error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2006/06/30

Wszechpolski Beniamin cenzorski

Na Monitorze Edukacji znalazłem ciekawy opis programu komputerowego, jaki minister Giertych chce zaserwować w szkołach, by chronić dzieci przed nieodpowiednimi dla nich treściami. Abstrahuję od idei, ona sama w sobie zła nie jest. Zły jest natomiast dobór słów kluczowych, przed którymi uczniowie mają być bronieni. Ludwik Trammer tak raportuje sprawę we wpisie "Szkolny cenzor Beniamin":

"Na liście nie znalazła się większość sprawdzonych przez nas słów słów związanych z pornografią i praktykami seksualnymi. (...) W całości blokowane są takie słowa jak 'gej', 'lesbijka', 'homoseksualizm' czy 'queer', wraz z ich wszystkimi wariantami i odmianami. (...) Przy czym zablokowane zostaną tylko te strony, które posługują się wyrażeniami poprawnymi politycznie. Serwisy używające wersji 'pedał', 'ciota' czy 'lesba' są już dopuszczane. Na wszelki wypadek dodatkowo zablokowane zostały nazwy większości polskich serwisów informacyjnych o tematyce homoseksualnej (...). Jednocześnie nie zablokowano nazwy ani jednej strony pornograficznej o tej tematyce."

I jeszcze jedna ciekawostka:

"Na całej liście nie znalazło się ani jedno słowo powiązane z pedofilią lub wykorzystywane przez pedofilii (sic!). Podobnie rzecz ma się z przemocą. Lista nie zawiera ani jednego słowa związanego lub wykorzystywanego przez grupy nawołujące do przemocy czy faszyzmu.
Zablokowano natomiast wszystkie strony posiadające w nazwie 'blog' lub 'blox'."

Komentarza brak, bo jest zwyczajnie zbędny.

2006/06/29

Blog Czarneckiego cytowany w prasie

W prasie brukowej powoływano się wczoraj na Ryszarda Czarneckiego, a konkretnie na to, co napisał na swoim blogu. Wspominam o tym, bo jest to jednak krajowy precedens - sprawa wyjątkowo nieblogowa trafia z bloga na łamy ogólnopolskiej prasy jako news. Poszło o ten cytat z internetowych zapisek polityka Samoobrony:

"Paweł Janas podał się dzisiaj do dymisji. Rozmawiałem z nim telefonicznie po 15. Nie uznaję zasady 'kopać leżącego' - podziękowałem mu za to, co zrobił dla polskiej piłki, zwłaszcza w eliminacjach Mundialu. Był wyraźnie odprężony, jakby zrzucił ciężar z piersi..."

Na te słowa Czarneckiego powołała się prasa brukowa, tj. "Fakt" i "Super Express".

Z punktu widzenia tzw. opiniotwórczej blogosfery, to dobrze, że taki precedens w ogóle miał miejsce. Cieniem rzuca się jednak na to kilka spraw. Przede wszystkim blogowa twórczość Czarneckiego nie jest zbyt ciekawa merytorycznie. To jakieś skrawki myśli, jakieś urywane zdania ad hoc - tak naprawdę po prostu sieciowy pamiętnik, do tego niewyszukany nawet w tej kategorii. Sam autor nazwał go zresztą właśnie pamiętnikiem. Jest to uczciwe postawienie sprawy - szkoda tylko, że w kontekście cytatów prasowych przyczynia się do utrwalania stereotypów. Nie wiem, jak "Fakt", ale "Super Express" pisał ewidentnie o pamiętniku Ryszarda Czarneckiego (tak to wygląda w internetowym wydaniu SE). I to jest zresztą większa szkoda - że blogową "rewelację" podchwyciły takie a nie inne tytuły prasowe. Abstrahuję od Janasa. To nawet trochę wstyd, że precedens tworzy taka sprawa w takich mediach. Cóż. Powtórzę się - dobrze, że ten precedens w ogóle miał już miejsce.

Szkoda jeszcze jednego - tego, że prasowe powołanie się na newsa z bloga pojawiło się w kontekście osoby i tak powszechnie znanej. Patrząc realistycznie, trudno było jednak oczekiwać, że będzie inaczej.

