięgają już teraz 877 mln USD.
error300.org

2005/09/02

Po Katrinie: próbka "końca świata"

Nieraz zastanawiałem się, jak zachowaliby się ludzie w obliczu końca świata - to znaczy takiego, jaki znają. Wojna nuklearna, jakiś wielki meteoryt i pył zasnuwający niebo - i tak dalej. Wielka tragedia, która nagle każe się nam wszystkim (żywym) zastanowić nad sobą, nad priorytetami w życiu i tak dalej. Sytuacja w Nowym Orleanie zdaje się być próbką tego, czego wówczas moglibyśmy się spodziewać.

(Katrina - zdjęcie z NASA...)

Jak wygląda życie w Nowym Orleanie, mieście, w którym upadł porządek publiczny? Telewizja i prasa informują, oczywiście. Tyle, że z opóźnieniem i relatywnie wstrzemięźliwie. Wczoraj po południu żaden z polskich portali nie raczył przedstawić sytuacji w Luizjanie jako wiadomości dnia (takiej wyboldowanej). Media amerykańskie chyba przestają dozować światu informacje.

Tu wkracza oczywiście piąta władza, która wymusiła reakcje na czwartej. Blogi okazały się najbardziej skutecznym sposobem przekazania światu, co NAPRAWDĘ dzieje się w Nowym Orleanie i okolicach. A raczej - o jakiej skali anarchii mówimy. Kilka cytatów od osób, które są świadkami tych wydarzeń i raportują je dzięki komórkom, a w konsekwencji przez Internet. Albo po prostu przez Internet, tam, gdzie działa:

"In case anyone in national security is reading this, get the word to President Bush that we need the military in here NOW. The Active Duty Armed Forces. Mr. President, we are losing this city. I don't care what you're hearing on the news. The city is being lost. It is the law of the jungle down here. The command and control structure here is barely functioning. I'm not sure it's anyone's fault -- I'm not sure it could be any other way at this point. We need the kind of logistical support and infrastructure only the Active Duty military can provide. The hospitals are in dire straights. The police barely have any capabilities at this point. The National Guard is doing their best, but the situation is not being contained. I'm here to help in anyway I can, but my capabilities are limited and dropping. Please get the military here to maintain order before this city is lost" - 1 września, wczoraj, blog Interdictora.

"He said hundreds of young black men jumped on the levee with guns and tried to ransack the parish. The sheriff, fire department, and others had to hold them off. Some got through though, and they took over the Domino Sugar refinery. He said there were some people shooting at the rescuers, and flipping rescue boats in order to steal them. The looting is 10 times worse than what it is on TV. They are going house to house, and they are shooting people. It is complete anarchy" - wczoraj, blog Baikonura.

"My coworker's brother is one of seven doctors who have been left behind at Charity Hospital. His name is Vinroot, I'm sorry, I don't know the first name. He is in a panic--the doctors have barricaded themselves on the seventh floor because armed gunmen are outside threatening them and demanding access to the roof so they can be rescued first. He is desperate. Someone needs to help these people NOW!" - ze strony HaloScan.

"There are 7 people trapped in the Gallary Row apartments at 448 Julia Street (corner of Julia and Magazine). They were attacked by armed gang who hijacked their truck and drove it through a locked gate in the parking garage. They are unable to leave the building due to the heavy presence of large, well-organized armed looters. They expect the building to be attacked at any moment" - jak wyżej.

"There's a building on fire, according to CNN's reporter on the scene. Near a bunch of train cars in the vicinity of the French Quarter. Fire Department may not be able to get to the burning building, because they'll be shot at by the looters" - dzisiaj, blog Brendana Loy'a.

ale także:

"Before the supplies were pitched off the bridge today, people had to break into buildings in the area to try to find food and water for their families. There was not enough. This spurred many families to break into cars to try to escape the city. There was no police response to the auto thefts until the mob reached the rich area -- Saulet Condos -- once they tried to get cars from there... well then the whole SWAT teams began showing up with rifles pointed. Snipers got on the roof and told people to get back" - wczoraj, blog Interdictora.

