error300: multiple choices - migawki z cyberprzestrzeni

2007/10/30

Cork'd: niespełnione oczekiwania

Dla miłośników wina, choćby i tych weekendowych, informacje o prywatnych gustach i preferencjach innych osób mogą być bardzo interesujące - by nie powiedzieć, że nierzadko bardziej interesujące niż opinie krytyków. Właśnie dlatego miałem wielkie nadzieje, gdy jakiś czas temu odkryłem serwis Cork'd. Otwarta społeczność miłośników wina w Sieci, treść w dużej mierze zależna od użytkowników. Co dodadzą i jak ocenią, to będzie. Plus dyskretna opieka krytyka win Gary'ego Vaynerchuka. Brzmiało bardzo dobrze i bardzo ładnie wyglądało.

Rzeczywistość okazała się dość smutna; całość miałaby jednak sens, gdyby zderzały się w niej różne realia rynkowe - amerykańskie, francuskie, czy choćby i polskie. Tak niestety nie jest. Początkowo sądziłem, że słabością Cork'd jest właśnie owo niedopasowanie rynkowe: z ok. 10 win, których oceny próbowałem poznać za pośrednictwem serwisu, tylko dwa okazały się zarejestrowane. Wytłumaczyłem sobie to w ten sposób, że być może wina, które próbowałem, są zwyczajnie nieznane Amerykanom i Kanadyjczykom, bo nikt ich za ocean nie sprowadza.

Dziś jednak utwierdziłem się w przekonaniu, że to po prostu serwis jest słaby i chyba słabo uczęszczany, mimo sporej liczby zarejestrowanych. Być może błędne było założenie twórców i wiara, że sami użytkownicy wygenerują zawartość - należało to najpierw samodzielnie, porządnie rozkręcić. Może zresztą udało się to zrobić w zakresie win kalifornijskich, jednak brak dwóch pięciogwiazdkowych winnic z Australii (i któregokolwiek z szerokiej palety ich win, niektórych nagradzanych) był dla mnie dobitny. Dla jasności: Amerykanie lubią australijskie wino, m.in. sztandarowy ponoć przykład "strategii błękitnego oceanu", czyli wino [yellow tail] (więcej na ten temat np. tutaj). Nie jest tak, że szukałem wytworów niszowych francuskich chateaux.

Znacznie więcej, nie tylko przez wzgląd na rodzimy kontekst, wyniosłem z lektury forum winnego na Gazeta.pl. Sęk w tym, że w porównaniu z potencjałem Cork'd funkcjonalność takich forów jest niska i mało zadowalająca. Jedno ma więc treść, drugie ma miły interfejs... ktoś łebski na pewno umiałby połączyć jedno z drugim. Pytam się zatem, gdzie jest Web 2.0, kiedy naprawdę go potrzeba? Po co mnożyć byty typu Renkoo, Gahbunga, Ning czy Squidoo - my chcemy prostej aplikacji o szlachetnych trunkach! :)
.

2007/10/23

Chińscy cyberwojownicy

Z cyklu "brak czasu, żeby skomentować, ale polecam": reportaż o chińskich crackerach pracujących dla tamtejszych władz (i nie tylko). Cyberwojna to dęte słowo, ale niekoniecznie bezzasadne. I niestety przyszłościowe - a w kontekście Chin koniecznie do rozważenia z przymiotnikiem "ludowa". Informacyjna wojna ludowa, jak ujmuje to Danchev. Taki mały krok do przodu - po co komputery-zombie, jeżeli x ludzi dobrowolnie udostępni zasoby dla walki w słusznej sprawie...?

Co, tak na marginesie, pokazuje potencjał ciemnej strony kultury partycypacji ;)
.
.

2007/10/17

Cytat na dziś: Kevin Warwick

Nowa strategia syntezy, nowa koncepcja sztuki - być może od czasu do czasu będę przeplatać własne wpisy ciekawymi, ważnymi cytatami. To się okaże. Tymczasem Kevin Warwick:

"Co to znaczy być człowiekiem? Ludzki mózg jest samodzielnym bytem, dzięki któremu człowiek jest obdarzony unikatową tożsamością. Gdy jednak połączymy mózg człowieka przez Internet z innymi mózgami zarówno ludzkimi, jak i elektronicznymi, cóż jeszcze zostanie z owej tożsamości?".
.

Polska blogosfera, nudna czy nie?

...i dlaczego? Ciekawa dyskusja w komentarzach u Marty Klimowicz. Mógłbym wypowiedzieć się tutaj, ale spróbujmy zrobić inaczej - skoro tam już jest żywo i głośno, nie rozrzedzajmy tego. A zatem moje trzy grosze nie na error300, a w komentarzu u Marty. Zapraszam na jej blog.
.

2007/10/02

Nowa płyta Radiohead w Twojej cenie

Nie wiem, czy Thom Yorke lubi wizualizować sobie ostateczny krach systemu korporacji w branży muzycznej, ale jedno jest pewne - dzięki potężnej marce, jaką jest Radiohead, idzie nowe. Nowy album zespołu może, przy odrobinie szczęścia, okazać się bardzo ważnym wydarzeniem dla branży muzycznej. Branży, która chyba nie uniknie przemian, choć bardzo im się opiera.

