error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2007/02/28

Stajnie blogowe a Szwecja

Alek Tarkowski (Kultura 2.0) ciekawie opisuje ważny wycinek polskiej blogosfery, który określa mianem stajni blogowych. Czyli serwisów umiarkowanie zamkniętych, nastawionych przede wszystkim na gromadzenie takich piszących, którym można przypisać cechy eksperckie. Alek wymienia tu m.in. Salon24, blogi "Polityki", bblog.pl, itp. Takich platform jest całkiem sporo.

Zachęcam, aby zgłębić całość, dostępną do przeczytania oczywiście na "Kulturze 2.0", a sam wspomnę najważniejsze punkty obserwacji:

"Stajnie oferują drogę na skróty w budowaniu blogowej renomy - budując ją "

"Stajnie blogów zmieniają istotę blogowania, bowiem przestaje być jasna kwestia autonomii blogera. (...) Decyzja o przerwaniu blogowania jest zazwyczaj suwerenną decyzją blogera. W stajni blogów już nie, przynajmniej w modelu przyjętym przez Salon 24 - decyduje o tym nadrzędna wobec blogera "

"Mamy więc do czynienia z krystalizacją nowej hybrydalnej formy medialnej, która ma coś wspólnego z gazetą, coś wspólnego z blogami, a tak naprawdę jest czymś nowym."

Mogę ten pogląd tylko wesprzeć, mnie również wydaje się, że pojawia się tu nowa forma medialna (nieważne, czy trwała, ważne, że się pojawia!). Jednocześnie wydaje mi się, że jej powstanie i funkcjonowanie wzmacnia pozycję bloga jako takiego, w kontekście dziennikarstwa (obywatelskiego) oczywiście.

Alek ma oczywiście rację, że takie stajnie co do zasady łatwiej zyskują popularność niż dobrzy merytorycznie blogerzy działający na własną rękę. Dla tych, jak to Alek określił, ortodoksów, działalność stajni blogowych może być nieco trudna do przełknięcia. Ale też warto zauważyć, że nie dla każdego blogera tematycznego, "eksperckiego", nadrzędnym celem jest popularność i "zasięg dotarcia". Co nie zmienia mojego podejrzenia/przewidywania, że z czasem będziemy mieć do czynienia z pewną formą blogerskiego headhuntingu. Z pobudek merytorycznych, ale i - z czasem - także z finansowych. Koniec dygresji, czas wszystko pokaże.

* * *

Jeszcze jedna kwestia, właściwie najważniejsza, bo to sedno wpisu. Alek dywaguje, że stajnie mogą być polskim fenomenem internetowym, ale zastrzega, że nie jest pewny i prosi o przykłady takich stajni z zagranicy. Tu jestem w stanie wspomóc go przykładem Szwecji. Pamiętam pewną rozmowę z konferencji naukowej w 2005 roku, przeprowadzoną właśnie z rówieśnikiem stamtąd. Ze zdumieniem odkryłem wówczas, że Szwecja nie posiada portali w takim rozumieniu, jakie przyjęło się w Polsce. Tam rolę portali spełniają rozbudowane strony gazet - m.in. "Aftonbladet", "Svenska Dagbladet", "Dagens Nyheter" czy "Expressen". Niektóre są w sieci tak długo, jak Yahoo ("Aftonbladet" debiutował 25.08.1994), co w moim przekonaniu wiele tłumaczy.

Tknęło mnie i sprawdziłem, jak sprawa stajni blogowych wygląda po drugiej stronie Bałtyku, w tym na wzmiankowanych stronach. Nie znam szwedzkiego, podkreślam to zdecydowanie, co trochę utrudnia sprawę. Mimo to z obserwacji wspartych tłumaczeniami sieciowymi wnoszę, że stajnie blogowe działają i w Szwecji. Przejrzałem kilkanaście platform, dochodzę do wniosku, że o stajniach można mówić w przykładach nielicznych - ale chyba jednak można. Chodzi przede wszystkim o blogi skupione wokół stron Aftonbladet, Svenska Dagbladet, Expressen, a prawdopodobnie także Bloggportalen.se.