Ważny głos w podobnym tonie przedstawiony jest na blogu Creek Running North - czym są kradzieże, gdy ludzie nie mają niczego...? Trzeba jednak przyznać, że czym innym jest problem wynoszenia jedzenia czy ubrań ze sklepów, a czym innym są uzbrojone bandy ze slumsów, które terroryzują całe ulice... Pamiętajmy, że plądrowane obecnie hipermarkety Wal-Mart sprzedają normalnie broń.

Nie można dać głowy za prawdziwość wszystkich zacytowanych wydarzeń. Ogrom zniszczeń jest jednak na tyle duży, że wystarczy probabilistyka i trochę własnego grzebania w blogach.

A zresztą: Drudge Report pomocny będzie najbardziej.

* * *
Czy u nas byłoby tak samo? Lepiej? Gorzej? Straszniej? Bardziej solidarnie? Zostawię to bez odpowiedzi. Obyśmy nie musieli się nigdy przekonywać.
error300.org

2005/09/01

Cztery miliony polskich netoholików...?

Cztery miliony. Tak przynajmniej zdaje się uważać dr Jan Chodkiewicz, udzielający wywiadu "Przeglądowi". Może to tygodnik przekręcił, ale wygląda to źle.

Zapytany o problem uzależnienia od Sieci, Chodkiewicz mówi:

"Z różnych badań wynika, że może to dotyczyć około 5-10% społeczeństwa. Problem stanowi fakt, że na ten temat dopiero się dyskutuje, prowadzi badania, a uzależnienie od Internetu nie jest jeszcze uznane za jednostkę chorobową."

Przyjmijmy górną granicę. 10% Polaków w kraju to ok. 3,8 mln osób. Wszystkich internautów jest pewnikiem 9-10 mln (licząc z dziećmi, nieklasyfikowanymi np. w Net Tracku). Pan doktor musi zatem wiedzieć, że takim nieprecyzyjnym stwierdzeniem implikuje uzależnienie około 40% rodzimych internautów. Co gorsze, pytany o to, od czego możemy się uzależnić, doktor odpowiada:

"Są (...) trzy rodzaje aktywności potencjalnie mogące prowadzić do uzależnienia. Pierwsza to korzystanie z gier, druga ? korzystanie z czatów i trzecia to przeglądanie stron erotycznych. Poza tymi zagrożenia raczej nie istnieją, bo nie zdarza się, żeby ktoś się uzależnił od zbierania informacji."

Tylko trzy aktywności "potencjalnie mogące"? Znam przypadki spędzania po 8 godzin dziennie, przez wiele tygodni, na grupach dyskusyjnych. Osoby generujące dziennie 50-100 postów na jedną tylko grupę i czytające chyba każdy jeden post na niej. Uzależnienie od informacji zdarza się, jak najbardziej.

Warto może przy tym zauważyć różnicę między wymianą informacji (grupy dyskusyjne) i ich zbieraniem (portale, serwisy tematyczne, itd.). Może tu jest pies pogrzebany, że takiego rozróżnienia w wywiadzie nie ma. Tak czy siak nieprawdą jest, że uzależnienie od zbierania informacji "nie zdarza się". John Suler pisze o biznesmenach uzależnionych od grzebania w analizach internetowych i w stałym dostępie do wieści z tej czy innej giełdy. Obsesyjny imperatyw posiadania dostępu do Internetu 24/7, związany właśnie ze zbieraniem informacji!

Sprawa ostatnia. "Psychologia Internetu" Patricii Wallace jako książka według Chodkiewicza klasyczna. W pewnym sensie może tak, bo omawia Sieć sprzed 10-12 lat. Dla psychologa bardziej przydatna może być jednak aktualizowana relatywnie często, pisana prostym językiem "The Psychology of Cyberspace" Sulera. Z niej dowiemy się m.in., że sposobem terapeutycznego odwyku jest łączenie aktywności online i offline danego netomana, w ścisłym kontakcie z jego najbliższym realnym otoczeniem (rodzina, przyjaciele). Nie jest tak, że w terapii internetoholizmu "to są dopiero początki" - chyba, że mówimy o Polsce, ale wtedy znów brakuje precyzyjności.
error300.org