Nowa płyta Radiohead - "In Rainbows", wydana własnym sumptem, po uniezależnieniu się od korporacji. Ściągamy ją na dysk bezpośrednio od zespołu, przy jedynej niezbędnej asyście firmy zabezpieczającej transakcję internetową. Sami ustalamy cenę za pobierane pliki audio, przy czym akceptowana jest także cena "zero funtów". To my sami decydujemy, ile chcemy zapłacić. Wystarczy wejść na oficjalną stronę zespołu i dokonać wyboru.



Album ma dwie oficjalne daty wydania - 10 października ściągną go z internetu ci, którzy zapłacą wybraną przez siebie kwotę za dostęp do plików. W grudniu "In Rainbows" zostanie wydany w tradycyjnej, acz ekskluzywnej formie rozbudowanego boksu z CD (zestaw dwóch płyt winylowych, CD, grafik i książeczki). Utworów z płyty nie kupi się w iTunes i podobnych sklepach.

Temat jest na tyle ważny, że warto zrobić wokół niego mały szum. Mogę się tylko cieszyć, że opisały go wcześniej osoby o zbieżnych z moimi zainteresowaniach (tutaj i tutaj). Opiszą, mam nadzieję, także i inni.

W ramach komentarza mogę dodać jedynie tyle, że omijanie pośredników i docieranie do zespołów za pośrednictwem ich stron WWW nie jest oczywiście rewolucyjne. Podobnie nabywałem utwory m.in. Tweakera (Chris Vrenna z własnej inicjatywy podpisał płytę, oznaczył indywidualnym numerem, a zapłaciłem za nią równowartość 35 złotych) czy, jeśli mnie pamięć nie myli, Sleepytime Gorilla Museum (za równie przyzwoite pieniądze). Decyzja Radiohead jest ważna, bo ważny i znany jest sam zespół. Im lepiej cię rozpoznają, tym uważniej słuchają, co masz do powiedzenia.

Pozwólmy zatem Radiohead mówić. Trzymam kciuki za ciekawy rozwój sytuacji, oczywiście po myśli odbiorców, a nie koncernów.
.

Magia liczb, czyli Harry Potter owns Master Chief

Tomasz Grynkiewicz wyśmiał nieco kampanię PR-owską "Halo 3", nowego produktu firmy Microsoft. Fakt, kampania niezbyt trafiona, zwłaszcza w Polsce, gdzie ciągle gra się głównie na pecetach i gdzie "Halo 3" nie jest zbytnio znanym produktem. Aby nie być gołosłownym:

"Na świecie jest 10 mln konsol Microsoftu, w Polsce szacujemy, że może ich być 20 tysięcy. Jeśli polscy gracze kupią 8 tysięcy egzemplarzy Halo, to będzie to wielki sukces, szczególnie, że oryginalna wersja kosztuje 250zł - wyjaśnia Borys Zajączkowski" (szef serwisu gry-online.pl - przyp. aut.).

Bombastyczna komunikacja PR, którą doskonale wypunktował Tomasz, nie ma w Polsce zupełnie sensu. Do dzisiaj myślałem jednak, że cały ten zgiełk jest mimo wszystko uprawniony w kontekście Zachodu, bo na każdym (literalnie każdym!) anglojęzycznym forum dyskusyjnym, które czytam, w dziale wolnych tematów pozakładano już wątek o "Halo 3". Może to jednak jest wielki fenomen, którego po prostu nie umiemy dostatecznie dobrze ocenić z naszej polskiej perspektywy...

Tę kwestię pozostawiam bez odpowiedzi. Natomiast informację o "biciu wszelkich rekordów w branży rozrywkowej" przyjąłem już z pewnym sceptycyzmem. Piszą o tym i tutaj, i tutaj - i w wielu innych miejscach. "Halo 3" zarobiła w pierwszym dniu sprzedaży aż 170 mln USD, czym pobiła rekordy zarówno "Spidermana 3", jak również "Harry Potter and the Deathly Hallows". Gra bijąca popularnością niezbyt ambitny, ale superpopularny film i książkę o najwyższym wskaźniku hype wśród dzieci i młodzieży? To już coś!

Otóż nie do końca. O biciu popularności nie ma mowy, a słowa tego użyłem celowo, bo dyskurs medialny również je wykorzystuje. Niepotrzebnie i błędnie. Policzmy.

  • 170 mln USD ze sprzedaży w ciągu pierwszego dnia, oczywiście liczymy tu także zamówienia przedsprzedażowe;
  • gra kosztuje w Amazon.com 59,99 USD;
  • prosta operacja dzielenia da nam liczbę faktycznych kupców (nawet jeżeli chodzi o zamówienia ze sklepów, to nieistotne)...
  • ...już macie?
  • ...a ostatni tom "Harry'ego Pottera" sprzedał się ponoć pierwszego dnia w ponad 11 mln egzemplarzy...
  • ...tyle, że książka, choć opasła, kosztowała pierwotnie na Amazonie 34,99.

Magia liczb, bynajmniej nie z Hogwartu.
.