Serwisy te - poza ostatnim - prezentują model stajni umiarkowanie podobny do Salonu24. W Salonie bloguje grupka "ekspertów", promowanych z nazwiska i twarzy, których wpisy są lepiej eksponowane na stronie głównej - a także "Inne blogi", które mogą zakładać wszyscy pozostali użytkownicy. Podobnie jest np. z blogami na Aftonbladet.se - po lewej stronie wyeksponowane blogi znanych postaci, po prawej pozostałe. Nie wiem tylko, jak z wątkiem autonomii pisania. Odnoszę mimo wszystko wrażenie, że tam jest większa niż tu (Salon24, jeżeli przyjąć argumentację Alka).

Ważna różnica, ale dająca się wytłumaczyć historią. Ponieważ rolę "naszych" portali przejęły w Szwecji strony gazet - głównymi, eksponowanymi blogerami stajni są dziennikarze danych tytułów. Podkreślmy jednak, że nie tylko oni piszą. Dla Aftonbladet bloguje na przykład (były?) europarlamentarzysta, pisarz i webdesigner Sigge Eklund, a także ewidentnie znana (ale dotąd nie ustaliłem z czego...) 21-latka Margret Atladottir, zaproszona do blogowania na platformie po uprzednim pisaniu na Bloggerze.

Nie jest to więc model naszego "Newsweeka", gdzie zgromadzono właściwie tylko blogi kilku dziennikarzy tego czasopisma. Taki np. "Dagens Nyheter" również ma blogi redakcyjne - ale nic więcej, nie oferuje czytelnikom zakładania swoich.

(Na marginesie: nie wiem, czy Alek ma rację, kiedy pod szyldem polskich stajni blogowych umieszcza także blogi "Polityki". Chodzi o to, że póki co blogują tam jednak głównie ludzie bezpośrednio związani z "Polityką" właśnie. Przy takim rozumieniu być może "stajnią" jest już nasz "Newsweek", a także "Dagens Nyheter" - wydaje mi się, że to nie tak).

Pewnym wyjątkiem, który jest novum w porównaniu z Polską, jest Bloggportalen.se, założony przez wspomnianego wcześniej Sigge Eklunda. To na poły serwis blogowy, na poły agregator wpisów. Przy agregacji pojawiają się już jednak mechanizmy selekcji, eksponowania bądź pomijania, czyli tego, co w medioznawstwie nazywamy już gatekeepingiem. (Jeżeli ktoś zajrzy na ten serwis, dostrzeże, że rodzime Blogfrog czy 10 Przykazan to coś znacznie skromniejszego). Na Bloggportalen także pojawiają się znane postaci - dziś np. eksponowany jest wpis z bloga byłego premiera Szwecji Carla Bildta (na marginesie: aktywny bloger od lutego 2005). Być może jest to jeszcze forma stajni blogowej, ale... z pożyczonymi końmi. A być może to już coś innego.

Podsumowując: szwedzkie i polskie platformy blogowe, te, które chcielibyśmy uznać za stajnie, mają swoje różnice, ale też i sporo punktów wspólnych. Stajnie blogowe, których deskrypcję uznaję za wartościową i sensowną, nie są zatem polską specyfiką. Być może ktoś wspomoże nas przykładem jeszcze innego kraju?

A kończąc wątek stajni, dziennikarzy i Szwecji, przytoczę ciekawostkę. Zdaniem Media Culpa, Szwedzi zdecydowanie nie przepadają za RSS-em. Więcej w tym wpisie, a sam blog - całkiem interesujący.
.