2006/06/28

Chiński mur (sieciowy) da się obejść

Króciutki post-drogowskaz. Richard Clayton i jego dwaj koledzy z Cambridge przygotowali artykuł naukowy o tym, jak obejść zabezpieczenia cenzorskie w The Great Firewall. Materiał jest do ściągnięcia z bloga zespołowego Light Blue Touchpaper, gdzie Clayton opisał w żołnierskich słowach cały koncept.

Spojrzenie Anglików na całą sprawę jest ciekawe. Wszystko staje się łatwe, gdy wiesz, że łyżka nie istnieje.

2006/06/23

E-mail, autoresponding i spamowanie

Koty. Koty są miłe.

Autorespondery do końca miłe nie są. "Nie ma mnie w biurze od poniedziałku do piątku, proszę o kontakt z panem Janem Kowalskim, numer telefonu 123-45-67". Autoresponder, typowa sprawa, a nawet codzienność e-mailowej komunikacji asynchronicznej w Sieci. Zaryzykuję stwierdzenie, że korzystanie z autorespondingu stało się już w pewnych kręgach (biznes, korporacje) po prostu zwyczajem. Mam oczywiście na myśli socjologiczne rozumienie tegoż.

Tonid patrzy na tę sprawę okiem informatyka-dziennikarza i jest zdania, że autoresponding jest zły. Autoresponding jego zdaniem to na dobrą sprawę... spam. Tyle, że spam zwrotny. Mój przyjaciel, jak zwykle w przypadku tej tematyki, elokwentnie argumentuje swoje stanowisko. I patrząc tylko z technicznego punktu widzenia, ma rację.

Rzecz w tym, że na tę sprawę nie można, moim zdaniem, patrzeć wyłącznie w ten sposób - jest jeszcze to, co zwykło się obrzydliwie nazywać czynnikiem ludzkim. Chodzi o tego znienawidzonego usera w skali makro, jego wygodę i motywację dla stosowania pewnych rozwiązań. To także należy zrozumieć.

A że ktoś kiedyś popełnił błąd w założeniu, tworząc autoresponding bez przemyślenia konsekwencji jego ewentualnej popularyzacji - to zupełnie inna sprawa.

2006/06/08

Internet nie jest medium masowym

Przez Internet Standard dotarłem do badań Online Publishers Association, nazwanych barwnie "A Day in the Life: An Ethnographic Study of Media Consumption". Przyznam szczerze, że zainteresowały mnie nie tyle wyniki tych badań, ile jedno bardzo mocne stwierdzenie. Chodzi o konstatację: "the results show that the Web is now clearly a mass media".

Wyniki pokazują, że Sieć jest medium masowym? Wypadałoby zatem wyjaśnić, jaką definicję medium masowego przyjmują autorzy raportu - i pewnie w samym raporcie takowa informacja się znajduje. Press release tego nie wyjaśnia.

I to właściwie jest przyczynek do powstania niniejszego wpisu. Nie negując samych badań, jestem zdania, że mówienie o internecie jako medium zdecydowanie masowym to pomyłka.

Cały czas trwają dyskusje, czy internet należy w ogóle traktować jak medium, czy może jako coś więcej. Uważam, że internet jest hipermedium - dopiero on sam dopiero zawiera w sobie liczne media, w tym odpowiedniki tzw. mediów tradycyjnych (prasa, radio, telewizja). Mówienie o internecie po prostu jak o kolejnym medium jest zawężeniem tematu, które w niebezpieczny sposób usuwa w cień nowe, nieobecne wcześniej kanały komunikacyjne (te tzw. internetowe, w tym blog).

Jednocześnie, zgodnie z logiką poprzedniego zdania, mówienie o internecie jak o kolejnym medium masowym, jest zawężeniem jeszcze większym. Nie mówię jednak, że zawężeniem niedopuszczalnym. Jest równie uprawnione, jak konstatacja "Państwo to ja" - da się znaleźć aspekty, w których tego stwierdzenia Ludwika XIV nie sposób będzie podważyć. A zatem "internet to medium masowe" zasadniczo dopuszczalne jest - ale wypadałoby przynajmniej podać definicję medium masowego, do której odwołują się autorzy badań. Co i tak nie zmieniłoby mojego zdania, że jest to stwierdzenie wyjątkowo niefortunne i prowokujące do polemik.

