Jeżeli chcielibyśmy użyć metafory informacji jako płynącej wody, to blogi moglibyśmy uznać za ciekawą, ale relatywnie niewielką rzekę, płynącą obok największych i najbardziej rwących wód, czyli informacyjnego mainstreamu (
nomen omen). Powiedzielibyśmy też zapewne, że Blog River jest tajemnicza i godna uwagi: połączona nieznacznie z rzeką Główną potrafi czasem wlać się do niej i zaburzyć jej nurt. Zdarzają się w rzecze Blog ożywcze prądy, a i zwierzęta zamieszkujące ten ekosystem potrafią być ciekawsze w obserwacji od tych, które bytują tylko w największej rzece.
Mikroblogging, który jest teraz ewidentnie zjawiskiem modnym i na językach, jawi mi się jak niewielki dopływ do rzeki Blog. Oba ekosystemy zamieszkują w ogromnej większości te same organizmy. Mikroblogging jest ciekawy i wart obserwacji, ale oczekiwanie, że to on wyleje nagle do rzeki Głównej i zmieni ją dramatycznie, jest oczekiwaniem nazbyt optymistycznym.
Howard Rheingold
jest fanem Twittera, co powinno ucieszyć np. miłośników rodzimego Blipa. Zapytany przez jednego ze studentów dlaczego tak uwielbia mikroblogi, Rheingold odpisał następującymi kategoriami:
- otwartość - każdy może to robić
- natychmiastowość - komunikaty hic et nunc
- różnorodność - ludzi i informacji
- wzajemność - pytania i odpowiedzi, bezinteresownie
- kanał do wielu publiczności - dostępność do różnych osób, z różnych grup społecznych
- asymetria - ludzie nie zawsze śledzą siebie nawzajem
- sposób poznania nowych osób
- sposób znalezienia osób, które dzielą te same zainteresowania
- okno na różne życia i różne światy
To celna typologia. Tyle, że pokazująca paradoksalnie, że mikroblogi nie są w istocie czymś wyjątkowym.
Otwartość, natychmiastowość, różnorodność (do pewnego stopnia), wzajemność, sposób poznania i znalezienia osób, okno na różne życia - to samo możemy powiedzieć na przykład o czatach. Oczywiście zgodzę się na typologiczne dywagacje, zejście do detali (mikrodetali?), które momentalnie rozróżnią jedno od drugiego, jednak jestem zdania, że Rheingold dotknął mimochodem sedna. Mikroblog niedaleko pada od czata - tyle, że póki co otacza go nimb pasjonacki, nieco nabożny.
Siłą mikroblogów faktycznie jest - lub powinna być - wzajemność i różnorodność, bo kanał czatowy jest jednak zazwyczaj dość mocno sprofilowany (chociaż wspomnienie dawnego IRC-a i kanałów regionalnych pozwoliłoby obalić i ten argument). Rheingold słusznie zauważa w kontekście wzajemności mikroblogerskiej, że nie potrwa ona zawsze - im więcej użytkowników, tym będzie o nią trudniej. Dlatego
retoryczną hiperbolę Grześka Stunży, piszącego o mikroblogowaniu w kontekście wypróżniania się naprawdę warto potraktować w przenośni i refleksyjnie, a nie dosłownie i ambicjonalnie.
Jeżeli mikroblog niedaleko pada od czata - mimo wszystko - to trudno postrzegać w nim narzędzie o potencjale gruntownej przemiany społecznej. Czat niewiele zmienił, blog nieporównanie więcej (acz jego wpływ na mainstream pozostawia wiele do życzenia; i
życzenie - sobie, aby było lepiej - jest tutaj bardzo dobrym słowem). Mikroblog jest więc dopływem: być może interesującym, z pewnością wartym obserwacji. Z pewnością jest też ciekawym środowiskiem życia dla wielu organizmów, natomiast nie warto oczekiwać od niego zbyt wiele.
Od kilkunastu lat, tak zupełnie na boku, jestem pasjonatem afrykańskich pielęgnic z jeziora Tanganika. Rewelacyjne w obserwacji, rewelacyjne zachowania społeczne, które ewolucyjnie pozwoliłyby im podbić niejeden akwen. Tyle, że to endemity z wód o specjalnych właściwościach, bez szans na ewolucyjny sukces. Chyba, że pomoże im nieoczekiwany, nieprzewidywalny,
rewolucyjny czynnik niezależny (zewnętrzny). Co innego rodzina
Cichlidae, występująca naturalnie na czterech kontynentach, a sztucznie na całym świecie.
.