2007/02/27

Żaden tam "blogging"

Mój ulubiony portal internetowy zmienia swój wygląd - a raczej przepoczwarza się w coś, czego na razie nie chcę skreślać, ale też i nie mogę polubić. Ten wpis wcale nie jest jednak o grafice komputerowej, Web 2.0., użyteczności czy rozkładach stron głównych portali takich, jak Gazeta.pl. Chodzi "tylko" o dziennikarstwo. Ostatnio było głośno o tym, że Agora zatrudnia dziennikarzy do Gazeta.pl, podobno jest mowa o 150 etatach. Mam nadzieję, że część z nich to etaty redaktorskie, aby portal był nie tylko ładny i dobrze naoliwiony.

Szpetnie się czepiam, ale to właśnie od tego dynamicznego portalu, który spośród naszej czołówki najśmielej stawia na dziennikarstwo obywatelskie, można oczekiwać nazewniczej konsekwencji i redaktorskiej czujności... Nie wytrzymałem przez w sumie mało ważny, chociaż promowany na stronie głównej, tekst o najstarszej blogerce. Ma owa pani ponad 107 lat, ciekawe, sympatyczne.

Ale to ciągle blogerka, a nie bloggerka, droga Gazeto. Blogujemy przecież, a nie bloggujemy. Blogerzy, a nie bloggerzy. No i przecież jasne, że nie bloggosfera. Powtórzenie tej spółgłoski jest niepotrzebne. To jaskrawy przykład, ale też bardzo prosty i językoznawczo łatwy. Internet obfituje w skomplikowane, trudne do tłumaczenia słownictwo. Jesteśmy i tak skazani na anglicyzmy. Jeżeli jednak "wykładamy się" już na bloggingu, to może strach się bać o tę naszą polszczyznę...?

Dla jasności - dostało się Gazecie, ale powtarzalność błędu jest nagminna. Ostatnio był nawet drugoplanowy konkurs o nazwie "Polski Blogger", a na stronie o tej samej nazwie autor uczy "jak pisać i prowadzić bloga". Żeby nie być złośliwym, nie napiszę od czego i od kogo powinna się zacząć ta nauka...

P.S. W kolejnych wpisach obiecuję nie narzekać!
.

Pomyliłem się

Pomyliłem się, wszystko na to wskazuje. Sprawa plagiatów Elizy Michalik, dziennikarki m.in. "Gazety Polskiej" i blogerki Salonu24 nieco przycichła (linkować można w wiele miejsc, kto nie wie, o co chodzi, temu niech za drogowskaz wystarczy ElizaWatch). Niedługo pewnie w ogóle zostanie zapomniana. Raban już zdaje się cichnąć...

Niespełna rok temu pisałem o błędnym (a przynajmniej niepełnym...) postrzeganiu fenomenu blogów w polskich mediach. Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło - i dobrze. Głównie zawdzięczamy to blogowi Kazimierza Marcinkiewicza i mody na blogowanie, jaką zapoczątkował u notabli. Media chcąc nie chcąc zaczęły przez to pisać o blogach i więcej, i lepiej, co odczułem sam, udzielając tu i ówdzie wypowiedzi.

A pomyliłem się, bo w kontekście naszego "pierwszego skalpu" (sam nie wiem, czy już był, czy jeszcze nie... ale chyba jednak powinniśmy przyjąć, że był) pisałem tak:

"Obawiam się, że nasz skalp nie zostanie zdobyty kosztem polityków lub innych urzędników państwowych a w interesie całego społeczeństwa, jak miało to miejsce np. w Stanach Zjednoczonych. Zdobędziemy go kosztem dziennikarzy, w interesie stricte własnym. Skalpem będzie przegrany przez dziennikarza proces o plagiat, względnie zjawisko pokrewne. Proces ów, jako powód, wytoczy mu bloger, a pozwany być może będzie powoływał się na kompromitujący przed majestatem prawa argument . Wyrok będzie jednoznaczny, a zaraz po nim rozgorzeją dyskusje."