Przyrzekłem sobie nie zarzucać wpisu teorią, stwierdzę zatem tylko, że internet co najwyżej bywa medium masowym. Media masowe w Sieci funkcjonują, ale tematu nie wyczerpują. A zresztą - w tych nowomedialnych rozważaniach ciekawszym wątkiem jest dla mnie to, że każdy internauta bywa już nie tylko masowym odbiorcą, ale i masowym nadawcą.

2006/06/06

CC Hits - legalne ściąganie

Mając na uwadze zbliżający się wielkimi krokami rodzimy Salon Creative Commons, warto przybliżyć ambitną inicjatywę zza Oceanu. CC Hits to nowy serwis Web 2.0 za pośrednictwem którego można ściągnąć muzykę. Liczne, darmowe i legalne mp3 są dostępne właśnie na licencji (-ach) Creative Commons. Temat wart rozpropagowania, choć serwisowi brakuje znanych nazw i nazwisk. Bez ogólnie rozpoznawanych ikon, bez imponujących fregat, CC Hits pozostanie niszowy i nadal będzie sprawiać wrażenie przystani dla anonimowych łodzi rybackich... Może jednak jakiś dobry marketingowy buzz nakłoni Pearl Jam do sprezentowania nigdy nie wydanych b-sides?

(O CC Hits dowiedziałem się za pośrednictwem rekomendowanego już tutaj dawniej serwisu Lifehacker.)

2006/06/05

Web 2.0 - koniec prywatności?

Wil Harris z serwisu Bit-Tech zwraca słusznie uwagę, że liczne udogodnienia, jakie niosą użytkownikom standardy Web 2.0 są w istocie także ogromnymi udogodnieniami dla e-marketingu. E-marketingu w tym nielubianym wydaniu, który kojarzymy z naruszaniem naszej sieciowej prywatności.

Harris stawia odważną tezę, że Sieć 2.0 odbierze nam prywatność online w stopniu całkowitym. Tezę tę opiera na argumentach stricte ekonomicznych - wartość rozmaitych, darmowych dla użytkowników serwisów stale rośnie. Bierze się to stąd, iż kapitałem MySpace'a, Flickra, Digga, YouTube i tym podobnych jest wiedza o użytkownikach. Jak pisze Harris, "(...) the benefit to the companies involved here is minimal. I mean, so minimal, it's what convinced me to look under the surface in the first place".

I dalej, na konkretnym przykładzie: "MySpace can break its users down by almost any statistic imaginable, then mine that data for more information about what it is you're doing and sharing online, and how that relates to your friends in the same (or different) demographics". Dodajmy, że MySpace - o którego specyfice nie tak dawno pisałem - jest już własnością gigakoncernu Ruperta Murdocha. A Murdoch na pewno nie kupił tego serwisu przez wzgląd na muzyków.

Artykuł zdecydowanie warto przeczytać, nawet jeśli niektóre uwagi wydają się oczywiste. Wydają się, ale chyba nie są - zważywszy, że o Web 2.o ciągle głównie się pieje, zamiast dyskutować o wielu obliczach tego standardu (?).


Spotkanie CC w Warszawie, film, dyskusja

Creative Commons Polska zaprasza 13 czerwca na pierwsze z cyklicznych spotkań pod wspólnym tytułem Salon Creative Commons. Tytuł spotkania: "Godzilla czy Przeminęło z wiatrem? Internet a kino". Jak zapewniają autorzy:

"Będziemy rozmawiać o wpływie internetu na kinematografię, innowacyjnych sposobach dystrybucji filmów, zaletach i wadach otwartych modeli dystrybucji filmów.

W czasie spotkania przedstawimy nie pokazywaną dotychczas w Polsce animację 3D 'Elephant's Dream', będącą przykładem produkcji i dystrybucji filmu na otwartych zasadach. Pokażemy również polskie filmy amatorskie z kolekcji projektu 'Entuzjasci', których archiwum zostanie niedługo udostępnione online przez Centrum Sztuki Współczesnej."

Miejsce spotkania: Klubokawiarnia Chłodna 25, dnia 13 czerwca 2006, godz. 18.00. Wstęp oczywiście wolny. Więcej informacji u źródła.