Cork'd: niespełnione oczekiwania
Rzeczywistość okazała się dość smutna; całość miałaby jednak sens, gdyby zderzały się w niej różne realia rynkowe - amerykańskie, francuskie, czy choćby i polskie. Tak niestety nie jest. Początkowo sądziłem, że słabością Cork'd jest właśnie owo niedopasowanie rynkowe: z ok. 10 win, których oceny próbowałem poznać za pośrednictwem serwisu, tylko dwa okazały się zarejestrowane. Wytłumaczyłem sobie to w ten sposób, że być może wina, które próbowałem, są zwyczajnie nieznane Amerykanom i Kanadyjczykom, bo nikt ich za ocean nie sprowadza.
Dziś jednak utwierdziłem się w przekonaniu, że to po prostu serwis jest słaby i chyba słabo uczęszczany, mimo sporej liczby zarejestrowanych. Być może błędne było założenie twórców i wiara, że sami użytkownicy wygenerują zawartość - należało to najpierw samodzielnie, porządnie rozkręcić. Może zresztą udało się to zrobić w zakresie win kalifornijskich, jednak brak dwóch pięciogwiazdkowych winnic z Australii (i któregokolwiek z szerokiej palety ich win, niektórych nagradzanych) był dla mnie dobitny. Dla jasności: Amerykanie lubią australijskie wino, m.in. sztandarowy ponoć przykład "strategii błękitnego oceanu", czyli wino [yellow tail] (więcej na ten temat np. tutaj). Nie jest tak, że szukałem wytworów niszowych francuskich chateaux.
Znacznie więcej, nie tylko przez wzgląd na rodzimy kontekst, wyniosłem z lektury forum winnego na Gazeta.pl. Sęk w tym, że w porównaniu z potencjałem Cork'd funkcjonalność takich forów jest niska i mało zadowalająca. Jedno ma więc treść, drugie ma miły interfejs... ktoś łebski na pewno umiałby połączyć jedno z drugim. Pytam się zatem, gdzie jest Web 2.0, kiedy naprawdę go potrzeba? Po co mnożyć byty typu Renkoo, Gahbunga, Ning czy Squidoo - my chcemy prostej aplikacji o szlachetnych trunkach! :)
.