Jest mi przykro, że się pomyliłem, bo przecież w sprawie Michalik rodzima rzeczywistość rechocze donośnie. Kudy nam do procesu, kudy do wyroku... A i przyszłość Michalik jako dziennikarki niekoniecznie przekreślona. Dyskredytacja w środowisku blogerów jest dobrym znakiem, ale to ciągle bardzo mało - koniec końców Michalik na plagiatach zarobkowała.
.

2007/02/11

Obama ma serwis społecznościowy i mówi, że chodzi o Ciebie

Amerykańska debata prezydencka w "Second Life" w przyszłym roku jeszcze bardziej prawdopodobna? Czarnoskóry kandydat na prezydenta USA właśnie uruchomił (uruchomiono za niego) serwis społecznościowy MyBarackObama.com. Dla formalności tylko dodajmy, że jako pierwszy. Barack Obama ma też swój oficjalny profil na Facebooku i YouTube, a także (jak twierdzi ZDNet - nieoficjalny) na MySpace. Zobaczymy, dokąd te działania zaprowadzą Obamę, jak odpowiedzą na to kontrkandydaci w Partii Demokratycznej i jak, ewentualnie, odpowiedzą republikanie.

Podstawowe opcje na MyBarackObama: stwórz swój profil, szukaj i dodawaj przyjaciół-aktywistów, grupuj znajomości, planuj i włączaj się w akcje, rozpocznij zbieranie funduszy oraz, a jakże, pisz bloga. Hasło kandydata: this campaign is about you.

Jeżeli Obama trafi do Białego Domu, niewykluczone, że tę kampanię będziemy wspominać jako równie przełomową dla świata mediów, jak ta z 1960 roku (Kennedy vs. Nixon, pierwsza i słynna prezydencka debata telewizyjna).
.
* * *
A na marginesie: wirtualna Izba Reprezentantów jest już w "Second Life" - można o tym poczytać.
.

2007/02/05

Prezydent Samolot

Wirtualna Polska cytuje "Życie Warszawy" w temacie praktycznej realizacji przez rządzacych wyborczego programu taniego państwa. Tekst dotyczy rozlicznych lotów prezydenta Kaczyńskiego do domu w Sopocie. Pod tekstem są niby-tagi, które bardzo mnie zaciekawiły: "prezydent" (oczywiste) i "samolot". Sprawdzamy co kryje się za tym drugim - okazuje się, zgodnie z przewidywaniami, że i mydło, i powidło. Restrukturyzacja WSK PZL Rzeszów, F-16 w drodze do Krzesin, nowe trasy LOT-u, wojna w Afganistanie i tarcza antyrakietowa.

Serfując dalej po WP napotykam tekst o zakazie jazdy na nartach po spożyciu alkoholu. Pod nim oferuje się czytelnikom więcej informacji na temat "przepisów" oraz "MSWiA". I tyle. W kolejnym tekście Violetta Villas chce spotkania z Macierewiczem, bo uważa, że umieszczenie jej w szpitalu psychiatrycznym to efekt działania służb specjalnych. Tagi do umieszczenia pod artykułem wydawałyby się bardzo domyślne, tymczasem mamy tutaj "szpital" i "piosenkarkę".

Jest także artykuł o trójmiejskiej straży, która będzie zajmować się ujawnianiem przypadków znęcania się nad zwierzętami, prowadzi dalej do "znęcania się", "straży" i "zwierząt". Gdyby ktoś chciał za pośrednictwem WP pogłębić swoją wiedzę w tym konkretnym temacie, musi doskonale odfiltrować a) informacje nt. przemocy "ogólnoludzkiej", zwłaszcza w rodzinie, b) informacje o straży pożarnej, c) rozmaite, naprawdę przeróżne informacje związane z szeroko pojętą fauną. Powodzenia, dłuższą chwilę z pewnością to zajmie.

Nie widzę innego wytłumaczenia dla tak chybionego tagowania, jak to jedno: może Wirtualna Polska przyjmuje model zakładający wychowanie sobie tzw. hardcore users. Wystawić ich na męki, zahartować, a potem już nigdy nas nie opuszczą? ;)
.